Przyszłość energii atomowej (aktualizacja: 14.10.2015)

Elektrownie jądrowe buduje się w oparciu o absurdalne założenie, że gospodarka światowa jest tworem wiecznym; że zakłady będą działać przez planowaną liczbę lat; że w okresie tym będą sprzedawać prąd z zyskiem; że ich operatorzy będą w stanie zgromadzić wystarczające środki na ich likwidację i zabezpieczenie odpadów promieniotwórczych na tysiące lat.

Globalna katastrofa jądrowa jest nieunikniona.

Autor: Sharon Astyk

3 kwietnia 2011

Portal The Oil Drum posiada opatrzone licznymi odniesieniami, wszechstronnie przemyślane streszczenie sytuacji w Fukushimie. (…) Ponad milionowi Japończyków grozi utrata domów, na wiele lat lub bezterminowo.

Dyskusji na temat przyszłości energii atomowej toczy się bez liku. Jednakże większość z nich nie uwzględnia kwestii zmniejszania się pozostałych zasobów energetycznych. Dostrzegam wyłaniający się konsensus, iż w oczach opinii publicznej fakt zwiększonego bezpieczeństwa nowoczesnych elektrowni atomowych pozostanie bez znaczenia. Ogólnie z tym się nie zgadzam – sądzę, że kiedy przybierający na intensywności kryzys energetyczny stanie się bardziej widoczny, społeczeństwa przezwyciężą strach wobec energii atomowej, bez względu na to, czy powinny tak uczynić. Podniesie się wrzawa, aby budować nowe elektrownie. Lekcja z Fukushimy pójdzie w niepamięć – podobnie jak rychło zapomniana lekcja z Zatoki Meksykańskiej.

Wydaje się, że przemysłowi nuklearnemu pozostało jedynie czekać i zacierać dłonie, nieprawdaż? Nie tak prędko. I chociaż podejrzewam, że sprzeciw wobec energii nuklearnej osłabnie w obliczu jakiegokolwiek kryzysu elektrycznego (prawdopodobnego z uwagi na pozostawioną przez lata bez serwisu, rozsypującą się infrastrukturę) lub naftowego (ogłuszające rozlegną się nawoływania o elektryfikację prawie wszystkiego, nieistotne, czy będzie to miało jakikolwiek sens), nie oznacza to, iż uważam energię atomową za przyszłościowe rozwiązanie.

Z energią atomową związane są dwa problemy, które w zasadzie dyskwalifikują ją jako główne panaceum. Pierwszym jest współczynnik EROEI, Zwrotu Energii wobec Energii Zainwestowanej (Energy Return on Energy Invested) – w czasach obfitości taniej energii niski EROEI zasobów jest akceptowalny, ponieważ istnieje wiele źródeł o wysokiej wartości energii netto, z których można sobie do woli czerpać.

Prowadzonych jest wiele debat na temat EROEI energii atomowej, jednakże obliczając jego wartość w odniesieniu do energii termalnej otrzymuje się niskie zwroty – 3 do 6. Nie jest to wystarczająca ilość energetycznej nadwyżki, aby wprawiać w ruch cywilizację. Warto sobie przypomnieć, iż w pierwszych latach produkcja ropy przynosiła zwrot energii netto 100 do 1 i nadal wynosi 20 do 1. Zastąpienie źródeł o niskiej gęstości energii źródłami o gęstości wysokiej wymaga autentycznej strukturalnej zmiany w obrazie społeczeństwa, jakiego oczekujesz. Nawet wyższe szacunki EROEI muszą być „dostrojone” w dół, aby uwzględniały konieczność zwiększenia bezpieczeństwa elektrowni na okoliczność „najgorszych scenariuszy”, jak chociażby uderzenie tsunami. Ponadto wiele spośród wysokich szacunków EROEI nie zawiera kosztów przesyłu energii elektrycznej, czy pełnego wydatkowania związanego z zamknięciem/demontażem atomowych zakładów.

Nawet EROEI nie stanowi głównej przeszkody – jest nią bezpośredni koszt elektrowni, finansowy i energetyczny, którego nie zdoła udźwignąć system energetyczny znajdujący się w stadium całościowego schyłku. Ten koszt wzrósł dramatycznie w dniu, kiedy zdarzyła się katastrofa w Fukushimie – i chociaż pamięć bywa krótka, budowa elektrowni odpornych długoterminowo na wyjątkowe zdarzenia zewnętrzne będzie miała swoje odbicie w ponoszonych kosztach. Nikt z nas nie może teraz powiedzieć, że warto obstawiać niskie ryzyko wydarzenia milenijnego – zmiany klimatyczne czynią wystąpienie sporadycznych, pogodowych wydarzeń milenijnych bardzo prawdopodobnymi. W pewnej mierze katastrofa w Fukushimie najzwyczajniej wymusi na nas konieczność uwzględnienia możliwych awarii i klęsk żywiołowych.

Energia nuklearna już na wstępnym etapie konstrukcyjno-budowlanym dramatycznie podbija energetyczne koszta, bardziej niż jakikolwiek inny rodzaj generowania energii – według rzetelnych danych szacunkowych elektrownie potrzebują od 12 do 20 lat, by odrobić koszty energii zainwestowanej. Inwestycja energetyczna fazy budowy jest znacznie wyższa niż w przypadku węgla, gazu naturalnego i innych źródeł energii.

Na chwilę obecną (i jest to kwestia decydująca) praktycznie KAŻDY ELEMENT wstępnych kosztów energii nuklearnej pochodzi z paliw kopalnych. Energia, która napędza gospodarkę, aby zarobić pieniądze na budowę elektrowni pochodzi z paliw kopalnych. Wydobycie uranu nie odbywa się na baterie słoneczne. Transport paliwa i pracowników, betonu i ciężkich materiałów, osłonowe systemy obudowy – wszystko zbudowane jest za sprawą gigantycznego wstępnego ładunku paliw kopalnych i „zasilanej” nimi gotówki.

Mimo iż energia nuklearna po latach zwraca energię netto, a okazywany wobec niej sprzeciw opinii publicznej być może wygaśnie, prawdopodobnie nie będzie to miało znaczenia, ponieważ społeczeństwa znajdującego się w momencie energetycznego zmierzchu, kiedy zasoby paliw kopalnych się kurczą, nie będzie po prostu stać na zainwestowanie z góry dwóch dekad energii kopalnej w budowę elektrowni. To się nie kalkuluje – tak, ostatecznie wyciągniesz więcej, ale to bez znaczenia – nie stać cię ani w sensie finansowym, ani energetycznym. Wzrost cen paliw kopalnych przekłada się na zwiększenie kosztów wstępnych jakiejkolwiek elektrowni; jednocześnie zakłóca to finansową stabilizację publicznych i prywatnych środków, które mogłyby wybudować elektrownie. Katastrofa w Fukushimie wykazała, że istnieją granice argumentowania, iż zdarzenia zachodzące raz na 100 lub 1000 lat będą zawsze omijać twoją elektrownię. Jeżeli dotychczas elektrownie nie potrzebowały 20 lat, aby wypracować zwrot energii netto, od teraz z pewnością ich potrzebują.

Ten scenariusz dotyczący energii nuklearnej jest jedynie mikrokosmosem ogólnego scenariusza rozbudowy każdej energii odnawialnej – większość sposobów jej generowania ma znacznie mniejszą wartość wstępnego wkładu energetycznego i monetarnego, ale podobnie dotyczą ich kwestie związane z nieciągłością i niską gęstością energii – kiedy musisz zbudować ogromne projekty solarne lub wiatrowe nieuchronnie zderzasz się z problemami alokacji surowców. […]

Komentarz: Wydajność energii atomowej najlepiej ilustruje następujący przykład: gdyby Chiny i Indie zechciały w ciągu 20 lat osiągnąć poziom zużycia energii Stanów Zjednoczonych, codziennie musiałyby uruchamiać trzy reaktory atomowe.

Tymczasem wybrani przedstawiciele rodzimych partii (z prawa, lewa i pomiędzy), grup interesów oraz intelektualnej elity przekonują opinię publiczną, jak bardzo elektrownia atomowa poprawi polską sytuację energetyczną.

A zapowiadany z pompą i fanfarami globalny „atomowy renesans” miał rozpocząć się 10 lat temu. Nie zmaterializował się. W USA przedłużono o 20 lat „służbę” ponad połowy ze 104 starych reaktorów.

Funduszy na likwidację elektrowni jądrowych (czyli wygaszenie reaktorów) oraz magazynowanie zużytego paliwa nuklearnego (czyli chłodzenie wypalonych prętów paliwowych) nie będzie. Zakłady zostaną zamknięte na kłódkę i pozostawione bez żadnego dozoru. Spuścizną epoki atomu będzie przetaczająca się przez glob fala radiacji.

Bloomberg BusinessStarzejące się elektrownie jądrowe: Radioaktywne i bez pieniędzy na likwidację [Bloomberg Business, 3.05.2015]

Amerykański przemysł jądrowy starzeje się. Elektrownie, niegdyś reklamowane jako źródło energii elektrycznej „zbyt taniej, by ją mierzyć”, potrzebują kosztownych modernizacji chroniących je przed terroryzmem i klęskami żywiołowymi. I chociaż trwają już prace przy pięciu nowych reaktorach, obecny rachunek ekonomiczny nie zachęca specjalnie do budowy kolejnych. Zbliża się bezprecedensowa fala zamknięć zakładów.

Zgodnie z dokumentacją Komisji Nadzoru Jądrowego (Nuclear Regulatory Comission – NRC) 82 z 117 amerykańskich elektrowni atomowych, wśród których siedem znajduje się w fazie wyłączania, nie dysponuje wystarczającą gotówką na bezpieczne zamknięcie. Likwidacja zakładów zazwyczaj kosztuje więcej, niż zakładali to operatorzy. Według oficjalnych materiałów NRC rzeczywiste koszty całkowite wynoszą około 100 miliardów dolarów – 43 miliardy więcej niż bieżący bilans funduszy powierniczych. […]

Zatem nadchodzące likwidacje mogą ciągnąć się przez dziesięciolecia i nieoczekiwanie obciążyć inwestorów, konsumentów i podatników.

Ostatnią zamkniętą elektrownią jest Vermont Yankee koncernu Entergy, położona około 130 kilometrów na północny zachód od Bostonu. 43-letni reaktor wyłączono w grudniu 2014, 17 lat przed terminem, z powodu wysokich kosztów i niskich cen gazu ziemnego. Przewiduje się, że likwidacja potrwa 60 lat i pochłonie 1.2 miliarda dolarów. Saldo funduszu powierniczego na koniec 2014 roku wyniosło 664.6 miliona dolarów. […]

„Operatorzy elektrowni zwiększyli ostatnio inwestycje w akcje i aktywa alternatywne, takie jak fundusze prywatne, hedgingowe i nieruchomości, w nadziei na wygenerowanie większych zysków,” powiedział David Emerson, konsultant w LCG Associates Inc. w Atlancie, który specjalizuje się w funduszach powierniczych. „Firmy będące własnością inwestorów kupiły więcej obiektów jądrowych i w odróżnieniu od regulowanych przepisami przedsiębiorstw użyteczności publicznej raczej nie posiadają zaplecza klientów, z którego mogliby czerpać finansowe środki,” dodał. […]

Chatham HouseRaport: Wiele systemów elektrowni jądrowych jest „niezabezpieczonych – zgodnie z założeniami projektowymi” [Ars Technica, 8.10.2015]

Badanie środków bezpieczeństwa informacyjnego ujawniło liczne problemy w cywilnych zakładach nuklearnych na całym świecie mogące uczynić je bezbronnymi w obliczu ataków na przemysłowe systemy kontroli, które potencjalnie spowodowałyby przerwy w dostawach prądu, a nawet uszkodzenia samych reaktorów.

Analiza – przeprowadzona przez Caroline Baylón, Davida Livingstone’a i Rogera Brunta z brytyjskiego zespołu eksperckiego ds. międzynarodowych o nazwie Chatham House – ustaliła, że systemy wielu elektrowni jądrowych „zgodnie z założeniami projektowymi nie posiadają stosownych zabezpieczeń”, co może wywrzeć daleko idący wpływ na świat fizyczny, w tym uwolnienie „znacznych ilości promieniowania jonizującego”. W oparciu o słabą ochronę istniejącą w wielu zakładach oraz historię dotychczasowych incydentów spowodowanych przez oprogramowanie badacze sugerują, iż wyrządzenie poważnych szkód nie wymagałoby nawet użycia wyrafinowanego programu-robaka klasy Stuxneta. […]

Tłumaczenie: exignorant

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Gospodarka, finanse, surowce i energia, Pułapka technologiczna i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.