Ostatni akt

Autor: Sandy Krolick (wersja oryginalna tekstu)

„Widmo unosi się nad Europą,” napisał kiedyś Karol Marks. Pisał te słowa w przeddzień rewolucyjnych wystąpień, które rozpoczęły się we Włoszech i Francji w 1848 roku, by wkrótce rozlać się niemalże na cały kontynent. Poza świadomością większości Amerykanów pozostaje fakt, iż Europę ponownie ogarnia rewolta, która grozi gwałtownym rozprzestrzenieniem. Kryzys finansowy, który został zapoczątkowany w Stanach Zjednoczonych i przetoczył się przez cały glob, wespół z kryzysem długu publicznego Unii Europejskiej jako jego rezultatem, rozpalił furię spętanych i zniewolonych wszędzie mas. Ludzie rozpoznali swoje zniewolenie i wskazali palcem swoich panów. Reżimy mieniące się kapitalistycznymi są dotknięte w takim samym stopniu, co socjalistyczne, komunistyczne, czy teokratyczne, ponieważ wszystkie mają tego samego właściciela.

W ślad za społecznymi niepokojami roku 2009, które ogarnęły Łotwę, Litwę, Ukrainę, Bułgarię, Montenegro, Polskę, Niemcy, Węgry, Grecję, Portugalię, Rosję i Czechy w odpowiedzi na wszelkiej maści oszczędnościowe środki zaradcze powzięte przez rządzące elity, we Francji wybuchła poważna rewolta. Podobnie jak polityczne protesty, które nastąpiły po irańskich wyborach roku 2009, miesiące protestów i ulicznych demonstracji na terenie całej Francji wykonały zwrot w stronę eskalującej przemocy i oznaki zbrojnego powstania piętrzą się nieprzerwanie. Po drugiej stronie Atlantyku nawet Kanadyjczycy oderwali wzrok od krążka, by się wściec i zorganizować protesty na spotkaniu G-20 w Toronto, które napełniłyby dumą Francuza; protesty, które sprowokowały jedną z najbardziej (pozornie) potulnych politycznych bestii do obnażenia tyrańskich kłów.

Amerykańska klasa średnia/pracująca wciąż pochłonięta jest oglądaniem tańczących cieni rzuconych na ściany swojej jaskini/więzienia; preferuje wiarę w to, co mówią jej właściciele i treserzy: wszystko będzie w porządku z ich ciasnym światkiem, pod warunkiem, że pochylą głowy i zajmą się ciężką pracą (poszukiwania zatrudnienia). Polityczni nieudacznicy pokroju Obamy mówią nam, że „Tak, my potrafimy” przetrwać ten kryzys i żebrać o skrawek Amerykańskiego Snu. Człowiek zza kulis błaga ich, by ignorowali to, na co patrzą. Mówi im, że ich świat nie doznał uszczerbku i będzie kwitł nieustającym dobrobytem. A oni posłusznie słuchają i dobrowolnie odwracają wzrok. Lecz ci spośród nas, którzy zdążyli porzucić złudzenia, nie mogą już ignorować wynurzającej się przed nami góry dowodów przeczących propagandowym zapewnieniom. Przedstawienie dobiega końca i jego finał nie będzie chlubny. Fala wymierania gatunków, globalna katastrofa zasobów wodnych, koniec taniej ropy, gospodarcze i finansowe kryzysy trawiące świat, polityczne niepokoje za granicą, które wkrótce przeleją się przez granice kraju – czy nie są to oznaki nieuchronnego rozpadu?

Nawet nasi europejscy bracia nie rozumieją siły i znaczenia tego sejsmicznego wstrząsu. Nie jest to problem fiskalny, czy ekonomiczny. Nie jest to kwestia niekompetentnego przywództwa, ani rezultat chaotycznych lub chybionych osobistych priorytetów. Jest to pęknięcie w kopule teatru Spektakl, którego inauguracja nastąpiła wraz z narodzinami historii ludzkości, samej cywilizacji. Jest to ostatni odcinek ewolucyjnej ślepej ulicy, jakim zdąża gatunek ludzki – za wszelką cenę, patologicznie poszukując wyrafinowanych narzędzi manipulacji i kontroli.

Jak ujął to proleptycznie, choć niezamierzenie wieki temu Thomas Hobbes, będzie to „Wojna wszystkich przeciwko wszystkim”. Ale nie będzie to wojna, która zgodnie z jego mylnym założeniem zdarzyłaby się pośród naszych nieucywilizowanych przodków, gdyby nie pojawił się nasz ukonstytuowany społeczny kontrakt. Jest to wojna będąca rezultatem właśnie tego kontraktu, osadzonego w zimnym i kalkulacyjnym myśleniu, a także impetu jaki nadał cywilizacji przez ostatnich sześć tysięcy lat udokumentowanej historii.

Widmo, które miał na myśli Marks to komunizm: twierdził, iż będzie on – i być powinien – rozstrzygającym i ostatecznym stadium w dialektycznym ruchu historii w stronę obywatelskiego, lecz bezklasowego społeczeństwa. Był w błędzie: eksperyment komunistyczny zakończył się klęską. Prawdziwą upiorną marą, która prześladuje nas teraz jest fundamentalnie zabójcza natura samej cywilizacji przemysłowej oraz systemy hierarchii i dominacji, które wykoncypowała i udoskonaliła, wszystkie oparte na potędze sylogizmu. Jest to logika obiektywnej nauki, zasada naszych systemów sądowniczych, racjonalność stojąca za naszymi kontraktami społecznymi, anonimowość naszej polityki obywatelskiej oraz narracyjne ramy samej historii. Właśnie ta logika wiąże nas z hierarchiami, które pracują nad tym, by opróżnić świat z jego zasobów i życia, z całej jego wartości, zastępując je bezosobowymi systemami, które daremnie próbują kontrolować i nadzorować wszystkie sprawy, dotyczące naszego gatunku i przyrody w ogóle.

Jest to nieunikniona kulminacja sześciu tysięcy lat nienaturalnej historii ludzkości, która rozpoczęła się wraz z pierwszymi miejskimi imperiami wyłaniającymi się wokół i w samym Żyznym (niegdyś) Półksiężycu Mezopotamii. Ludzie wciąż potrafią dostrzec tę zasadniczą destrukcyjność, chociaż wielu z nich stało się pustymi trybami pustoszących zhierarchizowanych instytucji – pustka wyrażona najbardziej otwarcie i bezceremonialnie w następującej formule: Jeżeli A jest B, a B jest C, wówczas A musi być C. Nie ma znaczenia, czy mówimy o kontroli nad przyrodą, czy nad naszymi gatunkowymi pobratymcami – w takim ujęciu wszyscy jesteśmy towarem wymienialnym w obrębie jedynej logiki kontroli, zbioru ocen z testów, zawodowych funkcji, rynkowych mód oraz innych obiektywnych kryteriów. W tym tkwi przyczyna naszej pustki i naszego uczucia wyobcowania, separacji od siebie nawzajem, przyrody oraz własnej natury. Poszukując kompensacji tej pustki, dążymy do nabycia innych towarów, które mają sprawić, że poczujemy się kompletnymi – telewizorów, samochodów, laptopów i innych gadżetów. Ale połyskujące auta i panoramiczne telewizory nas nie ocalą.

Ameryka jest najbardziej „racjonalnie” uplanowanym ze wszystkich współczesnych, cywilizowanych społeczeństw. Mamy więcej nauki i technologii, więcej prawników i praw, więcej więzień i więźniów, więcej baz wojskowych – w skrócie, więcej większych systemów dominacji, niż jakikolwiek inny kraj na planecie. Mamy także więcej nadzorców pieniędzy i hochsztaplerów, więcej wyścigu szczurów, więcej chorób umysłowych i więcej samotnych strzelców występujących przeciwko czemuś, co postrzegają w swoim świecie jako niesprawiedliwość. A mimo to nie przestajemy maszerować naprzód w stronę przepaści. Jesteśmy narodem ślepych zwolenników przepisów i reguł, a nie społecznością wolnych osób – jesteśmy oddani sylogizmowi bardziej niż ktokolwiek. W naszym zniewoleniu nie ma godności; staliśmy się najbardziej pustymi z ludzi.

Tym co unosi się dzisiaj nad globem jest widmo prymitywnej anarchii, dzikiej i pierwotnej tendencji zakopanej głęboko w szpiku i muskulaturze każdego zwierzęcia. Gatunek ludzki nie jest wyjątkiem i także posiada potężny instynkt ucieczki przed śmiercią. Posiadamy niepohamowaną wolę przetrzymania stworzonych w zmyślny, zimny sposób hierarchicznych systemów dominacji, które właśnie kruszeją. Jest ona anarchiczna w najszczerszym tego słowa znaczeniu: dąży do bezpańskiej egzystencji nie tylko w sensie politycznym; chce się uwolnić od tyrańskiej hegemonii narzuconej przez cywilizującą logikę sylogistycznego rozumowania. Dąży do tego, by uczynić każdą osobę, każdą interakcję, każdy moment wyjątkowym, wymykającym się klasyfikacji, otwartym na kaprys i przypadek. Poszukuje wolności w polisemii zmysłów, ciała fizycznego – nie politycznego. To widmo nie jest wyimaginowane: jest realne, jest wszędzie i ma własne widzimisię. Już nie może zostać poddane kontroli – siłą lub odwołaniem do rozsądku – i nie będzie przed nim ucieczki. Nie obchodzisz jej ty: prześladuje to, za kogo się uważasz.

Dr. Sandy Krolick czmychnął z Nowego Jorku i mieszka obecnie w Barnaul położonym w pięknym i majestatycznym regionie Altai (Rosja). Swoje doświadczenia związane z radykalną życiową zmianą opisał ostatnio w książce “Recovery of Ecstasy: Notebooks from Siberia” („Uleczenie ekstazy: Zapiski z Syberii”).

Tłumaczenie: exignorant

Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii Upadek cywilizacji i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.