Zmiana, w którą nie musicie wierzyć

Autor: James Howard Kunstler (wersja oryginalna)

8 sierpnia 2011

Wodospad niedoli rozlał się po wszystkich domenach pieniądza – włącznie z tą, w obrębie której ustalamy, co tak w ogóle pieniądz ma oznaczać – i mnóstwo delikwentów z trudem zdołało wdrapać się na dach, dryfującą belkę albo pagórek, gdzie dygocą przemoczeni, oczekując ciosu następnej fali. Rwący potok wydarzeń wciąż się przelewa, unosząc niezliczone, niebezpieczne przedmioty. Przypominacie sobie jak wyglądał nadchodzący ocean w Fukushimie? Ściana zupy miso pełna Toyot i domów zamiast pierścieni z kałamarnic i rybnych gałek. Spróbujcie w tym popływać. (Spróbujcie popływać w swoich Cuisinart nastawionych na guacamole).

Europa opowiada sobie jedną nonsensowną historyjkę za drugą. Mamy fundusz ratunkowy! Tylko nie ma w nim środków! Ale i tak wybawimy Włochy! Ale są na to zbyt duże – próbowaliśmy wepchnąć je pod dywan, ale brakuje miejsca, bo dusi się tam już Grecja, Irlandia i Portugalia. Całe G-20 pytluje przez telefon, kiedy piszę te słowa, koncypując świeże nonsensowne historyjki. Och, wygląda na to, że Europejski Bank Centralny przygalopuje na ratunek z teką pełną dobrych intencji. To samo powiedzieli ostatnim razem, miesiąc temu, kiedy na głowę Grecji runęła kariatyda. Oni też nie bardzo wiedzą czym są pieniądze. Czy obligacje są jak pieniądze? Chyba już nie za bardzo. Portfel papierów wartościowych? Gdzież! A euro? To cholerstwo zaczyna już przypominać kulę z łańcuchem wykutą na miarę, aby pogrążyć Niemców. (Spójrzmy prawdzie w oczy: żadnemu z nas tak naprawdę nie zapłacili za II wojnę światową, poza tym, co musieli wybulić, żeby wyrwać z lombardu komunistyczny fragment swojego kraju. Jestem pewien, że miernik poczucia winy ciągle im dzwoni.). Wiem tyle, że mam nadzieję, iż cały gang nadrukował świeżutkich lirów, franków, marek, drachm, peset i innych bonów-lub-talonów. Miło byłoby wrócić pewnego dnia do jednego z tych przytulnych miejsc – z rabatem.

Czy wasz podziw wzbudziło obniżenie ratingu obligacji skarbowych Stanów Zjednoczonych przez Standard and Poor’s wieczorową porą w piątek? Byłem bodaj jedyną osobą jak kraj szeroki, poza Andersonem Cooperem z CNN, która nie konsumowała akurat na mieście – w Applebees – czegoś większego od własnej głowy lub nie oglądała programu „Wyprzedaż obuwia” na Shopping Network. Jednakże nie jestem jedynym osobnikiem w Ameryce, który zapytuje, jak te padalce z S&P mogą sobie teraz zdegradować obligacje USA, kiedy trzy lata temu zużywały gumowe stemple AAA na całe fury cuchnących odpadów, które Angelo Mozillo i inne hipoteczne koniokrady opychały jako obligacyjną pożywkę przy każdej „inwestycyjnej okazji” à la Frankenstein, wyrobionej w młynach derywatów Wall Street. Przedstawiciele rządu słusznie syczeli na tę chucpę S&P, ale kiedy spróbowali zakręcić do Erica Holdera z Departamentu Sprawiedliwości podejrzewam, że połączono ich z centralą w Uttar Pradesh, gdzie odebrał sympatyczny gość, któremu na imię „Dale.” Rządowa gazeta Chin praktycznie sprawiła USA lanie: „Pora skończyć (klaps) z życiem (klaps) nad (klaps) stan!”

Nie jestem przekonany, aby ocena obligacji USA miała jakieś większe znaczenie, ponieważ nikt nie zna już wartości czegokolwiek – zwłaszcza kiedy rządy się chwieją, a ludzie na placu (w przypadku Ameryki na parkingu), zaczynają głośno domagać się krwi. Merkel, Sarkozy, Berlusconi, Zapatero wkrótce zostaną porwani przez ten sam przetaczający się, pełen odpadów nurt niedoli – w ich przypadku zupę bouillabaisse – tymczasem biedny Obama wygląda jak jedno z nieszczęsnych stworzeń niesionych przez rzeczny prąd w przedostatniej scenie „Bracie, gdzie jesteś?” Nawet giełdowi entuzjaści złota są przerażeni, że cena drastycznie spadnie przez deflację długu albo rząd federalny z trzaskiem nałoży gigantyczny, bardzo specjalny, karny podatek od zysków kapitałowych na sprzedaż metali szlachetnych lub spróbuje, wzorem Roosevelta, całkowicie skonfiskować obywatelom ten kruszec; jednak biorąc pod uwagę pokaźne arsenały prywatnej broni w całym państwie oraz pokłady bojowego ducha utrzymującego się w wielu frakcjach pokroju Tea Pary – nic nie sprowokowałoby rewolucji, wojny domowej lub obywatelskich rozruchów skuteczniej i pewniej niż próba odebrania ziomkom złota. Oczywiście jestem życzliwie nastawiony do złota jako schronienia zabezpieczającego kapitał, niekoniecznie jako przedmiotu giełdowych ekscesów.

Wszyscy są teraz bankrutami: skarby państw, banki–giganty, fundusze emerytalne, firmy ubezpieczeniowe. Aż dziw, że derywatów kredytowych nie odpaliły dotychczas zmiany stóp procentowych lub jakaś inna pierdoła, ale kiedy to nastąpi, nie ma sposobu, aby strony zdołały wywiązać się z kontraktów. Powszechna ruina piorunem przeleci przez finansowy system niczym uskrzydlona śmierć. Wszyscy są bankrutami, a prawdziwych „pieniędzy” (czymkolwiek są) jest dużo mniej. Wszyscy drżą na myśl o rozluźnieniu ilościowym QE3, z całą jego kosmiczną daremnością. Stany Zjednoczone zdążyły już wykończyć się połowicznie przez zadłużenie wysmażone na stole parowym Golden Corral. Pewnie moglibyśmy pójść na całość i strzelić w żałosną, zwieszoną głowę dolara.

Wzbiera świadomość, że świat zagrał w kości i wpatruje się w wynik: parę złowieszczych oczek. Kasyno płonie, a gwałtowna powódź zalewa dojazdy. Wątpliwa frajda – dobiec do awaryjnych wyjść tylko po to, aby przekonać się, że obrotowe drzwi toną już w mętnej wodzie. Ameryka mamrocze coś do siebie, ale nikt nie ma pojęcia. Spróbuję pomóc: to finansowa i gospodarcza kompresja (pierwsza to pieniądze, drugą jest aktywność). Wprawdzie burza rozpętała się późnym latem, ale wygląda na to, że przybiera na intensywności. Wszystko, co super-dużych jest rozmiarów prędzej czy później idzie na dno. Dokładna sekwencja wypadków-upadków jest nieprzewidywalna. Ale możecie być pewni, że Natura mówi Wam, że pora zacząć egzystować lokalnie, zmniejszyć rozmach, wysublimować skalę, umocnić swoje przyjaźnie i porzucić kretyńskie, pompatyczne fantazje o supermarketach napędzanych przez algi. To zmiana, w którą nie musicie wierzyć, ponieważ niebawem podskoczy i ugryzie Was… w usta.

Tlumaczenie: exignorant

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Gospodarka, finanse, surowce i energia i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.