Kwesta in extremis

Dmitry Orlov pisze na temat „gospodarczego, ekologicznego i politycznego upadku Stanów Zjednoczonych” – nazywa go „kryzysem permanentnym”. Urodził się w Leningradzie (obecny Petersburg). W wieku 12 lat przeprowadził się z rodziną do USA. Posiada dyplomy z inżynierii komputerowej i lingwistyki stosowanej. Podczas praktyki naukowej zajmował się m.in. fizyką wielkich energii i zagadnieniami ochrony Internetu. Był bezpośrednim świadkiem upadku ZSRR podczas kilku dłuższych, zawodowych wizyt w rodzinnym kraju na przełomie lat 80-tych i 90-tych. Kilka lat temu został zaproszony przez Kreml do udziału w panelu eksperckim. Zapytany o przyszłość USA, odpowiedział: „Ameryka jako światowe mocarstwo jest skończona. To chodzący trup”. Jego trafnym prognozom – które opisał we wznowionej właśnie książce „Reinventing Collapse” – nie dano wówczas wiary… W 2007 roku Dmitry i jego małżonka sprzedali mieszkanie w Bostonie i zakupili żaglówkę. Wyposażona w panele słoneczne i liczne usprawnienia, stała się ich domem i „kapsułą przetrwania”. Obecnie, poza żeglowaniem i komentowaniem postępującego upadku globalnej gospodarki nieustającego wzrostu, Dmitry przyswaja kolejne umiejętności, projektuje – jego nowe wynalazki i rozwiązania mają usprawnić żeglugę pod względem transportowym oraz ułatwić ludziom egzystencję w dobie energetycznego i industrialnego schyłku.

24 kwietnia 2012 (wersja oryginalna)

Istnieją ważne projekty, które powinny być gotowe do wdrożenia na wczoraj, ponieważ są kluczowe dla ludzkiego przetrwania. Niestety, nie mogą zostać sfinansowane w rutynowy sposób ze względu na wypaczoną naturę gospodarki rynkowej i finansów globalnych, która dyktuje, że jedynym celem inwestowania pieniędzy jest zarobienie większych pieniędzy. Projekt zapobiegający katastrofalnym konsekwencjom nie uchodzi za lukratywny per se, nie zasługuje więc na sfinansowanie. Ale coroczna dostawa z Chin milionów plastikowych dyń pomarańczowych na Halloween jest pewniakiem, zatem wolny rynek przedkłada pomarańczowe dynie plastikowe nad wykonanie tego, co jest niezbędne, aby utrzymać nas przy życiu. Niewidzialna ręka rynku, jak się okazuje, osadzona jest w stawie ramiennym niewidzialnego idioty.

Dobrym przykładem projektu tego rodzaju jest wyłączenie elektrowni atomowych zanim zgaśnie energetyczna sieć i wszystkie reaktory stopią się à la Fukushima, zatruwając otaczający je ląd i morze na tysiące lat. Sieć elektryczna faktycznie gaśnie: wskaźnik przerw w dostawach prądu w USA rośnie wykładniczo*. Niedawno rozległa i znacząca część Bostonu pogrążyła się w mroku z powodu eksplozji transformatora. W odpowiedzi wytoczono generatory diesla, aby dostarczyły zasilanie awaryjne.

Transformatory sieciowe są przeważnie leciwe, bywa, że kilku-dekadowe, budowane obecnie za oceanem, a że są kosztowne, części zamiennych nie wala się zbyt wiele. W miarę starzenia infrastruktury (co postępuje i postępować będzie, bo forsy na modernizację nie staje) podobne incydenty przybierają na częstotliwości, wywierając coraz większą presję na skąpe już i drogie dostawy diesla. W wielu miejscach awaryjne generatory diesla uruchamiane są nie tylko w nagłych wypadkach, ale wypełniają luki w zasilaniu sieciowym podczas godzin obciążenia szczytowego. Diesel jest już wykorzystywany do transportu morskiego i lądowego, a także przez inną ciężką maszynerię i niewiele ostało się jego zapasów w którymkolwiek zakątku świata, zatem pomysł zastąpienia sieci elektrycznej lokalnymi generatorami diesla niemal natychmiast napotka poważny problem. De facto – patrząc na liczne raporty o niedoborach diesla na całym świecie* – już napotkał.

Wydłużona przerwa w zasilaniu jest dla elektrowni atomowej zabójcza. Bez sieci zasilającej reaktory muszą zostać wyłączone, ale nadal należy je chłodzić, aby uniknąć stopienia paliwa. Prąd, który wprawia w ruch pompy, pochodzi z elektrowni lub sieci elektrycznej, a jeżeli obie są niedysponowane – zgadliście – z generatorów diesla. Zazwyczaj pod ręką jest kilkudniowy zapas diesla; po jego wyczerpaniu chłodziwo wygotowuje się, koszulki osłonowe zestawów paliwa jądrowego zapalają się, całość ulega stopieniu i staje się zbyt radioaktywna, aby się do niej zbliżyć, o jej posprzątaniu można zapomnieć.

Co gorsza, większość z prawie 100 elektrowni atomowych w USA pełna jest zużytych prętów paliwowych. Zużyte paliwo nie jest wystarczająco aktywne, aby wygenerować prąd, ale jego znaczna część wciąż zachowuje wysoką temperaturę i pręty trzymane są w zbiornikach z wodą, gdzie musi odbywać się jej cyrkulacja i chłodzenie, aby nie wyparowała. Zużyte paliwo zawiera produkty rozpadu obejmujące cały układ okresowy pierwiastków, wiele z nich jest radioaktywnych i toksycznych. Jeżeli woda wyparuje, pręty paliwowe ulegają spontanicznemu zapłonowi, przykrywając otaczające okolice chmurą promieniotwórczych i toksycznych produktów nuklearnego rozpadu. Rozwiązaniem jest wyłowienie prętów ze zbiorników, włożenie do suchych przechowalników i umieszczenie tychże głęboko pod ziemią w stabilnych geologicznie formacjach, z dala od stref sejsmicznej aktywności. To czasochłonny i kosztowny proces, na który nie ma aktualnie pieniędzy.

Inny powiązany i równie istotny projekt to udzielenie pomocy populacjom, zwłaszcza tym w krajach rozwiniętych, przy przejściu do egzystencji nie wymagającej nadmiaru elektryczności. W większości miejsc musi zostać wdrożona pewna kombinacja technologii opartych na odnawialnych źródłach energii, aby zabezpieczyć elektryczność do oświetlenia i komunikacji (jedyne użycia, dla których prąd jest absolutnie niezbędny). Ponadto pasywne i koncentrujące instalacje solarne mogą zapewnić energię termalną domowym, a nawet wybranym przemysłowym zastosowaniom. I raz jeszcze mamy tu do czynienia z kosztownym projektem na dużą skalę, wymagającym odgórnego finansowania przez wydłużony okres czasu. Spodziewać się, że przyniesie jakiekolwiek zyski też nie należy: ludzie nie zechcą zapłacić za zastąpienie multi-kilowatowego, domowego systemu elektrycznego kilkoma żarówkami LED i ładowarkami do przenośnej elektroniki i powrócić do ręcznego szorowania naczyń i ubrań w podgrzanej energią słoneczną wodzie. Woleliby zachować wygodę, a potem, kiedy nie będzie już możliwa, po prostu siedzieć w ciemnościach w nieświeżej garderobie.

A więc skąd miałaby pochodzić te środki? Z pewnością nie od rządów: są zbyt zajęte pokrywaniem hazardowych strat banków i instytucji finansowych, które przekazują politykom fundusze na kampanie wyborcze. Pozostają jedynie osoby prywatne, zatem przyjrzyjmy się im jako potencjalnym źródłom tego decydującego finansowania.

Weźmy za przykład Stany Zjednoczone, pójdźmy w górę gospodarczego łańcucha pokarmowego – na samym dole mamy sponiewieranych: wszelkie ofiary niewolnictwa, ludobójstwa, gospodarczego wyzysku, rasowej i etnicznej dyskryminacji, które uczyniły ten kraj wspaniałym. Nazwijmy ich po prostu „ludźmi biednymi”. Pełnią w społeczeństwie funkcję kluczową: zapewniają nieco mniej sponiewieranym pszczołom robotnicom poczucie wyższości; „przynajmniej nam powodzi się lepiej niż im” – myśląc tak sobie kontynuują harówkę za marne grosze. Finansowanie projektów na wielką skalę nie jest funkcją żadnej z tych grup, chociaż mogą być zmobilizowane jako siła robocza i kupują straszliwie dużo losów na loterię. Większość ich przedstawicieli jest biedna lub pozbawiona środków do życia, bądź pogrążona w długach wegetuje od wypłaty do wypłaty.

Następnie mamy znacznie mniejszą grupę ludzi, którzy mają nie-nieznaczną wartość netto. Jako że termin „klasa średnia” stracił jakiekolwiek znaczenie, nazwijmy ich „ludźmi bogatymi”. Grupa ta kurczy się z każdym dniem, bowiem miarą bogactwa coraz większej liczby ludzi nie jest już to ile posiadają, tylko ile zalegają. Jeżeli sądzicie, że oszczędności i dług różnią się diametralnie, być może macie słuszność, w znaczeniu ścisłym, ale pod warunkiem, że zignorujecie zasadniczy cel, jaki bogacze nadają pieniądzom – mają dzięki nim czuć się bogaczami. Aby nimi się poczuć potrzebują dwóch rzeczy. Pierwsza zawiera wszelkiego sortu atrybuty bycia majętnym: krzykliwe auta i stroje, najnowsze gadżety, kobiety z pokaźnymi, silikonowymi implantami piersi, narciarskie urlopy i tak dalej, i nie ma to większego znaczenia, czy są one nabywane przez wydawanie pieniędzy czy przez piętrzenie długów; tak czy inaczej czują się bogatymi, a przynajmniej bogatszymi od tych, na których mogą spozierać z góry, a tylko to tak naprawdę się liczy. Druga rzecz obejmuje abstrakcyjne i uzależniające dreszcze emocji, jakie towarzyszą obracaniu dużymi sumami pieniędzy, własnymi lub pożyczonymi; celem pieniędzy jest zrobienie większych pieniędzy, celem długów jest zrobienie większych długów. Rozstanie ze swoimi oszczędnościami, aby zapobiec katastrofie i akceptacja skromniejszego stylu życia nie sprawi, że poczują się bogatszymi.

I wreszcie mamy über-bogatych: tych, którzy po prostu posiadają za dużo pieniędzy. Ludzie tacy, jak George Soros czy Bill Gates robią dużo szumu wokół swojej filantropii, promując demokrację lub zwalczając malarię; czy nie mogliby pomóc? Teoretycznie mogliby (z pewnością mają niezbędne fundusze), ale musimy zrozumieć kim są. To wampiry. Wysysają nie tylko naszą krew, dosłownie, ale także nasz czas i znój. Otrzymujemy „środki na życie” i coraz bardziej pustą obietnicę emerytury (kiedy jesteśmy zbyt leciwi, aby mieli z nas pożytek), na coraz bardziej spustoszonej planecie; oni dostają całą resztę. Sposoby konfiskaty tego bogactwa są urozmaicone – Soros skradł oszczędności ludzi spekulując na rynkach walutowych; Gates obciążył „podatkiem Microsoftu” poprzez narzucenie światu zdefektowanego, wzdętego i niezabezpieczonego systemu operacyjnego przy współudziale rządu USA; Waltonowie, którzy są właścicielami sieci Walmart, zrobili to wysyłając amerykańskie miejsca pracy do Chin i wygryzając drobną przedsiębiorczość krajową. Jednakże sposoby, na jakie wyrażają swoją szczodrość urozmaicone nie są: za ich sprawą mają prezentować się jako dobrzy ludzie. Abyśmy nabrali dystansu do tego, co to oznacza, przytoczę wiersz Bertolda Brechta w przekładzie (angielskim) Slavoja Žižeka:

Przesłuchanie dobrych

Wystąp: słuchy nas doszły,

Żeś dobrym człowiekiem.

Kupić cię nie można, ale pioruna

Który w dom uderza, także

Kupić nie podobna.

Trzymasz się tego, co rzekłeś.

Lecz cóż takiego rzekłeś?

Jesteś szczery, wyrażasz swą opinię.

Jaką opinię?

Jesteś dzielny.

Wobec kogo?

Jesteś mądry.

Dla kogo?

Nie baczysz na korzyści własne.

Na czyje to baczysz w takim razie?

Jesteś dobrym przyjacielem.

Czy jesteś nim także dla dobrych ludzi?

Zatem słysz nas: wiemy

Żeś naszym wrogiem.

Właśnie dlatego

Postawimy cię teraz pod ścianą.

Jednakże przez wzgląd na twe przymioty

Postawimy cię pod dobrą ścianą i zastrzelimy

Dobrą kulą z dobrej strzelby i pochowamy cię

Dobrą łopatą w dobrej ziemi.

A zatem über-bogacze pełnią w społeczeństwie dwie funkcje. Podstawową jest wysysanie bogactwa z Ziemi i ludzkości tak skutecznie, jak to możliwe. Podrzędną jest wypluwanie jego części w sposób, który sprawia, że wyglądają na dobroczyńców Ziemi i ludzkości. Ale jest pewien problem z tym płatniczym bilansem: ażeby Ziemia i ludzkość mogły czerpać z ich działalności korzyści netto, muszą oni wypluwać tyle samo – może nawet więcej – ile wysysają. Przy okazji przestaliby być über-bogaczami; w rezultacie przestaliby istnieć.

Tak oto dochodzimy do sedna tezy. Jedynym możliwym źródłem finansowania projektu, który uczyniłby planetę zdolną do utrzymania przy życiu przyszłych pokoleń są über-bogacze, ale przy okazji muszą oni przestać istnieć. Podejście Brechta jest zarazem proste i dramatyczne, ale można sobie wyobrazić opcję bardziej humanitarną. Istnieje pewien czasowy moment, kiedy to ludzie są szczególnie elastyczni w kwestii rozdysponowania swoich pieniędzy: na łożu śmierci. Na leżąco konając, człek nieuchronnie rozbiera fakt, iż „ze sobą niczego zabrać się nie da”, myśli o potencjalnie mało przyjemnym świecie poza śmierci granicą zaczynają gnębić umysł… Za sprawą odpowiedniej perswazji dramatyczne nierzadko rezultaty osiągają wielebni, prezesi organizacji non-profit i inni jałmużnicy. Właśnie w tym momencie wniosek o ocalenie tego, co ostało się z planety może zostać rozpatrzony pozytywnie.

Wyobraźcie sobie über-patriarchę leżącego in extremis. Zgromadzone przed nim są rozmaite jego (eks-) małżonki (w haremie zachodnim żony są rozmieszczone w czasie, jak i przestrzeni, aby przestrzegać lokalnych praw bigamii) i rozmaite dzieci; wszyscy czekają na swoją porcję dziedzictwa. Obecne są: łykowata, stara harpia, która była jego pierwszą jedyną; aktualna, zwiędła żona-trofeum, która próbowała dobrze się trzymać dzięki liftingowi, implantom i Botoxowi, ale teraz wygląda jak balon w kształcie zwierzątka, z którego częściowo uszło powietrze; i śliczna, choć socjopatyczna, młoda nimfomanka, która ostatnio dotrzymywała mu (i jego gorylom) towarzystwa. Wszyscy są ohydni w swojej zakłamanej trosce o jego zdrowie / w swoim pragnieniu jego rychłego zejścia. Dzieci są obrzydliwe na swój sposób: wszystkie wyćwiczone w zdrowej wzajemnej rywalizacji o to, kto zrobi absolutnie najmniej, aby ugłaskać tatusia-potwora i uniknąć wydziedziczenia. Być może ktoś zacznie podejrzewać, że stary ogr zostawi cały łup swojemu faworytowi i ulubieniec ów znaleziony zostanie w piwniczce z winem, udławiony na śmierć jedwabnym szalem. Nie bez kozery wytworni pisarze angielscy popełniali tak liczne powieści kryminalne o tajemniczych mordach, z tego samego też powodu malarze krajobrazowi malują tak wiele drzew: akurat to tam wyrasta.

Ale oto przybywa w dobrej wierze grupa dostojnych i skromnych dżentelmenów i prosi o audiencję. Wszyscy są członkami tajnego stowarzyszenia, z którym niedomagający patriarcha jest dobrze zaznajomiony, i przedkładają plan: jego dziedzictwo zasili ich wojenny kufer, który będzie wykorzystany do stoczenia wojny totalnej o przetrwanie w przyszłości. On umrze, aby Ziemia mogła żyć. Przywołują radcę, ostatnia wola i testament zostają pospiesznie skorygowane i podpisane, a patriarcha zionie ducha w stanie błogości.

A jeżeli to nie zda egzaminu, wówczas pozostaje sugestia Brechta.

Tłumaczenie: exignorant

* Sieć energetyczna USA jest w rozsypce. Poważne awarie – nie wywołane klęskami żywiołowymi, pozbawiające prądu kilkadziesiąt tysięcy / kilka milionów obywateli równocześnie – są już zjawiskiem chronicznym. Odnotowują wzrost wykładniczy: w roku 2006 – 36, w 2009 – 125, w 2010 – 175, w 2011 – 350. W ubiegłym sezonie zdarzyło się łącznie 3.071 przerw w dostawach elektryczności, które dotknęły 41.8 mln Amerykanów.

Przemysł energetyczny alarmuje o rosnącym ryzyku przerw w dostawach elektryczności (Europa & USA)

* Kilka tegorocznych artykułów na temat upadających rafinerii i globalnych niedoborów diesla:

Europejskie rafinerie w tarapatach

Magazynowanie zapasów paliwa ogrania całą Indonezję

Rekordowe ubóstwo paliwowe (Wielka Brytania)

Niedobory diesla uderzają w zagłębie przemysłowe Sunsari-Morang (Nepal)

Eksport rosyjskiego diesla z Petersburga spada o 55%

Rosnące ceny oleju napędowego doprowadzają kierowców ciężarówek do szewskiej pasji (USA)

Ceny benzyny, diesla nadal rosną (Irlandia)

Rekordowe ceny diesla w południowej Walii

Niedobory diesla prowadzą do zamknięcia sklepów, zamieszek i blokad dróg (Egipt)

Panika sektora paliwowego w związku z problemami zaopatrzeniowymi (RPA)

Zagrożenie racjonowaniem diesla w Europie

Niedobory paliwa szkodzą produkcji elektryczności (Indie)

Wy-rafinowane z interesu

Tego lata Arabia Saudyjska może stać się importerem netto oleju napędowego

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Gospodarka, finanse, surowce i energia i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.