Mdłości wzbierające od amerykańskiej wyjątkowości

Autor: James Howard Kunstler (wersja oryginalna)

6 czerwca 2011

Historia, ta nieśmiała domina, lubuje się w rolowaniu łatwowiernej rasy ludzkiej. W chwili, kiedy coś, co nazywamy „demokracją” zdaje się rozprzestrzeniać przez podejrzane dzielnice świata niczym epidemia cnoty, trend ów podąża faktycznie w kierunku przeciwnym w krajach, które ją od pewnego czasu praktykują.

Tak z pewnością rzeczy mają się obecnie w Europie, zwłaszcza w Grecji, gdzie tłumy na Placu Syntagma piętnują parlament za to, że przystał na bailoutowy układ, który uczyni Grecję pasierbicą Niemiec. Niemieccy wyborcy także nie są z tego powodu szczególnie ukontentowani, ponieważ ich kraj przyszpila przymus zapłacenia greckich rachunków. Irlandia, Portugalia i Belgia są kolejnymi na liście do adopcji w Europejskim Domu dla Niesfornych Pociech. Hiszpania i Włochy także mogą trafić pod kuratelę Euro-państwa, ale bardziej przypominają dorosłych z problemem alkoholowym, którzy wpuszczeni do środka potrafią wszystko zdemolować.

Tak czy inaczej Grecy gromadzący się ostatnio na głównym placu Aten mają znacznie powyżej uszu wszelkich polityków i parlamentów; niemałe istnieje niebezpieczeństwo, że wkrótce powstaną i pozbędą się własnych na śmietniku za Partenonem. W sytuacjach takich jak ta pewien nieodparty urok posiada mężczyzna w mundurze. Czuje się swobodnie wydając rozkazy w niepomyślnych sytuacjach, de facto są one czynnikiem uskrzydlającym. Niemcy wiedzą na ten temat wszystko. Ich „zbawca” z XX wieku był delikwentem w garderobie erzac-militarnej, który ubiegał się o urząd wyrzekając się „parlamentaryzmu” i kiedy jego partia okupowała w tamtejszym parlamencie sporą już pulę miejsc, spalił doszczętnie tę cholerną budę.

Irlandczycy tęsknym wzrokiem obserwują małą Islandię, gdzieś tam na północnym Atlantyku, uwolnioną od kredytowych zobowiązań poprzez prozaiczny akt uniesienia środkowego palca w kierunku londyńskich banków. Irlandię kusi pilnie, aby postąpić podobnie i w akcie tym byłaby pociągająca historyczna symetria. Mogą pozbyć się swojego parlamentu, żeby tego dokonać. Zachowanie trzeźwości to już inna kwestia. W Portugalii obywatele są zbyt zajęci konsumpcją lanczu, co jest nad wyraz poważną sprawą – o czym cię zapewnią – przedsięwziętą w duchu absolutnego iberyjskiego fatalizmu (ten stek zginął za ciebie!). Toast za czasy Salazara, kiedy na mocy dekretu lancz trwał godzin osiemnaście! Belgia oczywiście zawsze pozostanie w beznadziei – wycieraczka Europy. Cóż można powiedzieć o ludziach, którzy frytki taplają w majonezie – niebywała niezdolność do odkrycia cudu keczupu, mimo najazdu amerykańskich wojaków sześćdziesiąt lat wstecz – i mówią językiem, w którym nikt nigdy nie napisał rockandrollowej piosenki.

Europę trzyma razem szpagat do belowania, taśma maskująca i ślina. Pełne uciechy półwiecze minęło na usługiwaniu nieszkodliwym, pajacowatym turystom z Houston, z klamrami „wielki szef” u spodni i dekoracyjnymi żonami u boku. Ale ostatnio chińscy wizytatorzy przypominają raczej szacujących towar łowców okazji na przed-aukcyjnym rekonesansie nieruchomości i nawet kelnerzy w kafejkach wiedzą o co biega. Wielki Pałac Eurolandu zwija interes. Kto sądzi, że Niemcy będą prowadzić coś na kształt przejściowego przytułku dla naćpanych państw „na odwyku”, będzie rozczarowany. Kompresyjne skurczenie, które ściska OWGR jak ekonomiczna choroba Lou Gehriga, pozostanie z nami na tak długo, jak zdołamy to sobie wyobrazić.

Bezsprzecznie pewne cechy europejskiego życia sprawią, że wiele tamtejszych krajów skonfrontuje się z długim stanem krytycznym cywilizacji na lepszych warunkach niż wrak po drugiej stronie Atlantyku. Ludzie wiedzą jak przetrwać przy mniejszej podaży ropy – chociaż nadchodzący kryzys energetyczny ich nie oszczędzi. Dysponują już doskonałą komunikacją publiczną (tak, uzależniona jest od sytuacji energetycznej). Ich rolnictwo zaprojektowane jest w sposób bardziej inteligentny. Miasta także, z kilkoma wyjątkami. Jednakże mają tam długą historię wzajemnych scysji – ostatnie półwiecze pokoju i prosperity zaczyna już drżeć niczym blednący miraż. Europę trawi z zewnątrz finansowy pożar, a potwór znany jako globalna gospodarka leży sapiąc na skalistym wybrzeżu Fukushimy. Euro oraz towarzysząca, cherlawa polityczna unia są już ugotowane. Można dorzucić do zestawu outsidera – Anglię, tamtejsze praktyczne okoliczności nie są lepsze od hiszpańskich, czy włoskich – możliwe, że nawet odrobinę gorsze… Biedna, sponiewierana Poczciwa Brytania!

A propos, mam nadzieję, że nie sądzicie, że ziomkowie w USA są w stanie obłąkańczego zadowolenia z postawy swoich rządowych reprezentantów. W tych dniach, mimo grzmienia Sary Palin o „wolności” i „naszym dziedzictwie”, wybrani oficjele są darzeni mniej więcej taką samą estymą, jak wirus opryszczki. Kongres i senat są sparaliżowane trywialnością, a prezydent jest zbyt zajęty grą w golfa, aby naruszyć status quo – a jest to status quo domu w płomieniach. Nie będziemy zmuszeni długo czekać, aby przekonać się jak nienadzwyczajna jest tak naprawdę Ameryka.

Cholerna szkoda, dosłownie, ponieważ akurat tego tak bardzo wstydzi się amerykańskie społeczeństwo i właśnie dlatego odwoływanie się do tłumionego poczucia wstydu w oparciu o hiper-patriotyczne hasła jest tak skuteczne. Pozwala to ludziom mieć dobre samopoczucie, kiedy toną w szlamie. W porządku, jesteśmy wyjątkowi. W sobotnie popołudnie zajrzałem do sklepiku na skraju Gór Adirondack, gdzie natknąłem się na najbardziej przerażającą, rozbrechaną czeredę zakutych łbów jaką kiedykolwiek widziałem. Czy w północnej części stanu Nowy Jork wypuszczono wszystkich więźniów? Tatuażowe szaleństwo jest bardzo wymowne. Zrobienie sobie kilku tatuaży z intencją artystycznej ekspresji to jedno. Inną kwestią jest rozmieszczenie ich na częściach ciała na wzór kalkomanii maskującej rzęcha – rocznik 1989. Te matoły miały tatuaże na karkach, biustach, twarzach, pięściach i kostkach. Najwyraźniej chodzi o to, by wyglądać maksymalnie złowieszczo – i muszę przyznać, że jest to bardzo efektywna inicjatywa. Czy Lady Gaga może skomponować nam nowy hymn narodowy: „Amerykański horror”?

Tłumaczenie: exignorant

Ten wpis został opublikowany w kategorii Gospodarka, finanse, surowce i energia i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.