Okupacja Wall Street: Żaden postulat nie jest dość wielki

Nareszcie.

Autor: Charles Eisenstein

Patrząc na usychający Amerykański Sen, wielu z nas doświadcza głębokiego poczucia zdrady. Bezrobocie, finansowa niepewność i niewola zadłużenia na całe życie są zaledwie wierzchołkiem góry lodowej. Nie chcemy jedynie naprawić machiny wzrostu i sprowadzić zysk i produkty do każdego zakątka Ziemi. Chcemy dokonać fundamentalnej zmiany kursu cywilizacji. Bowiem Amerykański Sen zdradził nawet tych, którzy nim żyją, samotnie z nadgodzinami swoich karier, we własnych McRezydencjach, w bolesnym znieczuleniu na nieustanną destrukcję przyrody i kultury, konsumując i gromadząc bez końca, aby stłumić uporczywy głos, „Nie jestem na Ziemi po to, żeby sprzedawać produkty.” „Nie jestem na Ziemi po to, żeby zwiększyć udział w rynku.” „Nie jestem na Ziemi po to, żeby zapewnić wzrost liczbom.”

Protestujemy nie tylko przeciwko naszemu wykluczeniu z Amerykańskiego Snu; protestujemy przeciwko jego ponurej pustce. Jeżeli ów sen nie może objąć wszystkich, każdego ziemskiego ekosystemu i bioregionu, każdego narodu i kultury z całym ich bogactwem; jeżeli majętność jednych musi być zadłużeniem innych; jeżeli jest w nim miejsce na zakłady niewolniczej pracy, podklasy społeczne, szczelinowanie horyzontalne i resztę okropieństw stworzonych przez nasz system – nie chcemy go.

Nikt nie zasługuje na to, żeby żyć w świecie zbudowanym na upodleniu ludzkich istot, degradacji lasów, wód i reszty żyjącego świata. Zwracam się do naszych braci z Wall Street – nikt nie zasługuje na to, żeby spędzić życie bawiąc się liczbami, kiedy płonie świat. Ostatecznie nie protestujemy tylko w imieniu porzuconych 99% społeczeństwa, ale także w imieniu uprzywilejowanego 1%. Nie mamy wrogów. Chcemy, aby każdy obudził się i dostrzegł piękno, które możemy stworzyć.

Okupacja Wall Street jest krytykowana za brak jasno sprecyzowanych żądań, ale jak mamy je przedstawić, skoro tym, czego autentycznie w głębi duszy pragniemy jest piękniejszy świat, który jest osiągalny? Żadne z żądań nie jest dość pojemne. Moglibyśmy sporządzić długie listy postulatów domagających się nowej polityki publicznej: opodatkowania bogatych, podniesienia minimalnej pensji, ochrony środowiska, zakończenia wojen, przepisów regulujących system bankowy. Chociaż wiemy, że są to pozytywne kroki, to nie one tak do końca zmotywowały ludzi do okupowania Wall Street. Uwagi wymaga coś głębszego: struktury władzy, ideologie oraz instytucje, które nie pozwoliły na wykonanie tych kroków wiele lat temu; rzeczywiście, to one sprawiły, że kroki te są konieczne. Nasi liderzy mają zobowiązania wobec bezosobowych sił, takich jak pieniądze, które zmuszają ich do robienia tego, czego żadna rozsądna istota ludzka by nie wybrała. Odseparowani od faktycznych rezultatów swoich strategii, żyją w świecie zakłamania i pozorów. Pora wywrzeć presję równoważącej siły; nie tylko siły, ale i wezwania. Nasze przesłanie brzmi, „Przestańcie udawać. Wiecie, co robić. Podejmijcie działania.” Okupacja Wall Street obnaża prawdę. Możemy zaufać jej sile. Kiedy policjant uderza strumieniem pieprzowego gazu w twarz bezbronnej kobiety, nie bijemy go, nie zastraszamy, aby więcej tego nie robił; pokazujemy to światu. Znacznie gorsze rzeczy niż atak pieprzowym gazem popełniane są na naszej planecie w służbie pieniędzy. Nie pozwólmy na to, aby jakiekolwiek wydarzenie zachodzące na Ziemi pozostawało ukryte.

Jeżeli politycy są odłączeni od realnego świata ludzkiego cierpienia i upadku ekosystemów, tym bardziej odizolowani od nich pozostają finansowi czarodzieje z Wall Street. Wpatrzeni w monitory, egzystują w świecie czystego symbolu, manipulując liczbami i komputerowymi bitami. Okupacja Wall Street przebija bańkę ich pozorów, przywraca łączność z ludzkimi konsekwencjami poczynań boga, któremu służą i być może także z własnym sumieniem i człowieczeństwem. Tylko pod wpływem silnego urojenia człowiek potrafi sobie wyobrazić, że sytuacja zatraconej równowagi, sytuacja nie do utrzymania może trwać wiecznie; przekłuwając ich bańkę przypominamy im, że gra o pieniądze ma się ku końcowi. Prawdopodobnie może być kontynuowana jeszcze przez jakiś czas, ale tylko wielkim i stale rosnącym kosztem. My, 99%, ponosimy teraz ten koszt, a w miarę postępującego rozkładu środowiskowej i społecznej struktury, odczuje go wkrótce pozostały 1%. Chcemy, aby ci, którzy obsługują i służą finansowemu systemowi obudzili się i przejrzeli na oczy, zanim będzie za późno.

Możemy im także przypomnieć, że wcześniej czy później nie będą mieli wyboru. Bóg, któremu służą, umiera. Czytając różne finansowe witryny wtajemniczonych widzę, ze władze szamoczą się, panikują, desperacko wprowadzają rozwiązania – wiedzą, że są one tymczasowe i odkładają problem w czasie o kilka lat lub kilka miesięcy. Strategia pożyczania dodatkowych sum dłużnikowi, który nie jest w stanie spłacić swoich zobowiązań, jest skazana na niepowodzenie; jej ostateczna klęska to matematyczna pewność. Podobnie jak wszystkie nasze instytucje wykładniczego wzrostu, jest nie do utrzymania. Kiedy odrzesz dłużnika ze wszystkich aktywów – nieruchomości, oszczędności, emerytury – przeznaczysz ostatnie dolary rozporządzalnego dochodu na obsługę zadłużenia, kiedy zmusisz go do zaakceptowania ‚oszczędności fiskalnych’ i upomnisz się nawet o jego przyszłe dochody (lub w przypadku państw – o wpływy z podatków), wówczas nie pozostanie już nic do zabrania. Zbliżamy się do tego punktu – szczytu zadłużenia. Machina pieniądza, wiecznie nienasycona, chce zlikwidować wszelkie strzępy wspólnych, naturalnych i społecznych dóbr, aby pobudzić gospodarczy wzrost. Jeżeli powiększy się PKB, podobnie wzrośnie nasza zdolność do obsługi zadłużenia. Ale czy wzrost jest tym, czego naprawdę chcemy? Czy naprawdę powinniśmy celebrować wzrost liczby budowanych domów, kiedy na naszym rynku nieruchomości jest już 19 milionów pustych jednostek mieszkalnych? Czy naprawdę możemy owacyjnie witać odkrycie nowego pola roponośnego, kiedy atmosfera przekroczyła już granicę zdolności wchłaniania produktów ubocznych i odpadów? Czy więcej rzeczy jest tym, czego potrzebuje teraz świat? A może potrafimy wyobrazić sobie świat, w którym jest więcej czasu dla siebie i mniej pracy, więcej dzielenia się i mniej kupowania, więcej przestrzeni publicznej i mniej odosobnienia w czterech ścianach, więcej natury i mniej produktów?

Jak dotychczas polityka rządu sprowadza się do podejmowania starań, aby jakimś sposobem utrzymać długi w księgach, ale każda znana z historii bańka zadłużenia ostatecznie pękła; nasza nie jest wyjątkiem. Pytanie brzmi, ile niedoli zdołamy znieść lub spowodować, zanim spotka nas to, co nieuniknione? Po drugie, jak możemy dokonać łagodnego, pozbawionego przemocy przejścia do stabilnego świata bez wzrostu? Zbyt wiele minionych rewolucji zdołało jedynie ustanowić inną lub jeszcze straszliwszą wersję tego, co obaliły. Poszukujemy nowego rodzaju rewolucji. Ryzykując ujawnienie refleksów gwiazd w swoich oczach, pozwólcie, że nazwę ją rewolucją miłości.

Cóż innego prócz miłości mogłoby zmotywować kogokolwiek do porzucenia pogoni za zmaksymalizowaniem racjonalnej korzyści własnej? Miłość, odczuwane doświadczenie więzi z innymi istotami, przeczy prawom ekonomii, jakie znamy. Ostatecznie pragniemy stworzyć system monetarny i gospodarkę, które są sojusznikami, a nie wrogami miłości. Nie chcemy wiecznie walczyć z władzą pieniądza, aby czynić na świecie dobro; chcemy ją zmienić, aby walka nie była już konieczna. W niniejszym eseju nie opiszę swojej wizji – jednej z wielu – systemu monetarnego dostrojonego do dobra w każdym z nas. Powiem jedynie, że taka przemiana może nastąpić tylko w ślad za przemianą głębszą – transformacją ludzkiej świadomości. Widzimy ją w każdym, kto poświęcił swoje życie służąc, lecząc i chroniąc inne istoty: ludzi, kultury, wieloryby, dzieci, ekosystemy, wody, lasy, planetę.

W dobie ekologii zaczynamy rozumieć, że jesteśmy istotami połączonymi, a szczęście jakiegokolwiek gatunku czy narodu zespolone jest z naszym. Panujący system monetarny jest rozbieżny z takim rozumieniem, z czego zdaje sobie sprawę 100% nas, każdy na swój sposób. Sądzę, że ostatecznym zamysłem Okupacji Wall Street lub archetypu do którego się odwołuje, jest rewolucja miłości. Jeżeli 99% pokona 1%, wówczas wzorem bolszewików na jego miejsce powoła własny 1%. Zatem nie pokonujmy ich; zaprośmy, aby do nas dołączyli.

Jeżeli Okupacja Wall Street ma jakieś żądanie, powinno brzmieć: obudźcie się! Gra dobiega końca. Zrezygnujcie, póki jest na to czas. W swojej pracy poznaję wielu bogatych ludzi, którzy tak postąpili, porzucili grę o pieniądze, a swój czas poświęcają na oddawanie pieniędzy, robiąc to tak pięknie, jak potrafią. Spotykam też wiele osób, które mają niezbędne zdolności i szczęście – gdyby tylko mieli na to ochotę, majątek jest w zasięgu ręki, jednakże odmawiają udziału w grze o pieniądze. Jeżeli to, co piszę brzmi nazbyt idealistycznie, pamiętajcie, że mnóstwo ludzi zdążyło już zmienić swoje priorytety.

Niektórzy mogą nazwać te poglądy niepraktycznymi (aczkolwiek uważam, że nic prócz zmiany priorytetów na to miano nie zasługuje) i dążyć do przedłożenia konkretnych żądań. Niestety, choć żaden postulat nie jest dostatecznie wielki, podobnie jakiekolwiek żądanie, na którego wysunięciu by nam zależało, jest zbyt wielkie. Wszystko, czego chcemy znajduje się na marginesie politycznego dyskursu nurtu głównego lub całkowicie poza nim. Na przykład w zakresie godnych szacunku opcji strategii postępowania mogłoby znaleźć się zaostrzenie standardów produkcji mięsa na skalę przemysłową; a może tak porzucić tę praktykę całkowicie? Kongres spiera się o to, czy zredukować liczebność wojskowych kontyngentów o tysiąc żołnierzy tu, tysiąc tam; a może tak skończyć z przemianą planety w garnizon? Jakiekolwiek żądanie, które moglibyśmy przedłożyć i które znajduje się w zakresie politycznej realności, jest zbyt małe. Jakiekolwiek żądanie, które moglibyśmy przedłożyć i które odzwierciedlałoby nasze autentyczne pragnienia, jest nierealistyczne politycznie.

Czy mamy toczyć mozolną walkę o coś, czego nawet nie chcemy? Wysuwanie postulatów jest w porządku, ale ruch nie może koncentrować się na nich przesadnie, tym bardziej na aspekcie praktycznym, ponieważ jakiekolwiek względnie osiągalne żądanie nie wystarczy, aby sprostać potrzebom planety. „Praktyczne” nie jest rozwiązaniem. Musimy szukać tego, co nadzwyczajne.

Możemy sformułować listę żądań, pod którą wszyscy się podpiszemy, aczkolwiek z ukrytym w sercu zastrzeżeniem, „Chciałam / Chciałem więcej.” Namawiam każdego uczestnika ruchu, aby uznał takie postulaty za odskocznie, kamienie milowe na drodze do gospodarki miłości. Nigdy nie oddawajmy tego, co wielkie pod marny zastaw. To środki wykorzystane przez ruch, bardziej niż jego cele, będą genezą tego, co powstanie po upadku piramidy zadłużenia. Okupacja Wall Street praktykuje nowe formy współpracy pozbawionej hierarchii, organizacji typu partner-partner oraz improwizowanego działania, w oparciu o które pewnego dnia być może zbudujemy nowy świat.

Musimy przyswoić lekcje z Egiptu, gdzie społeczny ruch zaczął od amorficznego postulatu zmiany nieznośnych warunków życia, ale kiedy odkrył swoją siłę, wkrótce zażądał ustąpienia prezydenta. Gdyby przedstawiono je na początku, żądanie to byłoby zbyt wielkie, zbyt nieprawdopodobne; na końcu okazało się, że jest zbyt małe. Dyktator odszedł, demonstranci wrócili do domów; nie stworzyli jednak trwałych struktur społecznej siły i chociaż pewne rzeczy uległy zmianie, podstawowa polityczna i gospodarcza struktura Egiptu pozostała niezmieniona.

Okupacja Wall Street nie powinna zadowalać się półśrodkami, nawet kiedy stymuluje i wspiera najdrobniejsze rozwiązania, które mogą pojawić się jako pierwsze. Nie powinna pozwolić, aby podobne ustępstwa nadwątliły siłę ruchu lub skłoniły do zaniedbywania pielęgnacji sieci organizacyjnej. Okupacja Wall Street jest pierwszą od dłuższego czasu manifestacją „siły ludzi” w Ameryce. Zbyt długo, dla zbyt wielu z nas demokracja oznaczała pozbawione znaczenia wybory kończące na dnie urny-pudełka. Okupacja Wall Street wychodzi z pudełka.

Naszym zadaniem jest opowiedzieć się za światem, który jest piękny, uczciwy i sprawiedliwy, planetą i cywilizacją, która koi. Dla polityka czy finansisty wykonanie nawet małego kroku w tym kierunku wymaga odwagi, ponieważ oznacza poruszanie się pod prąd przepływu pieniądza i wszystkiego, co ze sobą niesie. Uważam, że zadaniem Okupacji Wall Street jest zapewnienie kontekstu tej odwadze, wezwanie do niej. Z każdym najmniejszym krokiem konieczność stawiania coraz większych kroków stanie się ewidentna, podobnie jak odwaga, których wymagają.

Dla tych, którzy dzierżą władzę powiedzmy: Będziemy waszymi świadkami i demaskatorami. Nie pozwolimy wam żyć w bańce. Nie odejdziemy. Pokażemy wam, kogo krzywdzicie i jak. Sprawimy, że prowadzenie interesów stanie się niezręczne, aż wasze sumienie nie zdoła tego znieść. Wiemy, że na początku wielu z was spróbuje przed nami uciec; możliwe, że opuścicie Wall Street, aby zaszyć się w korporacyjnych biurach na przedmieściach, gdzie nie ma „ulicy”, na którą moglibyśmy wyjść. Możliwe, że wycofacie się jeszcze bardziej w głąb swoich ideologii globalizmu i wzrostu, które negują to, co jest oczywiste. Ale nic nas nie powstrzyma, bo nasza taktyka będzie ulegać ciągłym zmianom. Tak czy inaczej będziemy ujawniać prawdę, będziemy robić to głośno. Kiedy mówienie prawdy stanie się nielegalne, złamiemy prawo. Nie będziemy czekać na zaproszenie. Znajdziemy sposób, aby wedrzeć się do każdej fizycznej i ideologicznej fortecy.

Prawda to zanikające deszczowe lasy, rozprzestrzeniające się pustynie, masowe wymieranie drzew na każdym kontynencie; splądrowane emerytury, nieznośne brzemię zadłużenia studentów, ludzie w pułapce trzech zarobkowych zajęć bez przyszłości; dzieci jedzące błoto w Haiti, staruszkowie wybierający pomiędzy żywnością i lekami… lista nie ma końca i sprawimy, że utrzymanie jej w oderwaniu od systemu monetarnego nie będzie już możliwe. Właśnie dlatego nasze ścieżki spotykają się na Wall Street i wszędzie tam, gdzie górą są finanse. Wystarczająco długo trwaliśmy w stanie beztroski, uwiedzeni przez wasze złudzenia i fałszywą nadzieję. My, naród budzimy się i bezpowrotnie tracimy ochotę na sen.

Tłumaczenie: exignorant

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.