Nagie realia

Autor: James Howard Kunstler (wersja oryginalna)

23 maja 2011

Amerykanie zgromadzeni wokół skrzącego TV-kominka CBS „60 minut” musieli poczuć konsternację słysząc, jak dziennikarz Scott Pelley wyniośle oznajmił, że Departament Sprawiedliwości USA prowadzi śledztwo w sprawie stosowania środków dopingowych przez drużynę kolarską Lance’a Armstronga. Naprawdę istotne jest, czy jakiś zawodowy atleta szprycuje się dopingiem? A może z Muzeum Baseballu wyrzucimy Bane’a Rutha za wychłeptanie szesnastu piw w wieczór poprzedzający mecz otwarcia World Series? Albo napiętnujemy za to samo Mickey’a Mantle – plus za wypalanie dwóch paczek Marlboro w kanale podczas każdego meczu.

Zwracam uwagę, że Scott Pelley nie obwieścił, iż przedmiotem dochodzenia Departamentu Sprawiedliwości USA stał się Goldman Sachs, Citi Group, Merrill Lynch, Bank Ameryki lub kilka innych „banków” za grabież dokonaną na amerykańskim społeczeństwie i handel wpływami w rządowych korytarzach. W sferze zainteresowania winien być także SEC (Komisja Papierów Wartościowych) i CFTC (Komisja Rynków Terminowych) za fiasko prawnej regulacji kupczenia szwindlami i oszustwami. Okno na podjęcie tego rodzaju działań zamyka się, a wraz z nim pokładana przez obywateli umiarkowana nadzieja w praworządność instytucji nadzorujących.

Porażki dziennikarstwa są tak zdumiewające, że istnieje zaledwie kilka możliwych wytłumaczeń tego zjawiska:

1. Główne media pozostając pod presją szczuplejących dochodów i ekstremów konkurencji TV kablowej i Internetu są sługami korporacyjnych reklamodawców, którzy w zamian oczekują kibicowania status quo.

2. Producenci i wydawcy głównych mediów – korpus oficerski dziennikarstwa – nie są dostatecznie błyskotliwi, żeby dostrzec różnicę między tym, co ważne, a co błahe i nie potrafią kierować swoimi redakcjami.

3. Media mainstreamowe są jedynie odbiciem dysonansu poznawczego, który przenika zbiorową wyobraźnię kultury – zbyt wiele szumu by myśleć koherentnie.

4. Tak naprawdę nie chcemy wiedzieć co się dzieje – to zbyt przerażające.

5. Czasem całe pokolenie liderów ponosi klęskę.

Dla tych z Was, którzy zainteresowani są streszczeniem realiów – sprawy mają się tak:

* Globalne opały energetyczne faktycznie są kryzysem, mimo że nikt aktualnie nie ustawia się w kolejkach do dystrybutorów paliwa. To kryzys, ponieważ Peak Oil (osiągnięcie w 2006 roku szczytu wydobycia taniej, łatwo dostępnej ropy) jest jak najbardziej na serio, a nafta to najważniejszy surowiec zaawansowanych gospodarek i nie istnieje żadne cudowne panaceum zastępcze („Świdruj kotku, świdruj!”, gaz łupkowy, „ropa” łupkowa etc.). Peak Oil oznacza, że nie jesteśmy w stanie zwiększyć podaży w stosunku do stale wzrastającego zapotrzebowania, co wywołuje tąpnięcia na rynkach energetycznych. Peak Oil prowadzi też bezpośrednio do kryzysu kapitałowego (pieniądze), ponieważ naród (gospodarka), który nie jest w stanie pozyskać wzrastających energetycznych „wkładów”, nie może wytworzyć więcej bogactwa, nie może wytworzyć więcej pożyczek (zadłużenie) i co najważniejsze nie może spodziewać się tego, o czym zwykliśmy myśleć jako normalnym wzroście gospodarczym. To w konsekwencji wywołuje dalsze zaburzenia i deformacje na rynkach finansowych.

* Bez podobnego wzrostu otrzymujesz stagnację, a następnie skurczenie. Prawdopodobnie przekroczyliśmy już fazę stagnacji i kurczymy się. Próbowaliśmy zrekompensować stagnację (i ukryć ją) przyzwalając finansowemu sektorowi gospodarki na wzrost jego całkowitej aktywności z 5 do 40 procent. Tym samym bankowość zmieniła się z nudnej służby użytecznej – przekazującej kapitał na legalne i zasadne inwestycje – w awanturniczą niwę nieuregulowanych przepisami szachrajstw nie mających nic wspólnego z prawdziwą alokacją kapitału, ale celujących w sprzedaży bezwartościowych „produktów innowacyjnych” (CDO etc.), zgarnianiu horrendalnych opłat transakcyjnych, użyciu komputerów do planowania walutowych kursów, stosowaniu kolosalnych carry trades między bankami i skarbnicami państwowymi (pożyczasz na zero procent – za friko! – inwestujesz w papiery na, powiedzmy, 2,5 % i ciągle odnawiasz kredyt); nie możemy też zapomnieć o wszechobecnych matactwach księgowych praktykowanych przez rząd i przedsiębiorstwa prywatne w stopniu tak znaczącym, że kwestie finansowe są teraz całkowicie niezrozumiałe i nieuczciwość może sobie poużywać. Po jakimś czasie wszyscy tracą wiarę w sposób funkcjonowania systemu i jest to niebezpieczna sytuacja, ponieważ prowadzi do problemów politycznych. Pytanie podstawowe brzmi: jak społeczeństwo poradzi sobie ze skurczeniem?

* Jednym z możliwych podejść do problemu jest wyeliminowanie słowa „wzrost” i zastąpienie go terminem „aktywność gospodarcza.” Istnieje mnóstwo pożytecznych rzeczy, które można byłoby zrobić, aby zreorganizować codzienne życie w USA i zapewnić ludziom pracę, ale pozostawałyby w opozycji do status quo. Moglibyśmy uznać, że Peak Oil oznacza, iż musimy inaczej uprawiać żywność i wysunąć lokalne rolnictwo na czoło gospodarki. Moglibyśmy przebudować kolej, żeby ludzie nie musieli wszędzie dojeżdżać autem. Moglibyśmy przebudować nasze śródlądowe porty, żeby większość towarów transportować jednostkami pływającymi. Proszę zauważyć, że są to bardzo proste działania w odróżnieniu od manipulacji finansowymi papierami i rynkami. Nie jesteśmy zainteresowani koncentrowaniem się na reformowaniu rolnictwa i transportu. Biznes i polityczne interesy zwarte są w szyku przeciwko jakimkolwiek zmianom. Coś musi pęknąć.

* Polityczne problemy powstają, kiedy duża część społeczeństwa traci wiarę w to, że jego instytucje są kompetentne, wiarygodne i sprawiedliwe – zaczyna szukać sposobów, żeby je obalić. Znajdujemy się w środku kryzysu i tego nie wiemy. Inne części świata już to wiedzą, a coraz więcej pozostałych dowiaduje się o tym każdego dnia. Wczoraj przyszła kolej na Hiszpanię, kiedy partii rządzącej spuszczono łomot w lokalnych wyborach, a bezrobotna młodzież zebrała się na miejskich placach. Wielu młodych ludzi spodziewało się korporacyjnych posad. Skończą na gospodarce i w owocowych sadach. Reszta Europy też ma sporo do załatwienia; przez pół wieku kontynent był baśniowym parkiem rozrywki świata – teraz warunki codziennego życia nagle uległy przeobrażeniu. Napięcia pomiędzy wymogiem dostosowania się do zachodzącej zmiany i oporem wobec niej wywołają wielorakie formy wzburzeń w różnych krajach Europy i pomiędzy nimi. Kiedy to nastąpi trudno będzie dać temu wiarę, ale każdy naród, region ostanie się z własnymi surowcami, jakie tylko zdoła uzbierać, a będzie to bardzo trudne.

* Tumult na Bliskim Wschodzie i w Afryce Północnej (MENA) ma miejsce nie tyle za sprawą abstrakcyjnych pojęć „wolności” i „demokracji” (schlebiamy sobie myśląc w ten sposób), ile ze względu na niedobory żywności i presję eksplozji demograficznej. Państw OECD (Organizacja Współpracy Gospodarczej i Rozwoju) może aż tak bardzo nie obchodzić, że region nie wyprodukował cennej nafty w spodziewanej ilości – ale oczywiście obchodzi, zatem nie możemy powstrzymać się przed wmieszaniem w tamtejszą politykę. Nie obstawiałbym nieprzerwanej stabilizacji, jaka utrzymywała się tam przez dziesięciolecia, a rozumiem przez to po prostu nasze nastawienie, iż regularne dostawy ropy trafią na rynek. USA trwoni nieprzebrane zasoby finansowe, żeby kanały zaopatrzenia pozostawały udrożnione. Uczyniliśmy wroga z Persów (Iran), a mają ambicje rządzić regionem, zatem próbujemy zrobić z nich kanapkę z farmazonami przy pomocy garnizonów we wschodnim i zachodnim Afganistanie oraz Iraku. Efekty są mniej niż zadowalające. Teraz Persja hałasuje na temat rozlokowania rakietowych baz w Wenezueli. Mogą się zagalopować. Warto mieć na to oko. Chiny są żywotnie zainteresowane utrzymaniem udrożnienia naftowych kanałów podaży i jest bardzo prawdopodobne – o ile szybów, rurociągów i terminali nie zrujnują kolejne wydarzenia w rejonie MENA – że Chiny pozyskają trochę nafty, nawet jeżeli nam się to nie uda. Oferują wsparcie inżynieryjne; my po prostu wysyłamy chłopaków w pustynnym kamuflażu, zaopatrzonych w noktowizyjne gogle i giwery. O Japonii można już raczej zapomnieć. Nadal sądzę, że powróci do quasi-średniowiecznego stylu życia, zwłaszcza teraz po wyrzeczeniu się dalszego rozwoju energii atomowej.

* Jeżeli Ameryka jest w stanie politycznego poddenerwowania, zanadto się z tym obecnie nie ujawnia, ale istnieje tutaj tak wielki potencjał politycznego zamętu i ekonomicznej mitręgi, że mam kłopot z wyobrażeniem sobie wyborów 2012 roku rozegranych zgodnie z przypuszczeniami większości – jako kolejne czerwono-granatowe zawody w pożeraniu placków, kupione i opłacone przez Wall Street. Suniemy w stronę finansowego kryzysu, od którego zakręci się w głowach. Nie po raz pierwszy powtórzę – pewnego ranka możemy obudzić się z generałem Pentagonu w Białym Domu. Gdyby tak gospodarczą historię USA uznać za regułę, Barack Obama byłby najzwyczajniej odporny na reelekcję. Ale czy ktoś naprawdę oddałby głos na takie mamroczące, przymilające się zero jak Tim Pawlenty? USA wywrócić mogą kwestie bardzo prozaiczne, jak chociażby stopy procentowe i wartości walut – czy poszanowanie prawa w sprawach finansowych. Nie mogą jednak pod względem sex appealu konkurować z Lance’m Armstrongiem i najnowszym wcieleniem Lindsay Lohan.

Tłumaczenie: exignorant

Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii Gospodarka, finanse, surowce i energia i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.