Arabska rewolta: Deja vu

Autor: Dmitry Orlov

28 stycznia 2011

Tsunami protestów przelewa się przez arabski świat. Jeden skorumpowany, represyjny reżim w Tunezji został już obalony, a teraz Hosni Mubarak – człowiek Waszyngtonu w Egipcie – podejmując próbę ostudzenia zapału protestujących, którzy zdążyli już podłożyć ogień pod kwaterę główną rządzącej partii, został zmuszony do wysłania na ulice wojska. Egipt – dom połowy Arabów świata – stanowi oś, wokół której obraca się arabski świat. To co dzieje się teraz w Egipcie odbije się echem na Bliskim Wschodzie i poza nim.

Czy staniemy się wkrótce świadkami czegoś, co przypomni nam burzliwe dni roku 1989, kiedy to Europa Wschodnia zrzuciła jarzmo Moskwy? Czy Bliski Wschód stanie się Europą Wschodnią Waszyngtonu? Czy WikiLeaks stanie się waszyngtońskim odpowiednikiem „Glasnosti” Gorbaczowa przecinając pustą retorykę o wolności i demokracji; obnażając represyjność, nikczemność, tchórzostwo, korupcję, głupotę, słabość i ostateczną autodestrukcję imperialnego reżimu?

Amerykańscy liderzy zdają się dość wiernie podążać za sowiecką instrukcją imperialnej rozgrywki finałowej: kulą się nerwowo za wysokimi murami i zakluczonymi drzwiami, plądrują skarb państwa tak, jakby jutro miało już nie nadejść i oczywiście wspinają się na wyżyny sztuki łgarstwa. W każdym stuleciu pojawiają się momenty, kiedy status quo nagle staje się status quo ante. Możliwe, że właśnie teraz przeżywamy taką chwilę.

Tłumaczenie: exignorant

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.