Myślenie magiczne – energetyczne urojenia USA

Debata publiczna na temat przyszłości energetycznej Polski także opiera się wyłącznie na urojeniach. Tekst J. H. Kunstlera dedykuję wszystkim jej zacietrzewionym uczestnikom.  

Autor: James Howard Kunstler (wersja oryginalna)

 4 kwietnia 2011

„Jest tu z nami sekretarz Steven Chu, mój Sekretarz ds. Energii. Gdzie jest Steven? Oto on – stoi tam.” Prezydent Obama

Złóżmy zatem winę na Stevena Chu, ponieważ w materii kłopotliwego położenia energetycznego Ameryki prezydent pozostaje osobą przygnębiająco niedoinformowaną. Pan Obama wcisnął nam zestawienie domniemań i propozycji wszechstronnie już przetestowanych w publicznej mem-o-sferze. Prawie każda z tych idei kłóci się z rzeczywistością, jest oparta na wadliwych przesłankach lub reprezentuje formę magicznego myślenia. Idee te łączy jedno – opinia publiczna chce je usłyszeć, nieważne czy są realistyczne, czy nie, ponieważ nie chce zmienić swojego stylu życia.

Myśl przewodnia przemówienia Obamy to redukcja importu ropy w tym dziesięcioleciu o jedną trzecią. To rażące wypaczenie rzeczywistości. Prawda wygląda tak, że nasz import ulegnie redukcji automatycznie, czy to się nam podoba, czy nie. Ten proces już się zbliża. Kraje, które eksportują naftę same zużywają jej coraz więcej, mimo iż wydobycie ich zasobów przekroczyło swój szczyt i wkroczyło w fazę wyczerpania. Państwa takie jak Arabia Saudyjska, Wenezuela i Meksyk mają jeden z najwyższych wskaźników przyrostu naturalnego na świecie. Tymczasem Chiny i Indie kupują więcej aut i importują znacznie więcej szczuplejących globalnych zapasów (Chiny dysponują ekwiwalentem 4-letniego zaopatrzenia w zalegającą w ziemi ropę, Indie mają praktycznie zero zasobów własnych).

Jednym z memów krążącym w tych dniach po sieci jest informacja o tym, że USA posiada ekwiwalent „trzech Arabii Saudyjskich” w łupkowych polach roponośnych Północnej Dakoty, Kolorado, Wyoming i Montany. To nieprawda. W stopniu największym to magiczne myślenie koncentruje się na polach Bekken w Dakocie. Aktualnie produkujemy tam mniej niż 400 000 baryłek dziennie, a przewidywana maksymalna liczba w tym dziesięcioleciu to około 800 000. Zużywamy w naszych USA 20 milionów baryłek dziennie napędzając „krainę przedmieścia”, WalMart i armię. A tak na marginesie – ropa łupkowa z Bekken wymaga zakrojonych na szeroką skalę operacji kruszenia skał – znanej jako „fracking” – co oznacza mnóstwo horyzontalnego drylowania, a co z kolei oznacza mnóstwo stalowych rurek. Nie wystarczy wbić w ziemię stalowej słomki, jak robiliśmy to w Teksasie roku 1932.

Adnotacja: większość tej łupkowej „ropy” w innych zachodnich stanach w rzeczywistości ropą nie jest. To łupek bitumiczny, organiczny prekursor ropy; to w rezultacie organiczne polimery, które nie zostały poddane dostatecznie wysokiej temperaturze i ciśnieniu, aby zmienić się w ropę. Jeżeli chcesz uzyskać naftę musisz je ugotować – co wymaga energii! Poprzedzić to jednak musi operacja wydobywcza. To także wymaga energii. Szybko stamtąd ropy nie pozyskamy – prawdopodobnie nigdy.

Gang „Świdruj, kotku, świdruj” trwa w przeświadczeniu, iż Ameryka Północna dysponuje przepastnymi, nie poddanymi eksploracji regionami, gdzie ropa błaga o odkrycie. To nieprawda. Po przemówieniu Obamy „The New York Times” doniósł – w kompromitująco idiotycznym artykule podpisanym przez Clifford Crauss – że wschodni rejon Zatoki Meksykańskiej i Wybrzeża Atlantyku zawiera 3.8 miliarda baryłek ropy. Halo, halo, aby jest tam kto? USA zużywają 7 miliardów baryłek rocznie. Czy Narodowy Rezerwat Dzikiej Przyrody w Arktyce zawiera od 4 do 11 miliardów baryłek (w/g szacunków rządowych)? Doskonale, to mniej więcej półtora roku zaopatrzenia USA. I nawet nie jestem przeciwko drylowaniu w tamtym miejscu, jestem tylko przeciwny przekonaniu, że reprezentuje ono znaczące „rozwiązanie” naszego problemu.

W międzyczasie nasze awaryjne pola naftowe Alaski w Prudhoe Bay wyczerpują się tak bezlitośnie, że za rok może tam nie być dostatecznego ciśnienia, aby przepchnąć naftę przez słynny rurociąg.

A co z kanadyjskimi piaskami bitumicznymi? Cóż, po pierwsze należą do Kanady, a nie do nas, chyba że mamy ochotę to zmienić – może to być politycznie kłopotliwe. Z piasków roponośnych nigdy nie wyprodukuje się więcej niż 3 miliony baryłek dziennie. Już teraz operacje są zbyt rozległe, kosztowne i destrukcyjne dla północnego działu wodnego. Kanada jest naszym źródłem importowanej ropy nr 1, ale Chiny też mają chrapkę na kanadyjską naftę. Czy mamy w planach przywołanie Doktryny Monroe’a, aby powstrzymać Kanadę przed sprzedażą ropy kontrahentom spoza półkuli zachodniej? To także może być kłopotliwe.

Pan Obama powrócił do popularnego tematu biopaliw. Naszą inauguracyjną eskapadą na tym obszarze było fiasko etanolu, który zgodnie z przewidywaniami zużywa więcej energii niż produkuje i ma katastrofalny wpływ na ceny towarów – w efekcie kradnie z zaopatrzenia żywnościowego, żeby można było podjechać pod WalMart. Następną eskapadą będą najwyraźniej algi. Odkryjemy (po raz kolejny), że coś, co sprawdza się jako szkolny projekt naukowy jest w uszach za chude, żeby napędzać miliony samochodów.

Pan Obama powiedział narodowi, że nasz zapas gazu naturalnego wystarczy na 100 lat (Kretyn Larry Kudlow z CNBC poinformował swoich widzów, że chodziło o 300 lat). Żaden z nich nie ma pojęcia o czym mówi (najwyraźniej nie ma go również Sekretarz ds. Energii Chu). Jak na razie sprawdzone zasoby gazu łupkowego wystarczą na 4 – 6 lat zaopatrzenia przy obecnym tempie wydobycia, a całkowite zasoby gazu naturalnego – łącznie z gazem konwencjonalnym, który nie wymaga „frackingu” – dają 12 lat zaopatrzenia. Pomysł, że zgazyfikujemy układ paliwowy amerykańskich tirów jest absurdem.

Na powyższe miano zasługuje też pogląd o elektryfikacji amerykańskiej floty samochodowej.

Oto kąsek, w który warto się wgryźć: w USA napędzamy około 250 milionów samochodów. Powiedzmy, że zwiększymy naszą flotę elektryczną do 10 milionów aut – co tak na marginesie jest czysto hipotetyczną i szalenie optymistyczną liczbą. Czy sądzicie, że mógłby pojawić się polityczny problem, gdyby 10 milionów szczęśliwych Amerykanów miało okazję prowadzić elektryczne pojazdy, a cała reszta płaciłaby krocie za benzynę lub nie byłaby już w stanie kupić samochodu?

Jest kilka kwestii, które można kategorycznie stwierdzić na temat amerykańskiej zagwozdki energetycznej oraz narodowej dyskusji, jaką prowadzimy – uwzględniając liderów tej dysputy w rządzie, biznesie i mediach. Jedną z nich jest to, że wypuszczamy obficie bury dym z naszej kolektywnej dupy. Żaden z tych zmyślnych planów nie zadziała tak, jak to demonstruje reklama. Rozczarowanie będzie ogromne i doprowadzi najpewniej do nieprzyjemnych politycznych konsekwencji.

Kolejną jest to, że ignorujemy najbardziej oczywiste inteligentne odpowiedzi na zaistniałą sytuację, mianowicie – zogniskowanie naszej uwagi na lokalnych społecznościach, okolicach zapewniających dostęp pieszy oraz transporcie publicznym, zwłaszcza odbudowie amerykańskiego systemu kolei pasażerskiej – bez której, o czym z żalem zapewniam, będziemy mieli przechlapane za 10 lat. Pan Obama uraczył nas w swojej mowie jednym zdawkowym wersem na temat transportu publicznego, o lokalnych społecznościach i dostępie pieszym nie wspomniał w ogóle.

Przyczyną tego ewidentnego kretynizmu jest nasza automobilowa obsesja. Tylko na tym nam zależy w USA. Samochodów nigdy dosyć. Nie potrafimy rozmawiać o niczym innym prócz tego, jakie nowe magiczne środki wytrzaśniemy, żeby wprawić w ruch nasze krążowniki szos. To bardzo tragiczny rodzaj imbecylizmu i jeżeli nie zmienimy naszego myślenia w tym względzie, od najwyższego szczebla w dół, historia potraktuje nas wyjątkowo okrutnie.

Na szczególne wyróżnienie zasługuje tu „The New York Times”, którego tragicznie niekompetentne relacjonowanie tych zagadnień wynika z przywiązania do jedynego źródła: grupy IHS-CERA (Cambridge Energy Research Associates), ośrodka wspomagającego public relations przemysłu naftowego, którym kieruje zakłamany worek ścierwa, Daniel Yergin, naczelny kurwiszon.

Tłumaczenie: exignorant

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Gospodarka, finanse, surowce i energia i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.