Wbudowana energia

Autorzy: Colin Campbell & Ugo Bardi (Energy Bulletin)

Colin Campbell jest autorem koncepcji „Peak Oil” opisanej wspólnie z Jean Laherrere w artykule opublikowanym na łamach „Scientific American” w 1998 roku. Jest też założycielem i honorowym prezesem ASPO (Association for the Study of Peak Oil). Mieszka wraz z żoną, Bobbins, w małej irlandzkiej miejscowości. W ubiegłym miesiącu napisał do mnie list, w którym zawarł kilka interesujących uwag na temat wbudowanej energii i ludzkiej egzystencji. Za zgodą Colina publikuję treść jego korespondencji wraz ze swoją odpowiedzią.

Ugo Bardi

7 lipca 2011

Przypominam sobie pracę nad swoją dysertacją – mapowanie struktury geologicznej Connemary w latach 50-tych – kiedy to zatrzymałem się przelotnie na wzgórzach u Jimmy’ego i Bridie Mulroe. Prawdopodobnie jego ojciec lub dziadek wzniósł tam chatkę z lokalnego kamienia, ale Jimmy, jego małżonka i córka żyli bez elektryczności i bieżącej wody, bazując na dwóch krowach, kilku kurczakach i skrawku kartofliska; zużywali odrobinę energii kopalnej z położonego wyżej torfowiska, aby gotować na wolnym ogniu.

Ich zużycie energii było znikome, ale śmieli się i uśmiechali przez całe dnie. Społecznych usług nie było wówczas zbyt wiele i pamiętam inną rodzinę, u której przebywałem, gdzie były dwie staropanieńskie ciotuchny – pozostając pod opieką krewnych, siedziały sobie po obu stronach pieca. Nie było telewizora. W tamtych czasach nie żeniłeś się, jeśli nie potrafiłeś zapewnić rodzinie bytu i wokoło było wielu starych kawalerów.

Krótko rzecz ujmując było to społeczeństwo trwałe, w stanie równowagi ze środowiskiem, które mogło bytować przez nieokreślony czas, w oparciu o lokalne surowce.

Porównajmy to z naszym domem w Ballydehob sześćdziesiąt lat później. Mamy około 80 szyb w oknach i obrazach ściennych, także firanki, szafy pełne wyprodukowanych artykułów, półek na książki – wszystkie zawierają wbudowaną energię. Jest jeszcze lodówka, mikrofalówka i kuchenka, które zużywają energię; komputer włączony prawie przez cały dzień, podobnie jak telewizor Bobbins, namiętnie oglądającej tennis. Posiadamy Renault Clio i używamy go do robienia zakupów, o wyjazdach na wczasy nie wspomnę. Zatem nie dość, że mamy mnóstwo energii wbudowanej w całe nasze mienie, to jeszcze zużywamy dużo elektryczności, pokwitowanej miesięcznym rachunkiem na kwotę około 250 euro. Obecnie nie zarabiam, ale otrzymuję różne świadczenia emerytalne związane z moją minioną, mocno przepłacaną karierą w biznesie naftowym.

Wiedziemy zatem byt na dłuższą metę nietrwały, z mnóstwem wbudowanej energii w domu i konsumpcją ropy pochłanianej przez auto i gaz, z którego generowana jest w Irlandii elektryczność. (Wprawdzie posiadamy kolektor solarny, który pozwala od czasu do czasu wziąć prysznic, kiedy świeci słońce, ale sam zawiera znaczną ilość wbudowanej energii w panelu, pompie, rurach i transporcie do Ballydehob).

Przyglądając się sytuacji krajowej w Wielkiej Brytanii odkrywamy porażający obraz. Zasoby ropy maleją w tempie 5% rocznie i skończą się przed 2050. Gazu ubywa 7.5% rocznie i skończy się jeszcze szybciej. Zostało trochę węgla, chociaż szczyt produkcyjny przypadł na rok 1914. Jest jeszcze odrobina energii atomowej, ale właśnie otrzymałem analizę od Michaela Dittmara ze Szwajcarii, która wykazuje, że światowe zasoby uranu nie mogą być utrzymane przez dłuższy czas. Można zapoznać się z nią pod tym adresem: http://xxx.lanl.gov/pdf/1106.3617v1

Ale kraj ma populację 62 milionów ludzi i każde gospodarstwo domowe posiada bez wątpienia masę wbudowanej energii. Produkcja po prostu wbudowuje energię, a transport ją konsumuje. Zatem wszystko to zdaje się sugerować, że przed końcem stulecia kraj będzie w stanie utrzymać nie więcej niż kilka milionów ludzi, egzystujących w stylu Jimmy’ego Mulroe z Connemary.

Następnie dochodzimy do kwestii pieniędzy. Jimmy prawie ich nie używał, mógł okazyjnie sprzedać kilka jaj lub wykonać manualną pracę, za którą mu płacono. Krótko mówiąc w jego przypadku pieniądze były niczym więcej, jak środkiem ułatwiającym barter. Ale w Wielkiej Brytanii wszyscy otrzymują tygodniowe wypłaty i miesięczne pensje (w niektórych przypadkach na przesadnie wysokim poziomie). W dodatku istnieje cała struktura podatkowa, dozwolone wobec niej odpisy będące formą subsydium. Mogę opowiedzieć wam o prezesie dużego koncernu naftowego, który wypłacał sobie 5 milionów funtów rocznie i było to traktowane jako koszt operacyjny, podlegający potrąceniu z opodatkowanego dochodu, opłacany nieświadomie przez kogoś innego. Ale wątpię, aby pan ów uśmiechał się równie często jak Jimmy.

Biorąc pod uwagę ropę, około 30% jej światowej podaży pochodzi z kilku krajów Bliskiego Wschodu, gdzie koszt produkcji wynosi, powiedzmy, 20 dolarów za baryłkę, a bezpośrednie wydatki na wyżywienie pracowników naftowych oscylują poniżej tej kwoty. Kiedy sprzedawana jest po 100 dolarów za baryłkę reprezentuje to około 15 milionów dolarów dziennie niewypracowanego dochodu. W konsekwencji przedostaje się on do światowego systemu finansowego i obniża jego wartość. Produkcja w innych krajach jest nieco bardziej kosztowna, lecz rzeczywisty koszt wyżywienia pracowników jest niewielki.

Wszystko to sprawia wrażenie sytuacji nie do utrzymania. Sądzę, że potwierdza to pogląd na temat wydarzeń z 2008, kiedy to cena ropy podskoczyła do 147 dolarów za baryłkę i właściwie wysadziła bezpiecznik całego systemu finansowego. Innymi słowy było to szalenie inflacyjne, ponieważ ostatecznie pieniądze muszą reprezentować energię. Inflacja wkrótce ustępuje deflacji, bo ludzie mają mniej w portfelach.

Patrząc z innej perspektywy, nie tyle cena ropy skoczyła do 147 dolarów za baryłkę, co dolar uległ dewaluacji o odpowiednią kwotę, a dewaluacja dolara następnie przeniknęła pozostałe waluty w obrębie globalnego systemu.

Innymi słowy jest to upadek świata, jaki znamy. Irlandia pocieszyła się przez lat kilka sztucznym finansowym dobrobytem znanym jako Celtycki Tygrys, ale zbankrutowała – poziom bezrobocia wynosi 15%. Niewiele na to może poradzić, bo zablokowana jest przez euro i niezdolna do dostosowania kursu wymiany walut. Unia Europejska i MFW oferują pożyczki pomocowe, aby spłacić spekulantów kosztem zwykłych obywateli, którzy skazani są na nędzę. Jak na ironię może to być korzystny obrót spraw, motywujący powrót do trwałej, zrównoważonej egzystencji Jimmy’ego Mulroe. Sytuacja Greków prezentuje się jeszcze gorzej, ale mogą znaleźć rozwiązanie w niewypłacalności, która w rezultacie storpedowałaby euro. Nie byłoby to rzeczą złą; skłoniłoby do powrotu do lokalnych walut i w efekcie do systemu barterowego, pozwalającego uniknąć finansowych manipulacji.

Szersza sytuacja geopolityczna jest fascynująca. Ameryka ewidentnie zbankrutuje i nie może już sobie pozwolić na wyrzucanie pieniędzy na „obronę.” Temu krajowi nie zagrażał nikt, nawet w najmniejszym stopniu, od czasu wojny meksykańsko-amerykańskiej roku 1836, ale kompleks wojskowo-przemysłowy był wysoce dochodowy. Ale wygląda na to, że gra dobiega końca. Irak był fiaskiem – setki tysięcy zabitych cywilów i pozyskane naftowe ochłapy. Afganistan był ćwiczeniem całkowicie bezsensownym, ponieważ ci farmerzy od maku nie stanowili zagrożenia: ale wygodnym było usprawiedliwienie wizerunku supermocarstwa i finansowej dominacji.

Potem mamy ten dziwny atak na Libię przeprowadzony przez Francję i Wielką Brytanię. Nie mogło ich tak naprawdę obchodzić, czy Kadafi tłumi rewolucję – to normalne zachowanie rządów. Mają gdzieś Syrię, nie obchodziła ich rzeź w Ruandzie. Cóż takiego szczególnego jest w Libii? Nie zgadniesz: stara dobra nafta. Możliwe, że Kadafi planował sprzedać ją Chińczykom, zamiast Wielkiej Brytanii i Francji. Postulował też, aby Afryka powróciła do standardu złota, co mogło pośrednio podkopać pozycję euro i dolara.

Ale odchodzę od tematu – pomyślałem, że interesującym będzie dowiedzieć się ile energii – zwłaszcza tej pochodzącej z ropy – wbudowanej jest w normalnym, domowym gospodarstwie. Każda klamka, każda szyba ma wbudowaną energię, której wygenerowanie, pod nieobecność ropy, wymagałaby pracy wielu niewolników.

Co o tym sądzisz?

Pozdrawiam serdecznie,

Colin

Odpowiedź z dnia 10 lipca:

Cóż, Colinie, to co napisałeś stanowi mniej więcej sedno problemu. Spędzam dużo czasu pracując nad zagadnieniem energii oraz jej przepływami przez system przemysłowy. Otóż energia chemiczna, o czym bardzo dobrze wiesz, jest przechowywana w ropie naftowej i innych paliwach kopalnych w wyniku pradawnych geologicznych procesów napędzanych energią słoneczną. Ropa to mnóstwo wbudowanej energii. Dzieje się tak, że energia zebrana dawno temu ulega stopniowemu rozproszeniu; wydobywamy ropę, spalamy ją i rezultatem końcowym jest ciepło ginące w przestrzeni kosmicznej (i nieprzyjemnych gazach cieplarnianych, które sprawią nam mnóstwo kłopotów w nieodległej przyszłości).

Jednakże proces wydobycia ropy i jej spalanie są bardziej złożone niż rozproszenie energii termalnej w przestrzeni międzygwiezdnej. Nie jest to proces jednostopniowy. Energia płynie i jest wbudowana przez pewien czas w coś, co nazywamy „cywilizacją”. W skrócie potencjały chemiczne są stopniowo rozpraszane w systemach, które utraciły stan równowagi – jest to skutek drugiego prawa termodynamiki. Im większa jest potencjalna różnica między donorem i akceptorem, tym szybciej potencjał ulega rozproszeniu, tworząc w efekcie rozpraszające struktury; „wiry” w przepływie materii i czasu. Właśnie w tych wirach zmagazynowana jest ta wbudowana energia: cywilizacja opisana z perspektywy termodynamicznej. Szyby w twoich oknach są takimi rozpraszającymi strukturami, podobnie jak książki, twój dom i ty sam (i Bobbins rzecz jasna!).

W miarę jak stopniowo kończą się nam paliwa kopalne, redukujemy chemiczne potencjały, z których możemy wyprowadzić strumień energetyczny. Oznacza to, że musimy dostosować się do rozpraszających struktur, które wbudowują mniejsze ilości energii. To problem, w obliczu którego stajemy przy tak intensywnie wbudowującymi energię strukturami jak samochody, sprzęt klimatyzacyjny, lodówki i McRezydencje. Niektórzy ludzie mogą być w stanie zagarnąć większy udział tej wbudowanej energii, jak chociażby wspomniany przez ciebie prezes koncernu naftowego, który zarabia 5 milionów funtów rocznie. Ale w kontekście całościowym nie możemy oszukać termodynamiki. Ostatecznie będziemy zmuszeni powrócić do życia bardziej przypominającego egzystencję irlandzkich farmerów sprzed 50 lat, których wbudowana energia była kompatybilna z dostępnymi w owym czasie potencjałami chemicznymi.

Czy jest to smutne przeznaczenie? Jak przedstawiasz to w swoim przesłaniu, prawdopodobnie nie: życie w niskim strumieniu energetycznym chyba nie było takie złe, a ludzie prawdopodobnie uśmiechali się częściej niż obecnie. W ubiegłym tygodniu uczestniczyłem w konferencji na temat energii i w trakcie przerwy na przekąskę siedziałem obok uroczej damy, nie będącej naukowcem. Podczas konwersacji wypowiedziałem zdanie, które mniej więcej brzmiało tak, „…koniec końców piękna kobieta jest jedynie rozpraszającą strukturą, wygenerowaną na krótki czas przez różnicę w chemicznych potencjałach…” Kiedy wypowiadałem te słowa, upomniałem siebie, że nie była to najszczęśliwiej dobrana kwestia. Ale ona roześmiała się: wyobraź sobie, że była pod wrażeniem! Zatem może nam wyczerpać się ropa i będziemy zmuszeni przystosować się do prostszego życia. Lecz nie wyczerpią się nam powody do śmiechu i urocze kobiety.

Ugo

Tłumaczenie: exignorant

Ten wpis został opublikowany w kategorii Gospodarka, finanse, surowce i energia i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.