Zawieszone poruszenie

Autor: James Howard Kunstler (wersja oryginalna)

27 czerwca 2011

Biada światu. Nie wie, czy powinien się zesrać, czy oślepnąć. Rządy prawa zastąpiło Prawo Murphy’ego. Grecka opowieść z każdym dniem osobliwsza. W myśl jednej z ostatnich propozycji postuluje się, aby posiadacze greckich obligacji przystali na dobrowolne refinansowanie, co oznacza, że za dzisiejszego hamburgera zapłacimy ci we wtorek, chociaż wisimy ci już za dziesięć lat cotygodniowych hamburgerów.

To doprawdy niezwykłe, jak finansowe nowatorstwo nigdy nie wygasa. Ostatnia wspaniała idea – obligacje tak naprawdę nigdy nie muszą być opłacalne – zdziała cuda na rynkach papierów wartościowych, gdziekolwiek są. Ludzie będą z krzykiem domagać się obligacji pozbawionych jasno zdefiniowanych warunków i konieczności wykupu. W kosmicznej memo-sferze szumi ‚zapomnij koleś o Grecji, to samo zrobi się z Portugalią i jej śmiesznymi obligacjami.’ Wchodzi smok.

Europę czeka uciecha największych przeciwpożarowych ćwiczeń walutowych, jakie kiedykolwiek przeprowadziły Chiny. Wen Jiabao przetnie powietrze czarodziejską różdżką i pofrunie euro nad przyziemną rzeczywistością na smoczych skrzydłach, aby każdy delikwent w Grecji, Portugalii, Hiszpanii, Irlandii i Włoszech mógł utrzymać stanowisko kierownicze wyższego szczebla w biurze pojazdów mechanicznych, z emeryturą od 53 wiosny. Następnie, zachowawszy 80% poprzedniego uposażenia, wszyscy otworzą kawiarenki, gdzie ludzie, którzy nadal pracują w biurze pojazdów mechanicznych, będą spędzać długie popołudnia sącząc Ouzo i przekomarzając się w temacie polityki, finansów, sportu… lub po prostu ubawiając się serdecznie figlami rubasznych niemieckich turystów.

Tymczasem człowiek Goldmana Sachsa w Europie, Mario Draghi, przejmie w okolicy listopada bieżącego roku głęboki fotel Jeana Trichet w Europejskim Banku Centralnym. Najwyraźniej to Goldman Sachs wzniósł gigantyczny domek ze swapowych kart ryzyka kredytowego, aby Europa żyła w nim długo i pomyślnie – chyba że zaszłaby okoliczność niewypłacalności, wówczas Goldman Sachs zainkasowałby całą forsę, jaką kiedykolwiek wydrukowano na bożej Ziemi zielonej, plus prowizje, premie, odsetki karne, procenty i bonusy… a bezdomnej Europie wolno byłoby wylizać na stronie talerzyk po deserze figowym – lub truskawkowym Bismarcku! Osobiście nie widzę sposobu, aby rozmaici gracze zdołali odwlec kryzys jakowyś do listopada. Europejski eksperyment walutowy to fiasko i zbyt wiele dużych banków jest niewypłacalnych. Czy Wen Jiabao może wypuścić kolejnego latającego smoka, żeby rozsiał po europejskim nieboskłonie tymczasowe spłaty, które spadną deszczem od Dublina po Ateny i zapewnią powszechną szczęśliwość?

Nie ubzdurajcie sobie przypadkiem, że USA mogą najzwyczajniej okupować miejsce na głównej trybunie i zapychać tłustą buzię Cheez Doodles, kiedy na centralnym ringu światowego cyrku finansowego rozgrywa się bieżący akt. Multum przeplecionych amerykańskich interesów zależy od przebiegu tamtejszych spraw, pośród których niepoślednim jest fakt, iż Międzynarodowy Fundusz Walutowy to w istocie operacja bailoutowa z amerykańskim pełnomocnictwem. Działał sobie bez zarzutu za starych dobrych czasów, kiedy jego wysiłki koncentrowały się na małych krajach-urwisach, jak chociażby Suazi, ale poczekajcie aż Partię Herbacianą dojdą słuchy, że Ameryka zawiaduje dwunastoma tysiącami kawiarenek, aby europejscy biurokraci od pojazdów mechanicznych mogli sielsko spędzać popołudnia popijając Ouzo. (Może przynajmniej namówimy ich, aby w zastępstwie delektowali się likierem anyżowym Old Mr. Boston).

Niewątpliwie skłania to do refleksji, że można byłoby wypróbować coś podobnego tutaj. Czyż nie poprawiłoby to generalnie narodowego charakteru, gdyby tak nasi obywatele spędzali więcej czasu przekomarzając się w kafejkach w temacie polityki, miast leżeć na kanapie i oglądać jak telewizyjny twór o imieniu „Snooki” zamyka w między-udowym uścisku na stojąco każdego bezrobotnego operatora wózków widłowych w mitycznym królestwie New Jersey?

Gdybym Barackiem Obamą był, zastanowiłbym się głęboko nad doglądaniem tego nierozwiązywalnego galimatiasu ukartowanych szwindli, tonących perspektyw, zaminowanych budżetów i wyświechtanych łgarstw przez kolejną kadencję. Niech wkroczy Hillary i spróbuje utrzymać tego przepuszczającego Latającego Holendra z dala od butelki. Zresztą i tak z każdym dniem coraz bardziej fizycznie przypomina Churchilla. Być może przejmuje też coś na kształt stoickich skłonności jego umysłu. Gdybym prezydentem Obamą był, odpuściłbym i zapisał do drużyny gospodarzy: Goldman Sachs. Może dzierżyć dawną fuchę Mario Draghi’ego – szefa oddziału międzynarodowego. Wręcz uwielbiają go w tych osobliwych państewkach, gdzie ludzie noszą czapki à la pułapki na szczury i doprawiają piwo kokonami popijających nektar ciem. Kiedy wyeksmituje ich za niespłacany hipoteczny dług, nie będą posiadać się z radości i nawet poproszą o jeszcze. „Upraszamy was, przyjmijcie też mleczne ząbki naszych wnuków!” Życzę mu i jego rodzinie pomyślności w nowej roli zasłużonych, skromnych obywateli świata. Mam nadzieję, że Michele Bachmann i jej prawdopodobny współkandydat, Jezus, nie buchną następnych wyborów. Wyrwaliby z korzeniami ogródek warzywny Obamów i położyli tor Nascara, żeby każda z 27 pociech pani Buchmann mogła zarabiać na parkingowej sprzedaży mini biblii. („Przemodlone przez wykwalifikowanych kaznodziejów podczas 24-godzinnej sesji!”).

A tak przy okazji, wielu obserwatorów rozweseliła w zeszłym tygodniu zręczna mała sztuczka uwolnienia sześćdziesięciu milionów baryłek ropy ze strategicznych światowych rezerw, w tempie dwóch milionów dziennie, co miało stworzyć pozór, że świat nie ma zasadniczego problemu z produkcją nafty. Oczywiście leży on u podstaw globalnego zamętu finansowego – jeżeli nie możesz zwiększyć wkładów energetycznych, które karmią przemysłową gospodarkę, nie uzyskujesz wzrostu i wówczas cała idea procentu składanego rozpada się, ponieważ oparta jest na nieustającym przyroście bogactwa. Stąd implozja zadłużenia. Czego manifestacją są sytuacje takie, jak chociażby grecki stan krytyczny. Wkrótce będzie powszechnym stanem krytycznym.

Płynie z tego morał taki – o ile wolno mi być przez chwilę tendencyjnym – że rasa ludzka może w każdej chwili zacząć żyć inaczej, na mniejszą skalę, bardziej lokalnie, z mniejszą baterią automatycznych machin wykonujących za nas całą robotę i przeznaczać więcej czasu na zajęcia bardziej użyteczne i potrzebne niż podziwianie telewizyjnych fantazji. Macie problem z ropą? Nie wyobrażajcie sobie, że będziecie napędzać markety WalMart – albo Goldman Sachs – destylatami ze słomy. Coś wisi w powietrzu i wzbudza nerwowość całego mnóstwa ludzi. Jeżeli wypchałeś stare inwestycyjne portfolio akcjami gazu łupkowego, jest mi ciebie szczególnie żal.

Tłumaczenie: exignorant

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.