Ruch mimowolnego pokomplikowania

Autor: Dmitry Orlov (wersja oryginalna)

3 lipca 2012

Rokrocznie czasopismo „Addbusters” propaguje „Dzień bez zakupów”:

25/26 listopada uciekamy od chaosu i nerwowej gorączki dnia największych zakupów w Ameryce Północnej i poskramiamy wściekły konsumpcjonizm na 24 godziny. Tłumne naloty, konsumenckie posty, galeriowe posiadówki, impry społecznościowe, kart kredytowych wyparcie, porzucone (pełne) wózki i przy kasach korki, korki, korki!

Idea ta, jak sądzę, jest z rodzaju typowych: wyrazić sprzeciw, wyartykułować przesłanie, mieć temat do pisania i rozmów… a potem powrócić do konsumowania. Na drugi dzień po „Dniu bez zakupów” mógłbyś przykładowo zakupić błyszczący egzemplarz magazynu „Addbusters” w kasie sklepu sieciowego „Whole Foods.” Sprawdziłem ostatnio, że mógłbyś to zrobić w bardziej liberalnym Cambridge w Massachusetts, ale nie w bardziej konserwatywnym Bostonie w Massachusetts, po drugiej stronie rzeki. Linie bojowe kulturowej bitwy nakreślone są wyraźnie.

Z pewnością zechciałbyś przygotować się na okoliczność „Dnia bez zakupów,” aby przetrwać go w stanie nienaruszonym, kupując z wyprzedzeniem wszystko, czego potrzebujesz, aby ów dzień przetrzymać. A poza tym, rzecz jasna, nikt nie mógłby przecież oczekiwać, abyś rzeczywiście niczego nie nabył, jeśli byłoby to niedogodne. Powiedzmy, że dopadłoby cię rozwolnienie, a w twojej apteczce akurat zabrakłoby Loperamidu lub Pepto Bismolu. Jakaż niedogodność! Czy „Addbusters” oczekują, że pozostaniesz na muszelce przez 24 godziny? Oczywiście, że nie. Nie są potworami, sprzedają przecież czasopismo z przeróżnymi prześlicznymi rzeczami!

A ja piszę książki i publikuję bloga. I za pomocny uważam fakt, iż tak wiele osób świadomych jest istnienia Konsumpcjonizmu, przez duże ‚K’ jak stary Komunizm minionych lat, bowiem funkcjonuje pewnego rodzaju – że tak powiem – Biuro Polityczne Partii Konsumpcjonistycznej, w skład którego wchodzą pomysłodawcy produktów, menedżerowie marki, reklamodawcy i marketerzy. Miast zakładać na ramię czerwoną przepaskę, maszerować równo i salutować, dajesz oznakować się za pomocą logo, a swoją lojalność wobec marki okazujesz w bardziej subtelny, dyskretny sposób: w sposób, w jaki wydajesz swój grosz. Fakt, iż jesteś tego świadomy uznaję za pomocny z tego powodu, iż pisząc bloga za łatwiejsze pod psychologicznym względem uważam wskazanie, co jest nie tak, w przeciwieństwie do udawania, że wszystko jest w porządku, co musiałbym robić, gdybyś nie miał o tym pojęcia.

Rzecz w tym, że wyczerpuje nam się planeta. Zmieniliśmy chemię atmosfery tak dalece, że oceany stają się zbyt kwaśne, aby mogły rozwijać się w nich koralowce i skorupiaki. Istnieją ogromne plamy unoszącego się w oceanie plastiku, który w miarę postępującego rozkładu zatruwa cały oceaniczny łańcuch pokarmowy. Zużyliśmy już wszystkie skoncentrowane rudy mineralne wysokiej jakości, a zasoby paliw kopalnych ograniczają się obecnie do kruszenia ton skał – aby dorwać się do krztyny, która pozostała – i do wykorzystania marginalnych zasobów energetycznych, takich jak piaski bitumiczne, ropa z łupków i brudny węgiel brunatny. I jeżeli będziemy nadal podążać tą drogą, wszystkich nas z pewnością czeka straszliwy, duszący, rozpalony, toksyczny koniec.

Jeśli nie przestałeś czytać, gorliwie poddajmy się temu konsumpcjonistycznemu spiskowi, skoczmy z rozbiegu na pal jej protektorów, skąpmy ich w naszej krwi i wybebeszonej posoce w nadziei, że czyniąc to zdemoralizujemy ich do tego stopnia, że nie będą w stanie podnieść się o poranku, spojrzeć w lustro, a następnie udać się do swojej kretyńskiej, wyniszczającej planetę pracy. Albo lepiej pogawędźmy sobie serdecznie.

Na początek pociągnijmy linię podziału pomiędzy Konsumpcjonizmem i starą, poczciwą, zwyczajną konsumpcją. Każda żyjąca istota coś konsumuje, a potem, po całej serii pewnych biochemicznych etapów przetwarzania, zrzuca to lub wydala. Bakterie redukujące siarkę konsumują ją i produkują cuchnący siarkowodór. Jednakże tym, co odróżnia te bakterie jest to, że nie wykorzystują chińskich pracowników-emigrantów do ręcznego rolowania kuleczek siarki – potem przez siebie konsumowanych – pakowanych na styropianowych tackach w termokurczliwą folię polietylenową; i bakterie nie muszą jechać samochodem do dużego sklepu, aby zakupić siarkę w korzystnej cenie. One po prostu bytują tam, gdzie akurat występuje siarka, którą mogą zredukować: na przykład w twoich jelitach.

Ten schemat odnosi się do wszystkich form życia, z wyjątkiem nas – sklepowych klientów – i oczywiście naszych zwierzaków-ulubieńców. Cała reszta zjada to, co zabije, zbierze lub wyhoduje bezpośrednio wewnątrz lub na zewnątrz i nigdy za nic nie płaci. Jest tylko jedna rzecz, za którą nie płacimy; to tlen, chociaż istnieją już tlenowe bary, gdzie i za to możesz zapłacić, widuję wiele osób spacerujących z tlenowymi butlami. Twoja zdolność do pozostania przy życiu zależy od twojej zdolności do wydawania pieniędzy (lub od kogoś innego wydającego pieniądze w twoim imieniu). Tak wcale być nie musi: ludzie żyli – a niektórzy żyją nadal – pozyskując to, czego potrzebują bezpośrednio z natury, bez płacenia za cokolwiek, lecz stali się oni rzadkością.

Obecny normalny schemat oznacza, że nasze potrzeby uzależnione są od pośrednictwa globalnego, monolitycznego, totalitarnego państwa Konsumpcjonizmu. Jako że taki sposób postępowania jest niezwykle marnotrawny i nieefektywny, zmuszeni jesteśmy do zużycia całego naszego czasu na niewolniczą pracę na rzecz utrzymania państwa Konsumpcjonizmu, w skutek czego niewiele czasu pozostaje na konsumowanie. W miarę postępującego uszczuplenia bazy surowcowej coraz więcej nas zostaje porzuconych: nasza praca nie jest już potrzebna, nasza zdolność do wydawania pieniędzy wyparowuje, nasze możliwości są redukowane do kilku ogólnie nieprzyjemnych opcji.

Istnieją znacznie bardziej wydajne sposoby życia. Zdecydowanie najbardziej skuteczną metodą jest po prostu branie tego, czego potrzebujesz w najbardziej bezpośredni możliwy sposób: zrywasz coś i wkładasz do ust. Nie wymaga to zbiorów, transportu, magazynowania, sortowania, przetwarzania, pakowania, marketingu, licencjonowania, dystrybucji, punktu sprzedaży, transportu lub recyklingu materiałów spedycyjnych. Żujesz, a następnie połykasz. Cała reszta dzieje się automatycznie, kiedy ty robisz coś innego.

Technika z-ręki-do-ust jest dobra, ale nie spełnia wszystkich naszych złożonych potrzeb fizycznych i kulturowych: wymagamy żywności gotowanej zawierającej białka zwierzęce, odzieży i schronienia. To również można pozyskać bezpośrednio z natury, ale w tym miejscu życie zaczyna się komplikować. Zakupienie produktu to jedno, czym innym jest stworzenie go od podstaw. Z pewnością nie jest to niemożliwe – niewykształcone, niepiśmienne plemiona zaspakajają wszystkie własne potrzeby od tysięcy lat, ale my zatraciliśmy tę zdolność.

Teraz, po wielu latach edukacji i szkoleń, uważamy się za szczęściarzy, jeśli tylko jest nam dane wykonywać swoją pracę, która polega na zaspokajaniu potrzeb innych osób, niekoniecznie potrzeb własnych lub naszych rodzin. A kiedy nie pracujemy, w najlepszym razie możemy zdecydować, co chcemy kupić lub – co najtrudniejsze – zdecydować, co chcemy nabyć, a następnie zaniechać zakupu, ponieważ uświadamiamy sobie, że tego nie potrzebujemy. Ale rzeczywiście mamy potrzeby, a tym można uczynić zadość wyłącznie poprzez wybranie produktu i uiszczenie zań należności.

Istnieje kilka alternatywnych rozwiązań, takich jak zbieranie śmieci i nurkowanie w kubłach, i są one dla niektórych osób wykonalne, ale nie wszędzie i nie przez cały czas. Zbieranie śmieci i inne formy ponownego użycia stają się coraz bardziej problematyczne, ponieważ producenci uwzięli się na nas: aktualnie produkty mają określoną żywotność i nie nadają się do konserwacji. Nawet samochody stały się jednorazowe: teraz zaopatrzone są w karoserie przyspawane wokół silnika, a samych silników nie można już poddać remontowi kapitalnemu.

Niektórzy ludzie wybiegają myślą poza tak skromne adaptacje. Na przykład istnieje ruch na rzecz Dobrowolnej Prostoty; zarządza obecnie instytutem, który wydał kilka prac naukowych na ten temat, przeprowadził badania opinii publicznej, a wśród jego członków liczni są luminarze ruchu permakultury. Ich witryna internetowa w rzeczy samej zawiera pewne praktyczne dokumenty przedstawiające w zarysie sposoby zmniejszenia tempa wydawania środków pieniężnych do około 30 dolarów tygodniowo. (Myślę, że nazywa się to Dobrowolnym Ubóstwem.) Poprosili mnie o napisanie czegoś z myślą o nich; przypuszczam, że właśnie to robię. Zdjęcie na stronie głównej ich internetowej witryny pokazuje idylliczny, wiejski krajobraz z równo utwardzoną drogą i mechanicznie skoszoną trawą. Zdaje się, że pod kępami majestatycznych drzew stoją bungalowy. Może ktoś ma ochotę na partyjkę golfa?

Z mojej perspektywy zdjęcie to wyraża istotę alternatywnego wyboru konsumenckiego. Ty także możesz uciec do wiejskiego raju, gdzie zdołasz nauczyć się uprawiać własną żywność i być może będziesz udzielał lekcji o sposobach tej uprawy. Potrzebujesz na początek tylko pół miliona dolarów. Piękno owego planu zawiera się w tym, że możesz tego dokonać i nadal pozostać przedstawicielem klasy średniej, zachowując wszystkie kulturowe standardy i upodobania – takie jak mechanicznie przystrzyżone trawniki oraz jezdnie utwardzone asfaltem – i realizując to wszystko z dala od wszystkich tych ubogich, ciemnoskórych ludzi.

Względnie, jeśli nie masz pół miliona dolarów, możesz upodobnić się do tubylców / zdziczeć i skorzystać z oferty konsumenckiej zaopatrującej ruch tubylczy, uzupełnionej o wyprodukowane w Chinach biodrowe przepaski i włócznie, a także sezonowe kempingi, gdzie możesz szlifować swoje umiejętności przetrwania w dziczy.

Mój ulubiony ruch nazywa się Ruchem Przymusowego Pokomplikowania. Działa tak, że nikt nie chce się doń przyłączyć, bo najzwyczajniej nie brzmi zachęcająco. Ale potem ludzie dowiadują się, że i tak są jego częścią. Ich zasoby są ograniczone, stoją w obliczu mnóstwa spiętrzonych, skomplikowanych problemów i starają się zaradzić im najlepiej jak potrafią. Oddzielenie swoich potrzeb od pragnień to skomplikowane wyzwanie zważywszy na wszystkie komercyjne sygnały bombardujące nasze zmysły. Jeszcze więcej komplikacji nastręcza znalezienie sposobu na to, aby zaspokoić te potrzeby nie stając się przy tym niewolnikiem pracy najemnej. Jeszcze bardziej skomplikowane jest przekonanie rodziny, że wszystko to jest konieczne, i sprawianie wrażenia osoby „normalnej” na użytek nienormalnych, otaczających cię Konsumerystów.

Komplikacje tylko się pogłębią. W miarę nieprzerwanej erozji gospodarki, rosnący zastęp konsumpcyjnych ptaszyn wyrzuconych z konsumpcyjnego gniazda będzie także potrzebował zjednania i korepetycji. Ich przejście do pokomplikowania bardziej mimowolnym już być nie zdoła. Sądzę, że lepiej jest zawczasu wziąć w objęcia mimowolne pokomplikowanie; ostatecznie jaki masz wybór? Równie dobrze możesz zrobić to już teraz.

Tłumaczenie: exignorant

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Poza nadzieją. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.