Bomba zegarowa zadłużenia Chin. Spojrzenie za fasadę gospodarczego „cudu”

Chiny. Obiekt westchnień znakomitej większości ekonomistów i polityków – także polskich – z dzikim, zazdrosnym podziwem komentujących osiągi tej niedoścignionej machiny uświęconego gospodarczego wzrostu.

Angela Merkel, zdeklarowana obrończyni praw człowieka, rytmicznie podskakuje wokół premiera Wena Jiabao. „Może zainwestuje?”

Panorama Szanghaju rozświetla noc w kadrach kolejnej reklamy.

Bywa, że w ciągu dnia industrialny smog ogranicza tam widoczność do kilkuset metrów, zamyka autostrady i lotnisko.

Prowincja w sezonowych ciemnościach.

Silnik globalnego wzrostu gospodarczego zwalnia: największy deficyt handlowy od 1989 roku, spadający eksport, rosnące koszty produkcji.

Fabryka świata traci parę.

Za fasadą „made in China”

W ciągu ostatnich 17 lat rząd Chin siłą przejął ziemię 140 milionów rolników – dane obejmujące okres 1994 – 2006. Od tamtej pory proceder ten trwa nieprzerwanie, ponieważ miasta pozostają pod rosnącą presją sprzedaży pól uprawnych pod lukratywne projekty budowlane. Bardziej niż kiedykolwiek dochody miast są w coraz większym stopniu uzależnione od sprzedaży ziemi, podaje NBER. W konsekwencji chińska ziemia uprawna skurczyła się przez ostatnie 12 lat o 8.33 mln hektarów obszar wielkości Południowej Karoliny.

Amerykańska bańka nieruchomości – której pęknięcie spowodowało zapaść światowego systemu finansowego w 2008 – jest niczym w porównaniu z sytuacją na chińskim rynku nieruchomości. Od 2003 roku ceny domów w Hong Kongu potroiły się. Chińska bańka nieruchomości zaczyna pękać.

Do roku 2025 Chiny chcą wybudować wystarczającą liczbę wieżowców (50 000), aby wypełnić nimi 10 metropolii wielkości Nowego Jorku – odpowiednik 40 miliardów metrów kwadratowych przestrzeni mieszkalnej i biurowej, czyli 5 milionów budynków.

Tymczasem szacuje się, że Chiny mają 64 miliony pustych domówcałe nowo wzniesione miasta stoją puste.

Chiny konsumują 53% światowego cementu, 48% światowej rudy żelaza i 47% globalnych zasobów węgla… oraz większość wszystkich pozostałych, kluczowych surowców (m.in. metale ziem rzadkich).

Gdyby przeciętny mieszkaniec Pekinu przeznaczył cały swój roczny dochód na zakup mieszkania, kupiłby 0.5 metra kwadratowego powierzchni mieszkalnej.

Prognozuje się, że chiński dług posiadaczy kart kredytowych w ciągu pięciu lat wzrośnie o 600%. W 2011 roku eksplodował z 63 do 93 miliardów dolarów.

Blisko 500 milionów Chińczyków żyje za niecałe dwa dolary dziennie.

150 mln osób przybyłych z prowincji tłoczy się w chińskich miastach – to kręgosłup taniej siły roboczej zatrudnianej w fabrykach produkujących towary eksportowe. Migranci pracują przeciętnie po 70 godzin tygodniowo. Są dyskryminowani, nie mają tych samych praw co mieszkańcy miast. Nie mogą uzyskać nowego pozwolenia na zameldowanie o nazwie „hukou”, które reguluje dostęp do szkolnictwa, opieki medycznej, świadczeń socjalnych. „Hukou” przypisane jest do miejsca urodzin i zostało zaprojektowane w czasach przewodniczącego Mao, aby powstrzymać ludzi przed opuszczaniem swoich rodzinnych miast. Migranci egzystują więc w prawnym zawieszeniu – nie wolno im korzystać z bezpłatnej opieki medycznej, zapewnić dzieciom nieodpłatnej nauki. Zaciągają więc ogromne długi, których nie są w stanie spłacić ze swoich żałosnych pensji.

W prognozach przyszłej potęgi i wpływów Chin ignoruje się fakt, że przyrost naturalny kraju jest o 30% niższy od wymaganego wskaźnika stopy zastąpienia. Specjaliści w dziedzinie demografii uważają, że stan ten zaistniał już dwie dekady temu.

Biuro Statystyczne przewiduje, że populacja Chin osiągnie szczyt w 2026 roku, zaledwie 14 lat od chwili obecnej. Odsetek obywateli powyżej 65 roku życia wzrośnie ponad dwukrotnie w ciągu najbliższych 20 lat, od 115 do 240 milionów. Społeczeństwo zestarzeje się gwałtownie.

Do roku 2030 roku na czterech starszych (przedział wiekowy 50-64) potencjalnych pracowników będą przypadać trzy młodsze „odpowiedniki” (wiek 15-29 lat) – całkowite odwrócenie obecnej proporcji.

Dramatyczna zmiana profilu demograficznego kraju oznacza więc koniec wzrostu liczebności siły roboczej. W ciągu ostatnich trzech dekad hiper-dynamicznego rozwoju liczba ludności w wieku produkcyjnym wzrosła o ponad dwie trzecie (przeciętny przyrost wyniósł 1,8% rocznie). Według Biura Statystycznego swój szczyt osiągnie w 2016, a potem zacznie kurczyć się w tempie 1% rocznie.

Jak Chiny zdołają poradzić sobie z nadchodzącym tsunami seniorów? Kraj nie posiada powszechnego systemu emerytalnego i tylko najbardziej podstawowe publiczne świadczenia w ramach wiejskiej opieki zdrowotnej. Zaspokojenie potrzeb szybko rosnącej populacji osób starszych bez wątpienia wywrze gospodarczą i społeczną presję, z jaką nie miał dotychczas do czynienia żaden kraj o porównywalnie niskim poziomie dochodów na jednego obywatela.

Na tym wyzwania demograficzne nie kończą się. Normalna proporcja płciowa urodzeń wynosi 103-105 chłopców na 100 dziewczynek. W wyniku prowadzonej polityki jednego dziecka stosunek ten wynosi w Chinach 120 chłopców na 100 dziewczynek. Przewiduje się, że od 2000 do 2030 r. odsetek 30-letnich, nieżonatych mężczyzn zwiększy się pięciokrotnie. Czy armia pozbawionych szans na związek z kobietą mężczyzn przyczyni się do poprawy gospodarki i społecznej spójności?

Codziennie odbywają się w Chinach 493 masowe protesty. Akademicy z Chin szacują, że tylko w ubiegłym roku miało miejsce 180.000 protestów, strajków i innych masowych zamieszek. Społeczne niepokoje wzbierają w obliczu inflacji żywnościowej, korupcji, pogłębiającej się przepaści pomiędzy finansową „elitą” i resztą społeczeństwa.

W ramach sponsorowanego przez państwo niewolnictwa 1000 zakładów penitencjarnych przeobrażono w tajną sieć fabryk „laugai”, w których 5.5 miliona „więźniów sumienia” (kobiet i mężczyzn) produkuje wszystko – od bamboszy z podobizną Homera Simpsona po choinkowe bombki (10.000 sztuk na dobę).

Chiny przeprowadzają trzykrotnie więcej egzekucji niż reszta świata łącznie. Niektórzy analitycy podają liczbę 6000 rocznie. Obecnie, aby przyspieszyć proces likwidacji skazanych na śmierć więźniów władze wykorzystują specjalne „furgonetki śmierci” wyposażone w stosowne instrumenty. Zdaniem projektanta furgonetki Kanga Zhongwena rezygnacja z plutonów egzekucyjnych na rzecz „szybszej, klinicznej i bezpiecznej alternatywy” oznacza, że Chiny „promują teraz prawa człowieka”.

Zasoby wodne kraju są zagrożone postępującym w zastraszającym tempie zanieczyszczeniem przemysłowym oraz ekspansją energii wodnej. Jeżeli dotychczasowe praktyki będą kontynuowane Chiny mogą stać się największą pustynią świata. Dane:

Do roku 2030 Chinom brakować będzie 199 miliardów metrów sześciennych wody.

Przed rokiem 2020 liczba uchodźców z terenów rolnych i północny kraju, dotkniętych niedoborami wody, przekroczy 30 milionów.

11 prowincji znajduje się w stanie „wodnego ubóstwa”, z Szanghajem i Pekinem włącznie (pozostałe to Tianjin, Gansu, Jiangsu, Liaoning, Henan, Shandong, Shanxi, Hebei oraz Ningxia). Bank Światowy ustalił punkt ubóstwa wodnego na poziomie 1.000 metrów sześciennych na osobę rocznie.

Ludzie powinni unikać kontaktu z większością wody w Chinach.

Ponad 300 milionów ludzi żyjących na prowincji kraju nie ma dostępu do bezpiecznej wody pitnej. 190 milionów Chińczyków pije wodę skażoną, co jest przyczyną znacznie przekraczającego średnią wskaźnika umieralności spowodowanej zanieczyszczeniem. W latach 2008-2009 odnotowano 53.627 wykroczeń związanych ze skażeniem wody. Źródłem problemu są oczywiście fabryki, elektrownie, kopalnie, nawozy i pestycydy. 4.05 miliona hektarów ziemi nawadnia się skażoną wodą.

W 8 regionach kraju zanieczyszczone jest 73.8% wody gruntowej. Według danych Ministerstwa Ochrony Środowiska woda gruntowa w rejonie Pekinu, Liaoning, Jilin, Szanghaju, Jiangsu, Hainan, Ningxia i Guangdong nie jest bezpieczna dla ludzi, ryb i dzikich zwierząt.

43% siedmiu głównych dorzeczy, 50% wody gruntowej na terenach miejskich oraz 77% kluczowych jezior i rezerwuarów nie nadaje się do spożycia.

Wioski w Hebei muszą kopać na głębokość 200 metrów, aby znaleźć czystą wodę. Głębokie studnie kosztują znacznie więcej niż płytkie. Jeszcze 10 lat temu rezydenci musieli kopać tylko na głębokość 20, 30 metrów.

90% łąk i pastwisk uległo degradacji. Wiele z nich – zlokalizowanych na północy – klasyfikuje się jako pustynie. Północne prowincje uzależnione są od wody gruntowej, ale jest ona praktycznie wyczerpana, a ziemia nie nadaje się już do uprawy.

Przepastna pustynia Gobi, pod względem obszaru odpowiadająca powierzchni Peru, powiększa się rocznie o 3600 km kwadratowych za sprawą nadmiernej eksploatacji wodnej, wycinki lasów i wypasu zwierząt hodowlanych.

95.6% elektryczności Chin zależy od dostępu do wody (wygenerowaną energią elektryczną można by zasilić Indie i Indonezję lub Kanadę i Australię). Niestety, ponad 40% prądu zużywa się na obszarach, gdzie zasoby wodne są mocno ograniczone. Tymczasem apetyt na energię Chin zwiększa się nieustannie (zapotrzebowanie na ropę wzrasta średnio 7-8% rocznie) przy jednoczesnych rekordowych jej niedoborach, które latem ubiegłego roku spowodowały przestoje i konieczność rotacyjnego zaopatrzenia w energię tysięcy fabryk zlokalizowanych w przemysłowych regionach kraju. Powody to wzrost konsumpcji, wysokie ceny węgla (jeszcze w 2001 roku Chiny eksportowały 90 milionów ton węgla; niespełna 10 lat później importują 89 milionów ton węgla rocznie), niedostateczna wydajność produkcyjna, problemy transmisyjne oraz klimatyczne (kraj nawiedzają długotrwałe, coraz bardziej wyniszczające susze; w ubiegłym roku najgorsza susza od 50 lat nawiedziła pięć prowincji położonych wzdłuż rzeki Jangcy, zaburzyła cykle nawadniania i zmusiła największy projekt hydroelektryczny świata, Zaporę Trzech Przełomów, do uwolnienia bezprecedensowej ilości wody – władze przyznały, że tamę trapią poważne problemy, które grożą katastrofą środowiskową, budowlaną i migracyjną).

Według Chińskiej Rady Energii Elektrycznej deficyt energetyczny wyniesie w bieżącym sezonie 50 milionów kW, a w roku 2013 wzrośnie do 70 milionów kW.

Znaczna część ziemi uprawnej Chin – minimum 40% – skażona jest przez substancje toksyczne, metale ciężkie zagrażające krajowej produkcji żywności, która pozwala przetrwać 1.34 mld obywateli. Skala zjawiska jest ogromna – obszary dotknięte dewastacją powiększają się, stopień zanieczyszczenia przybiera na intensywności, wzrasta liczba toksyn.

Badacze z Instytutu Nauk Środowiskowych w Nanjing przy Ministerstwie Ochrony Środowiska szacują, że około połowa gruntów rolnych południowych Chin skażona jest metalami ciężkimi, takimi jak kadm, arsen i rtęć, a także organicznymi związkami ropy naftowej. Eksperci ostrzegają, że mogą one pozostać w glebie przez setki lat; zdarza się nawet, że zmiany są nieodwracalne.

Chińska Akademia Nauk informuje, że najgorsze skażenie gleby powoduje arsen. Tę najniebezpieczniejszą substancję chemiczną uwalnia codziennie 280.000 kopalni miedzi i innych metali.

Chińska bomba zegarowa 22 bilionów dolarów

4 marca 2012

Podczas Kongresu Ludowego pod przywództwem obecnych włodarzy (którzy od dziesięciu lat dzierżą władzę), ogłoszono dzisiaj spodziewany wzrost gospodarczy na bieżący rok: 7,5%. Niższy od lat minionych (10%-11%). Co więcej wymaga on poważnego skoku krajowej konsumpcji, który za pewnik uznać nie można.

Shankar Sharma i Devina Mehra z First Global piszą na łamach indyjskiego „Business Standard”, że obraz zadłużenia Chin nie doczekał się dotychczas pełnego zrozumienia i udokumentowania. Trudno nie zastanawiać się, jakie szkielety wyłonią się z tej szafy:

Panuje powszechne przeświadczenie, że Chiny mają bardzo niski stosunek zadłużenia wobec PKB, około 30% (stosunek ten wynosił nieco powyżej 20% do 2007 roku, ale podskoczył gwałtownie podczas kryzysu 2008), co zapewnia mnóstwo amunicji, aby ożywiać popyt i utrzymywać rekapitalizację banków. W rzeczywistości stosunek ten jest najzwyczajniej błędny. Model wzrostu Chin opiera się na najstarszym hormonie szybkiego gospodarczego wzrostu: kredycie.

Chiny mają długi na przeróżnych poziomach i w przeróżnych kieszeniach. Do długu rządu centralnego dodajmy więc liczby zadłużenia samorządów lokalnych i prowincji. Kwota opiewa na około 1.9 biliona dolarów. Dorzućmy dalej zobowiązania Ministerstwa Kolei. To 360 miliardów. Wreszcie dodajmy także 80% niespłaconego kredytu bankowego. Dołożyliśmy 6.3 biliona dolarów. Pożyczki bankowe dodajemy do zadłużenia państwowego, ponieważ w odróżnieniu od innych krajów Chiny wykorzystują banki w niemalże wszystkich kierowanych programach polityki pożyczkowej. Przykładowo kredytowy pakiet pobudzenia gospodarczego z lat 2008-09 został sfinansowany głównie przez banki.

Forsując pożyczanie w ramach zestawień bilansowych banków, Chiny stwarzają wrażenie kraju, który ma bardzo niski deficyt budżetowy i – oczywiście – bardzo niski dług centralny. Do sumy zadłużenia państwowego włączamy 80% długu banków zakładając, że 20% stanowi kredyt, który trafia do konsumentów i sektora prywatnego.

Zsumujmy teraz odgrzebane przez nas biliony. W roku 2011 kwota ta wyniosła nieco ponad 10 bilionów dolarów! I stosunek całkowitego zadłużenia wobec PKB staje się bardziej złowieszczym 149%. Należy pamiętać, że mogą istnieć inne długi będące zobowiązaniami rządu centralnego, o których nam nie wiadomo, ponieważ wiarygodność chińskich danych jest cokolwiek podejrzana. Jest jak najbardziej prawdopodobne, iż dług jest zaniżony, a PKB zawyżony.

Ale historia staje się od tego momentu jeszcze bardziej ponura. Model wzrostu Chin wymaga wysoce intensywnej podaży kapitału, a dokładniej rzecz ujmując, zadłużenia. Obliczyliśmy stosunek o nazwie DIG (Debt Intensity of GDP – wymagana intensywność zadłużenia PKB), czyli wartość zadłużenia niezbędnego do wygenerowania jednostki PKB. W pierwszej połowie lat 90ych stosunek ten znajdował się początkowo w przedziale 0,9 – 1,2. Podczas kryzysu azjatyckiego pogorszył się wzrastając do blisko 2 punktów, ponieważ Chiny ponownie zaciągnęły tony długów, aby wybrnąć z gospodarczego spowolnienia. Stosunek spadł nieco poniżej 1,0 w okresie boomu lat 2003-2007.

Lecz w 2008 roku podskoczył dramatycznie do ponad czterech, kiedy Chiny cisnęły horrendalną sumą pieniędzy w bezprecedensowe wyhamowanie gospodarcze. Szkopuł w tym, że w związku ogólnym, obejmującym glob środowiskiem niskiego wzrostu i pogarszającą się sytuacją handlową Chin, wygenerowanie jednostki wzrostu PKB wymaga obecnie coraz wyższych dawek zadłużenia. I formułując analizę post factum, spojrzymy w przeszłość i stwierdzimy, że finansowe pobudzenie 2008-09 było kolosalnym błędem.

Zatem do czego prowadzi nas stosunek DIG? Oto tabela.

Jak widać na załączonym obrazku, każdy kryzys prowadzi do pogorszenia stosunku DIG i współtowarzyszącego, ostrego pogorszenia całkowitego stosunku zadłużenia względem PKB, kiedy to Chiny zaczynają budować mosty i drogi prowadzące donikąd, aby ożywić popyt, aktywność gospodarczą.

Większy problem w drodze. Przyjmując ów model pochyłej bieżni fitness – jeżeli Chiny rosną szybciej, tym większy staje się problem zadłużenia. Na potrzeby kalkulacji załóżmy, że stosunek DIG wzrośnie do 1.7 przez następne cztery lata, do 2016, i że Chiny życzą sobie rosnąć w tempie 8%. Całkowity stosunek zadłużenia względem PKB pod koniec 2016 roku osiągnie 180%, skok ze 150% roku 2011! W ujęciu bezwzględnym, całkowity dług Chin osiągnie 22 biliony dolarów.

W połączeniu z pogarszającą się perspektywą demograficzną ten wysoki stosunek zadłużenia względem PKB staje się pułapką, z której praktycznie nie ma ucieczki. Problem potęguje fakt, iż osobiste wydatki konsumpcyjne (PCE) względem PKB odnotowały stromy spadek do 33% z 55% sprzed 20 lat. Stosunek eksportu netto względem PKB spadł do 3.9% w 2010, z 8.8% w 2007. Jedynie stosunek kwoty brutto zainwestowanej w środki trwałe względem PKB podskoczył ponad 50% w 2011, z 25% odnotowanych jeszcze kilka lat temu. Oczywiste jest, że chcąc utrzymać tempo wzrostu Chiny muszą piętrzyć zadłużenie. Jeżeli kraj zwolni, beczka prochu niepokoju społecznego eksploduje.

Nie liczymy nawet rozrastającego się, powszechnego problemu niespłacanych pożyczek, który budzi niepokój i prawdopodobnie doprowadzi do czwartego systemowego kryzysu bankowego w Chinach za mniej niż 25 lat. Skoro tak prezentuje się model wzrostu, to jest on jeszcze gorszy od zachodniego”.

„Wypadki (oraz ostatnie załamanie) sieci chińskiej kolei szybkobieżnej są metaforą ideologii, która wymknęła się spod kontroli. Eksplodująca populacja Chin zużywa coraz więcej surowców. Historia pełna jest przykładów głuchych polityków o niezachwianej wierze we własną prasę, którzy ignorując oczywiste znaki ostrzegawcze nie podejmują działań, nie formułują planów. Chińscy włodarze ignorują problemy wewnętrzne, zanieczyszczenie środowiska, koszty nieruchomości, rynkową spekulację, pensje, warunki zatrudnienia i pracy, przeludnienie i wiele innych. Chiny zmierzają ku upadkowi. Czy upadną wcześniej od Ameryki? Upadając, jeden kraj pociągnie na dno drugi, wywoła upadek globalny. Ale obstawiamy pierwszeństwo Chin, ponieważ ci opętani obsesją władzy ego-maniacy przekonali nas, że to właśnie oni są najgłośniejszą bombą zegarową.” MarketWatch

Tłumaczenie: exignorant

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.