Do Fukushimy z wyrazami miłości!

Autor: Satya Sagar

30 marca 2011

Oto idea, która w niedalekiej przyszłości zostanie uznana za prawdopodobnie najznakomitszą spośród tych sformułowanych w całym wieku XXI. I nie tylko dlatego, że będzie to najkrótsze stulecie jakim kiedykolwiek radował się na tej planecie ludzki gatunek.

Idea postuluje wysłanie wszystkich zwolenników i apologetów energii atomowej z każdego zakątka kuli ziemskiej do rozsypującego się kompleksu japońskiej elektrowni, aby pomogli zatkać wyciek z broczących nuklearną lawą reaktorów.

Czyż nie jest to pięknie mieniąca się myśl – wszyscy dzielni orędownicy atomowej energii maszerujący krokiem prężnym, by uprzątnąć pasztet zgotowany przez ich przemysł umiłowany? 100 000 promieniejących wyznawców pracujących ramię w ramię, pompujących wodę na rdzeń reaktora, przerzucających zużyte paliwowe pręty swoimi odważnymi, gołymi rękoma, absorbujący promieniowanie, które w przeciwnym razie trafiłoby do atmosfery i okrążyło ziemski glob.

Dajcie spokój moi drodzy, nie musicie dziękować. To właśnie ta chwila, na którą wszyscy czekaliście. Wasz moment chwały w pełnym słońcu – oczywiście teraz przesłoniętym urokliwą chmurą radioaktywnego jodu, cezu i plutonu. Zdaje się, że nareszcie zaczyna spełniać się wasze marzenie upieczenia całej planety i jej mieszkańców za sprawą technologii, którą niezmordowanie nazywacie „bezpieczną”, „czystą”, a ostatnio nawet „zieloną”.

Oto nadarza się szansa, by udowodnić, że wasza miłość wobec wszystkiego co nuklearne nie jest czczą, kanapową gadką. To (najwyższy) czas, by w końcu położyć kres podłym plotkom, że energia atomowa zawsze oznacza, że wytworzona za jej sprawą elektryczność rozjaśnia stylowe salony elit, a jacyś ubodzy tubylcy muszą sobie radzić z porzuconymi w sąsiedztwie radioaktywnymi odpadami.

Możecie zademonstrować całemu światu, że jesteście ulepieni z super-wytrzymałej gliny; że wasze serca pokrywa cyrkon mocniejszy od tego, który pękł w elektrowni Dai-ichi; że cudowna inżynieria, którą promujecie od wielu dekad być może raz jeszcze okazała się być wadliwą, ale stojąca za nią naukowa koncepcja niezmiennie zachwyca zdrowym rozsądkiem.

Jakże okazały i olśniewający byłby to spektakl – zastępy entuzjastów przemysłu nuklearnego z Rosji, Chin, Stanów Zjednoczonych, Indii, Japonii i innych krajów ratują świat przed kataklizmem, stawiając na szali swoje wysoko opłacane posady. Czymże są promienie gamma; przecież ich seria to nieledwie ekwiwalent komputerowej tomografii wykonywanej co pół sekundy – pomyślcie jaką niepowtarzalną stwarzają okazję do stosownej, pamiątkowej fotografii! Wyobraźcie sobie fantastyczne, prześwietlające na wskroś kadry, które moglibyśmy oprawić w ramki, kiedy będzie już po wszystkim – wasza profesja w końcu będzie obwołana najbardziej transparentną na świecie.

Macie cholerną słuszność – tych pięćdziesięciu z hakiem, pracujących za grosze, japońskich pracowników kontraktowych, którzy usiłują powstrzymać stopienie reaktorów Fukushimy, o niczym nie ma pojęcia. Wyobraźcie sobie jak brodzicie w radioaktywnej wodzie w klapkach! To po prostu zbieranina żałosnych frajerów wmanewrowanych w role nowych kamikadze na usługach industrialnego imperium Japonii. Jasne, za to co robią okrzyknięto ich „bohaterami”, ale jeżeli będą nadal tak pracować my staniemy się zerami!

Sytuacja naprawdę wymaga, by ich miejsce pilnie zastąpiła w Fukushimie obecność wszystkich wysoko wykwalifikowanych profesorów, naukowców, inżynierów i medialnych pro-atomowych wtyczek z całego świata. Wydarzenia w Japonii domagają się bezpośredniego udziału tych wszystkich, którzy wiodą sobie przytulne, dostatnie życie kupcząc energią nuklearną, jako rozwiązaniem wszystkich problemów, od globalnego ubóstwa po galopujące zmiany klimatyczne.

Pora, aby w komplecie opuścili bezpieczne parametry telewizyjnych talk-shows, w których regularnie perorują i złapali najbliższy lot do Japonii. Nie muszą czuć zażenowania pojawiając się na miejscu bez ważnych wiz – samotni chłopcy z Tokyo Electric Power Company w tych dniach nie będą mieć nic przeciwko towarzystwu pokrewnych dusz.

Możecie kolektywnie rozkoszować się myślą, że chociaż nie udało się wam dostarczyć nuklearnej energii wszystkim obywatelom Ziemi, teraz skutecznie aplikujecie każdemu z nich przyjazną użytkownikowi dawkę promieniowania. A przyszłe pokolenia z pewnością nie będą wam szczędzić podziękowań za obfitą porcję bekereli, jaką pozostawiacie im w spadku.

Klakierzy i rzecznicy nuklearnego lobby, którzy nadal odmawiają wyprawy do Fukushimy po zapoznaniu się z solidnymi argumentami, które powyżej przedstawiłam, powinni rozważyć ewentualność zaszycia się w odpowiedniej dziurze, gdzie reszta z nas już nigdy ich nie znajdzie.

Tłumaczenie: exignorant

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.