Radość narodowego bankructwa

Dmitry Orlov na temat „Studium globalnego upadku systemowego”.

31 lipca 2012 (wersja oryginalna)

Przy 78 stronach akademickiej, naładowanej specjalistycznym żargonem prozy, „Coś za coś: Wzajemne zakażenie systemu finansowego i łańcuchów zaopatrzenia; studium globalnego upadku systemowego” Davida Korowicza nie jest lekturą błyskawiczną, ani lekturą lekką, ale jest lekturą ważną. Definiuje koncepcję kaskadowego załamania, w którym to upadek finansowy nieuchronnie prowadzi do upadku politycznego i gospodarczego, bez możliwości zatrzymania tego procesu, a nawet zmiany jego kursu. Może to sprawiać wrażenie przesłania straszliwie pesymistycznego i w rzeczy samej trudno sobie wyobrazić, by wywołało radosną reakcję u osoby będącej przy zdrowych zmysłach. Ale dla tych, którzy uznają za ważne, aby zrozumieć rozwój aktualnych wydarzeń, Korowicz oferuje dużą dawkę realizmu. Mimo to pożądane jest uczciwe ostrzeżenie: „Porzućcie wszelki optymizm, wy, którzy tu wchodzicie.”

Większość z nas napotyka wiele psychicznych blokad, kiedy myśli o takich sprawach. Po pierwsze, nasze doświadczenie cechuje stopniowość: akcja wywołuje równą i przeciwną reakcję; po zaburzeniu ostatecznie przywrócona zostaje równowaga; ludzkie instytucje zachowują trwałą ciągłość i rozwijają się powoli. Po drugie, nasze doświadczenie życia podzielone jest na szufladki. Jeżeli tematem jest niewypłacalność suwerennego podmiotu, z konsultacją spieszą nam eksperci w dziedzinie finansów; jeżeli mamy do czynienia z kwestią załamania globalnego handlu, zwrócimy się do ekspertów w dziedzinie biznesu. Socjolodzy powiedzą nam o negatywnym wpływie tych wydarzeń na społeczeństwo, tymczasem psycholodzy będą mówić o poszczególnych pacjentach, choć nie są w stanie ustosunkować się do społecznych przyczyn ich problemów. Jednakże systemowy upadek jest problemem interdyscyplinarnym, który wymyka się wszelkim próbom podziału na szufladki. Obiecuje zmieść wszystkie wysoko wyspecjalizowane dziedziny wiedzy poprzez redukcję społecznej złożoności. Po trzecie, istnieje kwestia motywacji: cóż, poza intelektualną ciekawością, zmusiłoby ludzi do inwestowania czasu i wysiłku w szczegółową analizę przygnębiającego tematu, który nie ma żadnego praktycznego zastosowania? Temat zdaje się przyciągać ludzi, którzy mają mnóstwo wolnego czasu i ponurą wyobraźnię. Myślę jednak, że zdolność przewidzenia biegu wypadków ma niebagatelną wartość: przewidziany, paskudny rozwój wydarzeń jest znacznie lepszy od paskudnej niespodzianki.

Nasz intuicyjny zmysł stopniowości jest wytworem naszego doświadczenia. Nagłe przemiany często bywają zabójcze, a to oznacza, że ci, którzy ich doświadczają są często niedostępni, aby udzielić późniejszej konsultacji. Na przykład jesteśmy przeświadczeni, że samochody są w miarę bezpieczne, i chociaż ogromne rzesze ludzi, które zginęły w wypadkach byłyby odmiennego zdania, nie są już w stanie wyrazić swojej opinii. Większość naszych pozostałych znawców i ekspertów prowadzi zaciszną, nudną egzystencję i niewielkie ma doświadczenie w materii wypadków niecodziennych. Nieliczni, którzy przeżyli jeden lub dwa przerażające epizody poważnego zaburzenia ciągłości, uważają się za szczęściarzy, że zdołali przeżyć i wolą nie przypominać ich sobie nazbyt często i detalicznie. Istnieje powszechny konsensus, iż anomalie zdarzają się, ale ostatecznie zawsze następuje powrót do pewnego rodzaju równowagi.

Możliwy jest przeciwny punkt widzenia, objaśnia go Korowicz i inni, ale ma tę wadę, że jest raczej wysoce intelektualny i abstrakcyjny, proponując niewiele analogii empirycznych czy intuicyjnych. To sprawia, że w przypadku wielu ludzi prezentacja argumentów jest mniej niż optymalnie skuteczna. Większość ludzi wygląda przez okno i widzi krążące samochody i osoby wchodzące i wychodzące z banków, sklepów i biur. Ale żeby naprawdę zrozumieć, co leży u podstaw stabilności tego systemu, musimy być w stanie zobaczyć okiem wyobraźni dynamiczny system, który może utrzymać homeostatyczną równowagę i pozbierać się po wstrząsach, kiedy wszystkie jego parametry pozostają w granicach pewnego zakresu. Wypróbujmy prostą metaforę. Załóżmy, że siedzisz sobie w kuchni. W spodku postawionym na środku kuchennego stołu leży sobie śliczna, niebieska szklana kulka. Znajdujesz się w strefie trzęsień ziemi. Kiedy pojawiają się drżenia, kulka zaczyna zataczać kręgi w spodku, ale nigdy z niego nie wypada. Jest to dynamiczny system znajdujący się w zakresie stabilności. Ale po chwili uderzają większe wstrząsy, odpada kawałek sufitu i rozbija spodek, kulka stacza się ze stołu, turla się przez szczelinę pod drzwiami, schodami w dół na ulicę i wpada do burzowego kolektora. Innymi słowy, system bezproblemowo radzi sobie z niewielkimi wstrząsami, ale duże wstrząsy niszczą go całkowicie. Gdzie przebiega granica pomiędzy małymi i dużymi wstrząsami – tego nie wie nikt, ale to nie ma znaczenia, o ile wiemy, że wstrząsy będą coraz większe. A to wiemy.

Zajmijmy się teraz większym dynamicznym systemem: finansami globalnymi. W tym momencie wszystkie wysoko rozwinięte gospodarki: 1. są bardzo mocno zadłużone i 2. kurczą się lub przestały rosnąć. Nie jest to stabilna sytuacja: „Ponieważ kredyt obciążony jest oprocentowaniem, ekspansja kredytu musi obsłużyć poprzednio wyemitowany kredyt. Aby wyemitowany pieniądz kredytowy zachował swoją wartość w stosunku do towarów i usług w gospodarce, PKB musi rosnąć współmierne z ekspansją pieniądza kredytowego”. (Korowicz, str. 33) Rezultatem tego procesu jest państwowa niewypłacalność. W tej chwili fakt, iż Grecja znajduje się w pewnym stadium narodowego bankructwa nie uchodzi już za kontrowersyjny. Uporanie się z problemami Hiszpanii, Włoch czy Irlandii nie wydaje się być możliwe.

Nie jest też prawdopodobne, że gospodarczy wzrost powróci. Po pierwsze, istnieje problem zasobów naturalnych, przede wszystkim ropy naftowej. Jest zbyt droga, aby umożliwić wzrost, i tańszą być już nie może, ponieważ pozostałe marginalne zasoby są, cóż, marginalne – wydobywane na dużych głębokościach, piaski bitumiczne, łupki bitumiczne i inne ochłapy – i drogie w produkcji. Po drugie, istnieje problem poziomu zadłużenia: zbyt wysoki poziom zadłużenia dławi gospodarczy wzrost. Po trzecie, znajdujemy się obecnie w punkcie, w którym stymulacja wzrostu jest niemożliwa: według najnowszych danych, aby wyprodukować jednostkę PKB potrzebny jest 2,3-krotny wzrost zadłużenia. W odniesieniu do wzrostu osiągnęliśmy etap malejących przychodów: musimy wykopać większy dół, aby zmieścić w nim cały ten dług i robiąc to jesteśmy gotowi zadłużyć się jeszcze bardziej, lecz niezależnie od tego, jak szybko kopiemy, dług po prostu piętrzy się obok wykopu. Politycy wciąż prawią o wzroście, ale to wyścig donikąd.

Może się to wydawać dziwne, ale państwowa niewypłacalność bywa postrzegana jako wydarzenie pozytywne: nieściągalny dług zostaje wymazany, nowe, pewne pieniądze są drukowane i wprowadzane do obiegu, a gospodarka jest reanimowana. Taką sekwencję wypadków zaobserwowano w Argentynie, Rosji i Islandii. Czy podobnie pozytywne zmiany mogą zajść w przypadku większych części globalnej gospodarki? Być może jest to problem związany z komunikowaniem; nazwijmy to „darowaniem długów”. „Możemy sobie wyobrazić, jak zakażenie finansowe rozszerza się, a następnie zostaje zatrzymane przez pewne działania rządów i banków centralnych. Nagle wszystkie banki są wypłacalne, a wymiana handlowa i kredyt znowu są dostępne”. (str. 70) Jedno z kluczowych spostrzeżeń zwraca uwagę na to, że musiałoby to nastąpić dość szybko, niemal natychmiast, i wymagałoby poziomu międzynarodowej koordynacji, który byłby absolutnie bezprecedensowy. Korowicz nie jest przekonany, że jest to możliwe: „… jesteśmy zamknięci w rozległej i niewyobrażalnie złożonej strukturze warunków, którą rozumiemy w niewielkim stopniu… żyjemy w kulturze, która często zakłada, że zdolność konceptualizacji większej zmiany oznacza, że jest ona możliwa…” (str. 75)

Przecież bankructwa państw zdarzały się wcześniej i finanse globalne zdołały się pozbierać; zatem dlaczego tym razem tego nie uczynią? Cóż, istnieje drobna kwestia rozmiaru. Znaczenie krajowej niewypłacalności różni się w zależności od rozmiaru gospodarki narodowej w stosunku do rozmiaru gospodarki światowej. Bankructwo Argentyny było zaledwie incydentem w skali globalnej. Niewiele brakowało, aby niewypłacalność Rosji pociągnęła za sobą cały system finansowy, kiedy w jej wyniku nagle załamało się Długoterminowe Zarządzanie Kapitałem. Rezerwa Federalna musiała wkroczyć z pakietem pomocowym (ang. bailout). Kryzys kredytów hipotecznych wysokiego ryzyka (ang. subprime) w USA i upadek Lehman Brothers zbliżył światowe finanse do skraju przepaści i wymagał znacznie większych pakietów ratunkowych. A teraz – z Grecją, Hiszpanią i Włochami na finansowym dnie – pakiety pomocowe nadchodzą szybko i wściekle, ale każdy zdaje się przywracać zaufanie rynków na coraz krótszy okres czasu. Wszystkie te wstrząsy kumulują się i w pewnym momencie jeden z nich spowoduje, że światowy system finansowy „przekroczy punkt krytyczny, powodując kaskadowe załamanie, które zniszczy światowy system finansowy” (str. 11). W konsekwencji każdy wstrząs czyni system mniej odpornym. Po każdej lokalnej, państwowej niewypłacalności (Rosja, Argentyna, Islandia) „rekonwalescencja” była krytycznie uzależniona od dostępu do względnie zdrowej gospodarki światowej i systemu finansowego. Słaniając się od jednego kryzysu finansowego do następnego, nadal zakładamy, że każdy wywoła proporcjonalną reakcję. Ale każdy z nich może wynieść globalny system poza jego liniowy zakres i spowodować gwałtowny krach, po którym nie będzie poprawy, ponieważ proces okaże się być nieodwracalny: odtworzenie złożonego, globalnego systemu finansowego nie jest możliwe, kiedy przestaje istnieć globalna gospodarka, która dała mu początek.

Istnieje oczywisty powód tego, że w krajach dotkniętych kryzysem mamy do czynienia z tak licznymi upadkami banków i pakietami pomocowymi: instytucje te pełnią rolę kanarków w kopalni. Przeznaczeniem banków jest finansowanie gospodarczego wzrostu, nie są od tego, aby finansować gospodarcze skurczenie. W deflacyjnym spadku spowodowanym popsuciem ich kredytowych portfeli, szybko bankrutują. Ich zyski zatrzymane i kapitał akcjonariuszy wynoszą zaledwie 2-9% kredytowego portfela, a zatem nie potrzebna jest szczególnie duża strata, aby je pogrążyć. W gospodarce, która się kurczy klęskę ponoszą wszystkie banki, lecz proces ten został dotychczas powstrzymany przez rządy i banki centralne, które były skłonne podać im finansową protezę. Proceder ten nie może trwać wiecznie: „W rozrachunku ostatecznym jedynym zabezpieczeniem posiadanym przez bank centralny jest zdolność drukowania pieniądza, a jeśli sprawy muszą zajść aż tak daleko, instytucja ta ponosi klęskę, ponieważ zniszczy zaufanie do pieniądza”. (str. 61)

Jednym z głównych powikłań jest to, że system finansowy nie istnieje w oderwaniu od reszty gospodarki: „Struktura podpierająca wymianę realnych dóbr i usług utrzymuje się dzięki pieniądzom, kredytowi i finansowemu pośrednictwu”. Korowicz dokładnie analizuje proces, w wyniku którego finansowa klęska wywołuje natychmiastowe załamanie handlu. Ładunki towarowe muszą być finansowane. Robią to banki zlokalizowane po przeciwnych stronach planety, które skłonne są honorować i otwierać akredytywy wypłacane zaraz po dostarczeniu ładunku. Jeśli akredytywy nie można uzyskać, ładunek nie rusza się z miejsca. W kryzysie banki przestają sobie ufać i odmowa akredytywy stanowi jeden z najprostszych sposobów zmniejszenia ryzyka strony przeciwnej (przypadku, kiedy to bank kupującego, który wystawił list kredytowy nie będzie w stanie dokonać płatności). W konsekwencji niezrealizowane dostawy oznaczają, że na przestrzeni dni pustoszeją półki supermarketów, ustaje produkcja w fabrykach z powodu braku komponentów, pojawiają się przestoje w pracach budowlanych i konserwacyjnych, szpitalom kończą się leki i zaopatrzenie itd. W ciągu tygodnia lokalne zapasy paliwa zostają wyczerpane, a transport zakłócony. Nowoczesne sieci produkcji i dystrybucji opierają się na globalnym łańcuchu dostaw oraz bardzo mizernych zapasach JIT: dokładnie-na-czas. Produkcję w przemyśle elektronicznym zakłócić jest najłatwiej, ponieważ kluczowe części posiadają tylko jednego lub dwóch dostawców, możliwość ich zastąpienia jest niewielka lub nie ma jej w ogóle. Dotychczasowe doświadczenia zakłóceń (japońskie tsunami z 2011 roku, wybuch wulkanu Eyjafjallajökull w 2010) demonstrują, że efekty zaburzenia nie pokrywają się linearnie ze swoją długością, ale przyspieszają – poprawa sytuacji trwa nieproporcjonalnie dłużej. Po upływie mniej więcej miesiąca, z powodu braku zaopatrzenia i konserwacji, załamuje się sieć energetyczna; prawdopodobnie w tym momencie poprawa staje się praktycznie niemożliwa.

Ale jeszcze przed osiągnięciem tego punktu zakażenie zacznie żywić się sobą. Rejon ujemnego sprzężenia zwrotnego, gdzie utrzymywana jest homeostaza, otaczają rejony o dodatnim sprzężeniu zwrotnym, gdzie system coraz bardziej oddala się od stanu równowagi. Przykładowo „system finansowy… upadłby nie tylko z powodu niezrównoważonego stosunku zadłużenia wobec dochodów, ale dlatego, że załamałby się sam dochód, ponieważ produkcja byłaby wstrzymana, a widoki na przyszłość fatalne”. (str. 69) Gospodarka towarów i usług nie uniknęłaby podobnych degeneracyjnych procesów: „Można byłoby oczekiwać ogromnej reorientacji od konsumpcji dobrowolnej w stronę potrzeb najważniejszych – żywności, niezbędnej energii, leków i komunikacji”. (str. 62) W rezultacie splajtowałoby wiele firm, potęgując stłumienie popytu, natomiast odwlekane prace konserwacyjne uczyniłyby znaczną część infrastruktury niezdatną do użytku. Większość tej infrastruktury także zaprojektowano z myślą o rosnącej gospodarce i będzie nam ona kamieniem u szyi: w kurczącej się gospodarce stałe koszty istniejącej, krytycznej infrastruktury stworzą negatywne ekonomie skali, czyniąc rozległą infrastrukturę zbyt kosztowną na każdym poziomie. Globalny aspekt globalnej gospodarki zniknąłby prawdopodobnie najszybciej: powołując się na ekonomistę ewolucyjnego Paula Seabrighta, Korowicz pisze: „Nie można przyjmować za rzecz pewną zaufania między nie związanymi ze sobą obcymi podmiotami, spoza własnego, plemiennego ugrupowania”. (str. 23) Zaufanie między nieznajomymi budowane jest powoli, jego utrata następuje szybko. W gospodarce, która się kurczy „dbanie o swoich” staje się ważniejsze, niż utrzymanie relacji zaufania z nieznajomymi ze świata.

Z całego tego rozbioru wyłuskać można opowieść ku przestrodze, a jest ona oczywista: lichwa kończy się upadkiem. Lichwa – pożyczka na procent – realna jest wyłącznie w gospodarce rosnącej; po zatrzymaniu gospodarczego wzrostu ciężar lichwiarskich zobowiązań wywołuje jej implozję. „Cały system finansowy i gospodarczy jest zależny od kredytowej dynamiki i biznesowej dźwigni”. (str. 8) „Obecnie dług nie jest tylko cechą państw i banków, to systemowe obciążenie w zglobalizowanej gospodarce jako całości”. (str. 9) Nie jest przypadkiem, że dantejskie Inferno odesłało lichwiarzy w najbardziej zapadły rejon siódmego kręgu piekła. Ale poza oczekiwaniem na śmierć lichwiarzy i ich przydział do odpowiedniej jamy na całą wieczność, co mamy począć? Nie brać i nie udzielać pożyczki na procent? Cóż, to problem, którym z pewnością nie będziemy musieli zaprzątać sobie głowy.

Poza tym – i przede wszystkim – nieważne kim jesteś, gdzie jesteś i jak wiele drewnianych szekli zachomikowałeś pod podłogą; nie spodziewaj się miękkiego lądowania. Po lekturze tej rozprawy jestem teraz przekonany bardziej niż kiedykolwiek, że państwowa niewypłacalność nie jest czymś pokroju wiosennego kapuśniaczku, który przechodzi, a zaraz po nim na powrót wychodzi słońce. Jeżeli Korowicz ma słuszność – a wygląda na to, że odrobił pracę domową – w pewnym momencie to, co nadal stanowi stopniowy proces doprowadzi do nagłego, nieodwracalnego, katastrofalnego zaburzenia codziennego życia. (Patrząc na doniesienia z Grecji i Hiszpanii, wyobrażenie sobie takiego scenariusza nie wymaga szczególnie bujnej wyobraźni.) Jeśli chodzi o adaptacje praktyczne pozwalające na przetrwanie takiego systemowego rozpadu, Korowicz nie ma wiele do zaoferowania poza stwierdzeniem oczywistości, które powtórzę: „Początkowo najbardziej narażone byłyby te osoby, które mają niewiele gotówki pod ręką, skromne zapasy domowe, ograniczenia zdolności przemieszczania się i słabe więzy rodzinne i wspólnotowe”. Innymi słowy, bądź przygotowany i zrób, co możesz, aby dać sobie szansę.

Profetyczny esej Dmitra Orlova „Pięć faz upadku”

Tłumaczenie: exignorant

Ten wpis został opublikowany w kategorii Gospodarka, finanse, surowce i energia, Kluczowe badania i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.