Wake Me, Shake Me, czyli wiosenne pranie wstępne

Autor: James Howard Kunstler (ClusterfuckNation)

28 lutego 2011

Przyspieszenie poczętych zdarzeń pulsuje w krajach, gdzie długo czas w miejscu sobie dreptał, a ropa – to co się z niej ostało – leży chwilowo uwięziona pod rozżarzonymi piaskami – biada wam wszystkim, futbolowe mamy! – gdy tymczasem pułkownik Kaddafi rozważa opcję Mussoliniego; to znaczy dyndanie na fortepianowej strunie wysokiego C uczepionej latarni ulicznej, aż głowa eksploduje mu jak zgniły granatu owoc. Potem poczciwy lud Libii będzie mógł zawalczyć w swoich szeregach o łupy i brzękające melodyjnie dochody naftowe jakie wódz pozostawi. W międzyczasie Hillary Clinton grymasi i dąsa się na stronie zdając sobie sprawę, jak źle wyglądałoby lądowanie piechurów US na brzegach Trypolisu (i jak bezowocnym okazać się to może). A włoskie babunie, jak śródziemnomorska kraina długa i szeroka, zastanawiają się dlaczego nie ma gazu, by podgrzać orecchiette con cime di rapa.

Strumień wiosennej odmiany biegnie bezwzględnie przez piaski Arabii, wyraźnie ku Persji, gdzie wezyrowie ajatollahów zabawiają się uranowymi centryfugami elektrowni atomowych, a 30 milionów młodych ludzi zastanawia się jak długo jeszcze pozwoli brodatym ignorantom dyktować w jak sposób winni o świcie zakładać pantalony. Mniej więcej w tym właśnie momencie nie czułbym się komfortowo stojąc obok kogoś zapalającego skręta w tej części świata.

Bez zwłoki przekonamy się, jak krucho rzeczy się mają w Królestwie Arabii Saudyjskiej, sercu naftowych wszechrzeczy. W zeszłym tygodniu Król Abdullach wykuśtykał z oddziału intensywnej terapii, aby rozprowadzić nieco gotówkowej nadwyżki pośród wzbierającej populacji, jednakże pomnijmy, iż udział jej w naftowym „dobrobycie” ostatnimi czasy zmniejszał się miarowo, ot drobna liczb kwestia. Nawet pominąwszy pospólstwo, tysiące książąt z tuzina plemion wszelakich w tle przebiera niespokojnie, czekając szamotaniny, jaka musi nastąpić po mocno już spóźnionej wyprawie Króla Abdullaha do krainy wiecznych łowów. Wzdłuż zachodniego wybrzeża Zatoki Perskiej, w dół ku Przylądkowi Afryki burzą się mroczne siły. Syczą już lonty w królestwach od Bahrainu, aż po Jemen.

Również w minionym tygodniu portal WikiLeaks ujawnił dokumenta wskazujące, iż zasobów ropy Arabii Saudyjskiej było sporo mniej, niż gwarantowali to właściciele. W zasadzie zwietrzała była to już historia, którą zmarły niedawno Matt Simmons opublikował w 2005 roku wyłącznie na podstawie stert produkcyjnych danych saudyjskich pól roponośnych. Różnica w historii WikiLeaks sprowadza się do tego, iż tym razem potwierdził ją prominent z Ministerstwa Ropy Naftowej Arabii Saudyjskiej. Możecie być pewni, że będą mieli szkopuł z utrzymaniem wskaźnika przepływu. Mogą przez parę tygodni wyprzedać trochę zmagazynowanego zapasu, ale potem świat pozna prawdę: Arabia Saudyjska znajduje się w fazie wyczerpywania i rynki naftowe zmienią się bezpowrotnie.

Nie wywarło to większego wrażenia na amerykańskiej opinii publicznej zaabsorbowanej przypadkami Charliego Sheena. Prezydent Obama chce udawać, iż amerykańskie-życie-na-kułkach będzie turlać się dalej w najlepsze. Nawet półsłówkiem nie pisnął opinii publicznej, że nadbiega czas, kiedy to benzyna będzie racjonowana za sprawą wysokich cen, parzystych i nieparzystych numerów rejestracyjnych, bądź innej metody. Choć poczciwina czarujący jest, jego nieporadność w obliczu dezintegracji rynków naftowych przejdzie do historii jako pokrewna muzycznemu solo Nerona, z płonącym Rzymem w tle.

Podczas gdy wszystkie te sprawy zmierzają ku głębszym komplikacjom, Europa konfrontuje się z nieuchronnym refinansowaniem zadłużenia, którego już dłużej refinansować się nie da i nadchodzącymi wyborami w Irlandii i Niemczech, które zapoczątkują rozwiązanie każdy-kraj-za-siebie w odpowiedzi na zadłużeniowe „potknięcia” Europejskiej Unii Walutowej – a zwłaszcza dużych europejskich banków, które może spotkać finansowe „strzyżenie” sięgające tętnicy szyjnej. Posiadacze obligacji ujrzą gest Kozakiewicza, a zamaszyste cięcia „dyscypliny fiskalnej” zabrzmią jak delikatniejsza zefirkowa jeszcze postać nawałnicy, która na dobre się rozkręci.

A tak przy okazji, przez lata wspominałem, że nadejdzie taki czas, kiedy to niektóre europejskie narody nie będą już mogły polegać całkowicie na Stanach Zjednoczonych odwalających brudną robotę na Bliskim Wschodzie celem utrzymania niezakłóconego przepływu naftowego eliksiru. Ten czas właśnie nastał. Kawiarniani leserzy z Italii, wałkonie z francuskich bulwarów oraz koneserzy wurst-kiełbas z Niemiec będą zmuszeni zmilitaryzować się i przystąpić do akcji w miejscach, gdzie amerykańscy chłopcy przez dekady krwawili w piasek. Tak po prawdzie, posiłki są mile widziane. Coś co przypomina aromatem wojnę światową nr 3 zbiera się wokół Śródziemnomorza i rozlewa w stronę Oceanu Indyjskiego. Niemieckie krążowniki już tam są, przemierzając morza nieopodal Afryki Północnej, a duch Erwina Rommla drapie się po głowie przechadzając się żwirowymi brzegami Tobruku.

Nikt nie wie, w jaki sposób ktokolwiek zdoła zapłacić za III wojnę światową, ale być może leży to w naturze historycznego gruchnięcia-zdmuchnięcia, że zakumulowany skarb pokoleń zostaje wyssany próżniowo z każdego skarbca i pazuchy, aby płonąć mógł stos – ogień to preferowany przez naturę czynnik czyszczący. Kilka biliardów kontraktów CDS skończy jako jutrzejszy Latający Holender, prześladowcza enigma przemierzająca wyziewy wieczności gotowa pewnikiem przerazić młodzików marmozetopodobnych humanoidalnych istot, które zajmą nasze miejsce na ewolucyjnej drabinie.

Najwyraźniej natura lubi raz na jakiś czas zabrać swoje twory do pralni, żeby pozbyć się brudu i detrytusu. W pełni zrozumiałe, chociaż wolelibyśmy, żeby padło na inne pokolenie. Jako Baby Boomers tak wylewnie wyrażaliśmy wdzięczność kohorcie II wojny światowej, ponieważ prawdopodobnie nie przypuszczaliśmy, że kiedyś sami będziemy musieli przejść przez coś podobnego. Nie spodziewaliśmy się niczego gorszego od sekwencji opadającej punktacji w partyjce golfa i coraz bardziej mdłych posiłków, nasze wąskie horyzonty przemieszczały się już pod opieką społeczną ku ostatecznemu randez-vous z Najwyższym. Teraz okazuje się, że przyglądamy się jak nasze wnuki wydzierają sobie resztki Amerykańskiego Snu – takiego jakim był: Chevrolety, burgery, reality-TV i wszystkie zobowiązania hipoteczne jakie tylko zdołaliśmy upchnąć w kuchennej szufladzie. Nadchodzi wiosenna pora i wszędzie obluzowują się śrubki. Daję Arabii Saudyjskiej trzy tygodnie zanim to i owo zacznie tam chodzić z dymem. Nawet Iran może zagorączkować. Planujcie domo-wakacje tego lata i zacznijcie myśleć o tym ogrodzie, ponieważ wcale nie ma pewności, że z taśmy produkcyjnej do supermarketów zjeżdżać będą babeczki Little Debbie Snack i inne niezastąpione amerykańskie wiktuały, kiedy za galon diesela policzą 10 dolarów i nasi tirowcy zostaną w domowych pieleszach, by podziwiać egzotyczne walory sióstr Kardashian. Już zaczynam głodnieć.

Tłumaczenie: exignorant

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.