Powrót do „Pięciu faz upadku”: Zrośnięte portfelem

Dmitry Orlov rewiduje „Pięć faz upadku” – artykuł, który opublikował 22 lutego 2008 roku.

30 października 2011

Upadek nie przebiega zgodnie z planem. Tym, co skłoniło mnie do napisania wyjściowego artykułu był finansowy krach 2008 roku, który przybierał postać końca finansowej gry Zachodu. W moim przekonaniu jest nim nadal. O „wydarzeniu kredytowym” z 2008 napisałem wówczas:

W odpowiedzi na zaistniałą sytuację rząd mógłby wygłosić parę użytecznych homilii o „grzesznych profitach” i otworzyć kilka zbiorowych noclegowni i garkuchni serwujących darmową zupę, zlokalizowanych w różnych miejscach, z Wall Street włącznie. Przesłanie brzmiałoby tak: „Wy wszyscy, uzależnieni od zadłużenia szulerzy, jak sami mówicie, ‘spieprzyliście sprawę’, a bolesne tego konsekwencje pozostaną z nami na długo. Nigdy nie pozwolimy wam zbliżyć się do wielkiej kasy. Zajmijcie kolejkę do garkuchni i zabierzcie ze sobą własną miseczkę, bo nie udostępniamy zastawy.” Wynikiem tego byłaby stabilna faza 1 upadku – Drugi Wielki Kryzys.

Jednakże taki scenariusz jest mało prawdopodobny, ponieważ tak się składa, że rząd USA jest uzależnionym od zadłużenia szulerem numer jeden. Jako jednostki możemy zgodnie z własnym życzeniem być wzorem przykładnej prawości, lecz rząd i tak zaciągnie horrendalne długi w naszym imieniu. Administracja rządowa na każdym szczeblu – od lokalnych samorządów, które potrzebują rynków finansowych do opłacenia robót i usług publicznych, po rząd federalny, który bazuje na inwestycjach zagranicznych finansując swoje niekończące się wojny – jest uzależniona od długu publicznego. Wiedzą, że nie mogą przestać pożyczać, więc zrobią wszystko, co jest w ich mocy, żeby ta partyjka rozgrywała się tak długo, jak jest to możliwe.

Sądziłem, że interwencja rządu w finanse prywatne przedłuży nieco agonię; nie przyszło mi do głowy, że przedłuży ją nawet po śmierć samych rządów! Konsekwencją podjętych od tamtej pory interwencji, w Stanach Zjednoczonych i Europie, jest zburzenie każdej ochronnej zapory między publicznymi i prywatnymi finansami w takim stopniu, że obecnie stoimy w obliczu pary monstrualnych, monstrualnie chorych, zrośniętych bliźniąt, a śmierć jednego z nich nieuchronnie oznacza śmierć drugiego. Próba odseparowania ich tasakiem zda się na nic: nastąpi krwotok i skonają w trybie przyspieszonym.

Możliwe, że to przedwczesne zejście byłoby użyteczne. Teraz, kiedy wzrost gospodarczy jest praktycznie skończony, wielka finansjera i wielki rząd stoją bezpośrednio na drodze do uporządkowanego skurczenia globalnej gospodarki. Mówiąc „uporządkowanego skurczenia” mam na myśli proces, poprzez który gospodarka kurczy się w zdrowym tempie – korespondującym z tym uznawanym niegdyś za zdrowe tempo wzrostu – ale w sposób pozwalający większości ludzi przetrwać poprzez zapewnienie kilku niezbędników, takich jak żywność, schronienie, bezpieczeństwo, dostęp do opieki zdrowotnej, zdolność wychowania dzieci itd.

Niekończące się żarliwe modły, które słyszymy, wznoszone w intencji fikcyjnego i fizycznie niemożliwego gospodarczego wzrostu, są znamienne: bez wzrostu tymczasowe triki stosowane przez rządy i finansjerę, aby utrzymać prowadzoną grę muszą być dostrzeżone jako permanentne sztuczki, a jako takie nie działają. Istnieje trik „ukrywania śmieci” w zestawieniach bilansowych banków centralnych. Zadziałałby, gdyby śmieci (pożyczki nie do spłacenia) pewnego dnia miały jakąś wartość, a takową mogłyby uzyskać, gdyby miał zaistnieć wzrost. Bez niego pozostają śmieciami. Inny trik to przedłużenie rządowych gwarancji, aby zawrotnie podnieść kwoty dostępnych funduszy pomocowych (bailouts); sztuczka ta zadziałałaby, gdyby miał powrócić wzrost, a w takim przypadku gwarancje nie musiałyby być wykorzystane. Przy obecnym stanie rzeczy z pewnością zostaną one wykorzystane, a skoro publiczne środki – rzekomo stojące za gwarancjami – nie istnieją, pozór dostępności funduszy pomocowych idących w biliony niezawodnie i prędko ulotni się.

Życzyłem sobie uporządkowanej kaskady upadających instytucji, z dzielącymi je dostatecznymi odstępami, aby psychologia i zachowanie opinii publicznej zdążyły dostroić się do nowej rzeczywistości. Jednakże blisko cztery stracone lata rządowego, jak i finansowego obstawiania przyszłości, która nie może zaistnieć – podwajającego się przy każdej kolejnej przegranej – przekreśliły te nadzieje. Skutkiem będzie kondensacja finansowego i politycznego upadku w jednym chaotycznym epizodzie. Upadek handlowy nie pozostanie daleko w tyle, ponieważ globalny handel uzależniony jest od globalnych finansów i kiedy międzynarodowy kredyt zostanie zamknięty, tankowce i kontenerowce nie wypłyną. A wkrótce potem zgasną światła.

„Pięć faz upadku” było sympatyczną teorią. Gdybyśmy tylko mieli tyle szczęścia. Piszę to, aby Was ostrzec: nie wyglądajcie niczego równie poukładanego.

Tłumaczył: exignorant

Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii Gospodarka, finanse, surowce i energia i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.