Rozkwit w epoce rozpadu (część 1 & 2)

Autor: Dmitry Orlov (wersja oryginalna)

1)

Zakładam, że gospodarka Stanów Zjednoczonych ulegnie rozpadowi; proces ten już się rozpoczął i skończy swój bieg w ciągu dekady lub dłużej, z okresowymi wzlotami i spadkami odnotowywanymi tu i ówdzie, lecz z niezmiennym ogólnym kierunkiem pikowania w dół. Nie prognozuję i nie życzę sobie takiego rezultatu; po prostu uważam go za bardzo prawdopodobny. Co więcej, nie uważam go za całkowicie zły. Istnieją straszliwe aspekty aktualnego stanu rzeczy i wspaniałe aspekty środowiska post-upadkowego. Na przykład, powietrze będzie znacznie czystsze, nie uświadczy się korków ulicznych, ludzie będą mogli poświęcić mnóstwo czasu na relacje z dziećmi i ludźmi ze swojego bezpośredniego sąsiedztwa. Dzika przyroda odrodzi się. Powróci lokalna kultura. Ludzie będą zażywać więcej ruchu chodząc, przenosząc rzeczy, wykonując pracę fizyczną. Będą na skromniejszej i zdrowszej diecie. Mógłbym tak wymieniać bez końca, ale nie w tym rzecz.

Skoro podobny scenariusz wyda się niektórym ludziom niedorzeczny, chciałbym naszkicować dlaczego wydaje mi się w pełni prawdopodobny. Coraz więcej uwagi mediów masowych koncentruje się na nadciągającym kryzysie energetycznym. W tym momencie bardzo niewielu ludzi wciąż utrzymuje, że problem z zaopatrzeniem energetycznym nie istnieje zarówno w odniesieniu do gazu, jak i ropy. Prezentowany jest także punkt widzenia, coraz pilniej i bardziej przekonująco argumentowany, że możemy oczekiwać permanentnego niedoboru energii, który wywoła gospodarcze i społeczne przemieszczenia, monumentalne w swoim zakresie, które dokonają przeobrażeń wzorów codziennego życia. Obecna, nastawiona na konsumenta gospodarka ulotni się, zastąpiona przez gospodarkę samowystarczalną, charakteryzującą się sporą dozą surowego niedostatku.

Ten punkt widzenia jest zazwyczaj serwowany w rubryce ‘Peak Oil’ – globalny szczyt wszech czasów wskaźnika wydobycia konwencjonalnej ropy naftowej. Związek pomiędzy niemożnością zwiększenia produkcji poza ilość już teraz topiącą lodowce, a natychmiastową szarżą czterech jeźdźców apokalipsy, nie jest oczywisty. Ale najwyraźniej amerykańska (i światowa) gospodarka jest czymś na kształt piramidy finansowej, opartej na niczym oprócz wiary w potencjał wzrostu, a istnieć może nadal jedynie pod warunkiem, że stale się rozrasta, wysysając coraz więcej surowców – zwłaszcza energii. Nawet niewielki niedobór energetyczny wystarczy, by jej zaszkodzić. Zatem to nie ‘Peak Oil’ jest najpoważniejszym problemem, tylko głupie mniemanie, że nieskończony wzrost na skończonej planecie jest możliwy. Rozpad może nastąpić, kiedy przekroczone zostanie jedno z wielu pozostałych fizycznych ograniczeń – woda pitna, powietrze, ziemia uprawna i tak dalej – tak więc ograniczenie utrzymywanej produkcji ropy jest zaledwie jednym z wielu ograniczeń wzrostu.

Nie odczuwam potrzeby argumentowania nieuniknionego i permanentnego kryzysu energetycznego, nie tylko dlatego, że inni zrobili to już dość sugestywnie, lecz także z uwagi na to, że wiązałoby się to z wdawaniem się w dyskusję z osobami, które ograniczają się do wykrzykiwania sloganów. Slogany, które słyszy się najczęściej obejmują upraszczający: “Jest mnóstwo ropy!”, ideologicznie uwsteczniony: “Wolny rynek nam dostarczy!”, nieco bardziej zniuansowany, acz technologicznie niemożliwy: “Technologia nam dostarczy!”, nieustannie wypełniony nadzieją i nierealistyczny: “Znajdą się inne źródła energii!” Jest nawet w tym zestawie krzepiąco irracjonalny “Ludzie już wcześniej mówili, że ropa się skończy i mylili się!” powtarzany bez końca przez Daniela Yergina, historyka ropy, który jest przekonany, że historia powtarza się bez końca, nawet historia wydobycia zasobów nieodnawialnych. Powierzchowne poglądy tej maści pozostaną popularne jeszcze przez jakiś czas, ale czuję, że już teraz można je zacząć ignorować.

Wypada tu nadmienić, że większość z nas wolałaby pozostać błogo nieświadoma jakichkolwiek i wszystkich podobnych dyskusji oraz koncepcji, obierając za cel swoich trosk tematy niosące mniejszą ewentualność osłabienia naszego libido. Świadomość tematów globalnej wagi z pewnością nie jest przymusowa, a może nawet okazać się niepożyteczna. Po cóż zamartwiać się katastrofami, którym nie jesteśmy w stanie zapobiec? Dlaczego nie rozkoszować się dniem w pełnym słońcu i niech się dzieje co chce? Poza tym duże grupy ludzi mogą być niebezpieczne, kiedy wpadają w panikę, więc nie chcę paniki wywoływać.

A jeśli chodzi o garstkę tych z nas, którzy są zatroskani – mam do przekazania wiadomość budującą, ponieważ wierzę, że każdy z nas jest w stanie w pewnym zakresie sprawować kontrolę nad swoim losem. Zatem jeżeli potrzebujesz pomocy przy przemyśleniach z pozytywnym nastawieniem, czytaj dalej. Jeżeli nie, nie przejmuj się nadmiernie. Zamiast lektury niniejszego tekstu podbuduj się przejażdżką samochodową, wybierz się na zakupy do galerii handlowej lub utnij sobie drzemkę. Bądź pewna / pewny, że oddajesz się dobrym zajęciom, zwłaszcza w przypadku drzemki. Poza strapieniem z powodu kwestii globalnej wagi, wiele innych nieprzyjemnych ewentualności może spowodować twoje przedwczesne zejście – od ich markotnego przegryzania powinieneś podobnie stronić. Twój udział w tym programie jest opcjonalny.

Pierwszym krokiem programu jest uznanie, że tym co majaczy na horyzoncie jest gospodarczy rozpad – gospodarka, o której zwykłeś myśleć w określony sposób, przestanie spełniać twoje potrzeby. Nie usłyszysz o tym w wieczornych wiadomościach, w sklepowych witrynach nie zawisną tabliczki z napisem “Zamknięte z powodu gospodarczego krachu”. Tradycyjny ekspertów panel będzie na podorędziu; orzeknie, iż dobrobyt jest tuż za rogiem, zaordynuje to lub tamto krótkoterminowe panaceum, które, kto wie, może nawet przynieść chwilową poprawę.

Gospodarka ulega rozpadowi kolejno – osoba po osobie, rodzina po rodzinie, społeczność po społeczności. Najpierw wyparowują marzenia: przyszłość zaczyna wyglądać gorzej niż teraźniejszość i coraz bardziej niepewnie. Następnie ludzie zmuszeni są znosić coraz większe upokorzenia i niedostatki, które są skłonni akceptować jako osobiste porażki. Wynikły stres powoduje, że doświadczają rozmaitych fizycznych i psychologicznych symptomów. Nasza duma, nasze przyzwyczajenia, oczekiwania oraz brak gotowości do adaptacji może zabić nas szybciej niż fizyczny trud. Ostatecznie coś musi ustąpić i nawet jeżeli codzienność nie staje się łatwiejsza, pewnego ranka budzimy się i przekonujemy, że nie tylko życie dookoła nas zmieniło się nie do poznania, ale każdy, kogo spotykamy, dostrzega, że czasy się zmieniły. Dociera do nas, że nie ma to charakteru osobistego – czujemy się lepiej.

Sądzę, że mam stosowne kwalifikacje, by pisać na ten temat, ponieważ miałem okazję bezpośrednio obserwować gospodarczy upadek. Część swojego dorastania odbyłem w Związku Radzieckim, resztę w Stanach Zjednoczonych. Odwiedzałem Rosję wielokrotnie, podczas podróży osobistych i zawodowych, w czasie Pierestrojki, późniejszego upadku i chudych lat 90-ych. Czuję się w równym stopniu swojsko i okazjonalnie obco w obu tych miejscach. W odróżnieniu od innych rosyjskich emigrantów, na oczach których dokonywał się rozpad, byłem tymi doświadczeniami zafascynowany – nie były one traumą, którą próbowałem wymazać z pamięci, jak czynili to inni. Poza tym w odróżnieniu od innych emigrantów wiem sporo na temat Stanów Zjednoczonych, ich społeczeństwa i gospodarki, dostrzegam ich nieszczęsne słabości i obchodzi mnie to, co się tutaj dzieje. Kiedy spoglądamy z niepokojem w nieznane, użytecznym jest mieć za przewodnika kogoś, kto już tam był. Skoro żaden taki przewodnik nie jest pod ręką, musi wystarczyć ktoś, kto odwiedził miejsce mgliście podobne.

Transport

W Stanach Zjednoczonych główne zastosowanie ropa znajduje w transporcie. Kiedy kryzys będzie już w toku, dostępność transportu towarów jak i osób będzie o wiele mniejsza, spotęgowana brakiem infrastruktury transportu publicznego. Produkt Krajowy Brutto Stanów Zjednoczonych okazuje się być ściśle proporcjonalny do liczby przejechanych mil, co sugeruje, że duże redukcje w dostępności transportu przełożą się na podobną w swym zakresie redukcję wielkości całej gospodarki. Po kilku latach drogi i mosty popadną w ruinę, co uczyni przemieszczanie się wolniejszym i trudniejszym nawet kiedy można będzie znaleźć paliwo na przejazd. Ludzie będą zmuszeni do pozostania w danym miejscu przez dłuższy czas, odbywając prawdopodobnie sezonowe migracje, wykorzystując wszystko, czym dysponują w bezpośrednim sąsiedztwie.

Aby przekonać się, jak to wpłynie na ciebie, musisz zrezygnować z jazdy autem; nie redukuj czasu spędzonego za kierownicą, ale sprzedaj swój samochód i zaprzestań regularnej jazdy. Jeżeli zmusi cię to do zmiany miejsca zamieszkania, lub pracy, powinieneś zrobić to już teraz. Zostaniesz do tego zmuszony, kiedy inni będą próbować zrobić to samo. Sprzedałem swój samochód kilka lat temu i moje życie uległo poprawie, nie pogorszeniu. Dystans z pracy do domu pokonuję rowerem. Jestem w bardzo dobrej kondycji fizycznej, ponieważ jeżdżę godzinę dziennie; oszczędzam więcej niż dawniej, ponieważ nie ponoszę kosztów utrzymania auta. Jeżeli masz dzieci, które dojeżdżają do szkoły autobusem, załóż, że transport nie będzie już dostępny. Może zdołasz zaaranżować edukację domową lub znaleźć inną szkołę, do której dzieci zdołają dojść, bądź dojechać rowerem.

Żywność i ubranie

Społeczeństwo konsumenckie jest wciąż podparte relatywnie tanią i dostępną energią oraz faktem, że Chińczycy oraz inne narody nadal są skłonne przekazywać towary na kredyt. Kredyt ten jest zabezpieczony obietnicą przyszłego gospodarczego wzrostu w Stanach Zjednoczonych, który już teraz jest okrawany coraz wyższymi cenami energii. W związku z tym kryzys energetyczny w swoim czasie przełoży się na kryzys dóbr konsumenckich.

Dlatego w ramach swojego ćwiczenia załóż, że każdy supermarket i dom handlowy zwinął swój interes, doprowadzony do bankructwa wysokim kosztem (i ograniczoną dostępnością) oleju napędowego, elektryczności i gazu naturalnego. Rób zakupy tylko na lokalnych rynkach warzywnych, w małych okolicznych sklepikach spożywczych oraz sklepach z produktami używanymi. Kupuj jak najmniej nowych rzeczy: dokonaj selekcji – wyrzuć, co się już wypracowało, a resztę napraw. Naucz się hodować lub zbierać przynajmniej część swojej żywności. Jeżeli nie życzysz sobie przejścia na dietę ściśle wegetariańską, hodowla kurczaków i królików nie jest szczególnie trudna. Ażeby nabyć produkty podstawowe takie, jak ryż, kupuj je w większej ilości u emigrantów prowadzących małe sklepiki – możesz być pewny, że będą funkcjonować nawet po tym, jak znikną supermarkety.

Schronienie

Jeżeli twoja dzierżawa lub hipoteka wymaga, byś pracował w pełnym wymiarze godzin na jej spłatę, znajdź sposób na zmianę swojej sytuacji mieszkalnej na taką, którą będziesz w stanie utrzymać nawet wtedy, kiedy nie będzie już pracy. Jeżeli możesz spieniężyć kapitał własny i zakupić miejsce, które jest mniejsze, ale które możesz posiadać na własność bez zastawu i prawnych komplikacji związanych z kwestią własności, uczyń to.

Zwróć szczególną uwagę na ewentualne trudności z ogrzaniem tego miejsca; nie zakładaj, że olej opałowy, gaz naturalny lub duże ilości drewna będą łatwo dostępne lub niedrogie. Przyjrzyj się dobrze swoim sąsiadom. Czy są to ludzie godni zaufania, których znasz względnie dobrze? Czy pomogą ci? Nie zakładaj, że ochrona policyjna i służby ratownicze będą aktywne przez cały czas. Jeżeli mieszkasz na obszarze, który w przeszłości był miejscem konfliktów etnicznych, czy możesz być pewien, że uda ci się znaleźć wspólny język i pogodzić z każdym, nawet z ludźmi, których kultura, pochodzenie diametralnie różni się od twojej?

Przemyśl gdzie mógłbyś uciec – jeżeli sytuacja w głównym miejscu zamieszkania stanie się nieznośna – na stałe lub na pewien czas. Twoje rozwiązania mogą być proste, od chociażby kanapy u przyjaciela, pola namiotowego wynajmowanego w sezonie, przez jakiś znany ci skrawek ziemi, gdzie możesz się rozbić, opuszczone gospodarstwo, aż po alternatywny kwaterunek w innej części świata, gdzie możesz się przenieść.

Lekarstwa

Jeżeli masz lub przewidujesz ważne, trwałe potrzeby medyczne, pozostanie w Stanach Zjednoczonych nastręczy wyjątkowych problemów; mógłbyś nawet wziąć pod uwagę poszukanie schronienia w jednym z wielu krajów, które zapewniają podstawową i doraźną opiekę medyczną całej populacji. Stany Zjednoczone są bardzo szczególnym przypadkiem pod tym względem, że uczyniły podstawową medycynę nastawionym na zysk przemysłem, a nie służbą społeczną. System “opieki” lekarskiej stał się pasożytem – nadmuchanym i nieefektywnym. Lekarze są obciążeni niedorzecznymi przepisami i finansowymi zobowiązaniami.

W kwestii medycyny, prawie każdy kraj na świecie będzie lepszy od tego, który wypełniają bezrobotni specjaliści medyczni, konsultanci ubezpieczeniowi i eksperci od billingu medycznego. W Belize, dość biednym państwie, natychmiastowej i doskonałej darmowej pomocy medycznej udzielił mi kubański lekarz. W Stanach, w podobnych okolicznościach, musiałem czekać 8 godzin w izbie przyjęć, potem przyjął mnie niewyspany internista, który wybazgrolił mi receptę na coś, co jest dostępne bez recepty prawie na całym świecie. Następnie wynikła trwająca wiele miesięcy papierkowa batalia pomiędzy szpitalem i towarzystwem ubezpieczeniowym o to, czy szpital może poza opłatą za wizytę w izbie przyjęć pobrać należność za wizytę u lekarza. Najwyraźniej w izbach przyjęć w USA wizyta u lekarza jest opcjonalna.

Możesz przedsięwziąć określone kroki, aby uniknąć przymusu uzależnienia od systemu medycznego. Rób, co tylko  możesz, by pozostać w dobrym zdrowiu – wysypiaj się i ćwicz, unikaj zbędnego stresu. Wystrzegaj się żywności przetwarzanej i fast foodowych “delicji”. Jeżeli nie czujesz się dobrze, zamiast szpikować się medykamentami i bezwzględnie przestrzegać reżimu terminów i zobowiązań, odpoczywaj długo. Jeżeli twoje życie nie jest zagrożone, staraj się radzić bez konserwacyjnej diety lekarstw na receptę, mając na względzie to, co się wydarzy, kiedy dostęp do nich utracisz. Zadbaj o sporządzenie testamentu życia, który pozwoli twojej rodzinie sprawować kontrolę nad twoją opieką lekarską. Poszukaj alternatywnych leków przynoszących symptomatyczną ulgę przy drobnych dolegliwościach.

2)

Pieniądze

Przez kilka już dekad dolar amerykański zdołał utrzymać swą wartość w obliczu coraz większych handlowych i fiskalnych wahań równowagi głownie ze względu na to, że jest to waluta używana przez większość państw świata przy zakupie ropy. Inne kraje są zmuszone eksportować swoje produkty do Stanów Zjednoczonych, ponieważ tylko w ten sposób mogą zgromadzić dolary niezbędne do nabycia ropy. Spowodowało to nieustający napływ gotówki do Skarbu Państwa USA. Ten stan rzeczy dobiega końca: w miarę jak coraz więcej państw wydobywających ropę znajduje alternatywne sposoby prowadzenia interesów ze swoimi kontrahentami, wymieniając ropę na euro lub żywność, wartość dolara ulega erozji. Kiedy wartość dolara spadnie, ceny z zawrotnie rozrastającej się listy niezbędnych produktów importowanych pójdą w górę, zwiększając inflację. W pewnym punkcie inflacja zacznie karmić się sama sobą i wywoła hiperinflację.

Jeżeli natychmiast pomyślałeś, “Hiperinflacja w USA? Niemożliwe!”, nie jesteś w tej reakcji osamotniony. Mrowie ludzi ma kłopot z dopuszczeniem myśli o możliwości hiperinflacji, wśród nich także ekonomiści. Hiperinflacja, jak mówią, wymaga, by rząd wyemitował kolosalną ilość pieniędzy, czego jako dobry, rozważny rząd, po prostu nie uczyni. Lecz rząd ów tonie w deficycie i zrobi to, co zdesperowane rządy robią zawsze w takich razach: zamiast ogłosić niewypłacalność wybierze opcję nadmuchania swojego długu, ażeby zachować przynajmniej część zdolności wydawania w obliczu kruszącej się podstawy podatkowej i wysuszonego kredytu zagranicznego. Ludzie Fed-u (Rezerwa Federalna) muszą w końcu czymś się pożywić.

Alan Greenspan, szef Fed-u, wyraził punkt widzenia, że skoro wydatki na ropę stanowią tak mały procent w całościowym obrazie gospodarki, zwiększone ceny ropy będą miały nań wpływ niewielki, i oczywiście ma rację. Jednakże jestem nieco zaniepokojony mniejszą ogólną ilością ropy, bez względu na cenę, ponieważ rezultatem tego byłaby osłabiona aktywność gospodarcza. Chciałbym, ażeby pan Greenspan uspokoił mnie w następującej kwestii, W jaki sposób skurczona narodowa gospodarka zdoła utrzymać gigantyczny narodowy dług? A tak przy okazji mam pewien pomysł na remedium: dodruk pieniędzy.

Inni, którzy wątpią w nieuniknione nadejście hiperinflacji, wskazują na słabość związków zawodowych i wnioskują, że pracownicy w Stanach są zbyt mizernie zorganizowani, by kolektywnie się targować i zabezpieczyć regulacje kosztów utrzymania, które popchnęłyby gospodarkę wzdłuż inflacyjnej spirali. Ludzie ci zdają się sądzić, że pracownicy jakimś sumptem będą w stanie kontynuować pracę nawet kiedy ich cała pensja zniknie – wydana na paliwo przeznaczone na codzienną jazdę. Przypominają mi oni przysłowiowego rolnika, który szkolił konia, by przestał jeść – prawie mu się powiodło, ale zwierzę niestety padło. Ci, którzy mają robotę do wykonania będą zmuszeni uczynić podobne rozwiązanie fizycznie możliwym.

Jest w tym kraju mnóstwo ludzi – znajdujących się bliżej szczytu gospodarczego łańcucha pokarmowego lub odnoszących wrażenie, że tam są – którzy wypłacą sobie jakąkolwiek wymaganą kwotę, przyznając sobie oraz tym, od których lojalności muszą zależeć, taką regulację kosztów utrzymania, jaką uznają za konieczną. Będą tak postępować aż zbankrutują. Ze względu na tak nierównomierną dystrybucję zasobów (bogactwa) działania tych ludzi mają nieproporcjonalnie duży wpływ ogólny.

I wreszcie istnieje znaczna grupa ludzi, którzy sądzą, że w podobnych kwestiach powinni decydować ekonomiści. Zdecydujcie sami: w marcu 1999 roku magazyn “Ekonomista” (“The Economist”) opublikował artykuł zatytułowany, “Tonąc w ropie”. W grudniu tego samego roku redakcja była zmuszona zamieścić jego sprostowanie. Ekonomiści zaczynają wyglądać komicznie: ich zdolność prognozowania stale demaskowana jest jako wyjątkowo wątła. Co więcej, cała dyscyplina ekonomii zaczyna być pozbawiona znaczenia, ponieważ jej głównym zagadnieniem jest charakteryzowanie systemu – gospodarki wzrostu opartej na paliwach kopalnych – który właśnie znajduje się w stadium rozpadu.

Prawdopodobnie trudność pogodzenia się z taką możliwością wynika z historii i kultury, a nie z ekonomii. W odróżnieniu od Rosjan, czy Niemców, których pamięć historyczna mieści jeden lub dwa epizody hiperinflacji, trudno jest Amerykanom wyobrazić sobie egzystowanie w czasach, kiedy ich pieniądze są warte mniej, niż papier toaletowy. Jednakże wypadki wystąpienia takich warunków są znane. Oszczędności ulatniają się niczym eter. Ludzie, którzy nadal odbierają wypłaty lub emerytury, szybko spieniężają czeki i robią co mogą, by niezwłocznie zakupić rzeczy potrzebne do przetrwania, zanim ceny powtórnie wzrosną.

Są pewne kroki, które można przedsięwziąć, by przygotować się do życia bez pieniędzy. Przez pewien czas możesz nie mieć żadnego dochodu lub będzie on tak mizerny, że nie wystarczy nawet na jeden posiłek dziennie, dlatego przekonaj się jakiej minimalnej kwoty potrzebujesz, by pozostać aktywnym i zdrowym. Naucz się polegać na rodzinie, przyjaciołach i znajomych. Dowiedz się, co możesz od nich uzyskać i co jesteś w stanie zaoferować w zamian.

Prawdopodobnie najistotniejsze jest, byś założył, że twój dochód emerytalny, rządowy czy prywatny, we odpowiednim czasie będzie bliski zeru i należy poczynić inne przygotowania z myślą o wieku podeszłym. Jeżeli masz dzieci zacznij już teraz im schlebiać – będziesz potrzebował ich pomocy, żeby przetrwać w okresie uwiądu. Jeżeli dzieci nie masz, pomyśl o rodzicielstwie, zaadoptuj jedno lub dwoje. Jeżeli nie masz i nie chcesz mieć dzieci, upewnij się, że masz dobrych, młodszych od siebie przyjaciół.

Dla każdego układu wymagającego pieniędzy, postaraj się obmyślić układ alternatywny, który nie wymaga pieniędzy. Na przykład, jeżeli płacisz opiekunce do dziecka, postaraj się znaleźć taką, która chętnie popracuje w zamian za lekcje. Jeżeli płacisz czynsz znajdź pozycję opiekuna-dozorcy, gdzie zapłacisz swoja pracą. Jeżeli płacisz za żywność, zacznij hodować własną.

W miarę jak będziesz uczył się egzystować z coraz mniejszą ilością pieniędzy, niechybnie przekonasz się, że system pieniężny działa na twoją niekorzyść. Jeżeli masz dług, coraz trudniejszym staje się dokonywanie wpłat. Jeżeli posiadasz nieruchomość, coraz trudniejszym staje się odprowadzanie podatków. System pieniężny konsumuje część wszystkiego, co robisz. Jednakże jest to faktem tylko wtedy, kiedy twoje relacje ekonomiczne są zmonetaryzowane – jeżeli mają wartość monetarną i wymagają wymiany pieniędzy. Redukując swoją zależność od gospodarki pieniężnej, będziesz musiał wynaleźć sposoby, aby odmonetaryzować życie swoje oraz egzystencję otaczających cię ludzi.

Oszczędności i własność osobista mogą zostać przekształcone na zapas towarowy ludzkich relacji, które następnie inicjują oparty na wzajemności przepływ podarunków i przysług – skuteczny, prywatny i skrojony według osobistych potrzeb. Wymaga to nastawienia / mentalności całkowicie odmiennej od tej kultywowanej przez społeczeństwo konsumenckie, które dąży do standaryzacji i zredukowania wszystkiego, z relacjami międzyludzkimi włącznie, do paradygmatu klient-obsługujący, w którym to pieniądze płyną w jednym kierunku, a produkty i usługi w przeciwną stronę. Klient A otrzymuje tę samą rzecz, co klient B, w tej samej cenie.

Jest to wyjątkowo niewydajne z osobistej perspektywy. Zasoby są trwonione na nowe produkty, podczas gdy używane mogą służyć równie skutecznie. Wszyscy zmuszeni są radzić sobie korzystając z przeciętnych artykułów prosto z półki, które zaprojektowane są z intencją planowanej zbędności –  rychłego wyjścia z użycia – i nie odpowiadają ich potrzebom tak, jak te wykonane według określonych potrzeb. Wyrób towarowy może być wyprodukowany po przeciwnej stronie planety, podczas gdy ten zamówiony najpewniej zostałby wykonany lokalnie, zapewniając pracę tobie oraz ludziom z miejscowej społeczności. Jest to wydajne w zestawieniu z czerpaniem zysków i koncentracją majątku przy jednoczesnym uszczuplaniu surowców naturalnych i niszczeniu środowiska. Jednakże nie taką wydajnością powinieneś zaprzątać sobie głowę: nie leży to w twoim interesie.

Zatem tak wygląda właściwa postawa wobec gospodarki pieniężnej. Powinieneś wyglądać na kogoś bez grosza i znacznego mienia. Ale powinieneś mieć dostęp do środków takich jak żywność, lekarstwa, schronienie, praca, a nawet pieniądze. To, co zrobisz z pieniędzmi pozostaje twoją sprawą. Na przykład możesz je najzwyczajniej zapodziać, jak czynią to wiewiórki z orzechami i żołędziami. Albo możesz zamienić na wspólną własność w tej lub innej postaci. Powinieneś unikać inkasowania wynagrodzenia, ale powinieneś przyjmować podarunki i oczywiście oferować je w formie rewanżu. Nie powinieneś nigdy pracować za pieniądze, lecz zawsze życzliwie ofiarować swój czas i wysiłek. Powinieneś posiadać minimum własności, lecz wiele dzielić z innymi. Rozwinięcie takiej postawy jest trudne, ale kiedy ję wypracujesz, życie staje się tak naprawdę lepsze. Co więcej, adaptacja takiej postawy czyni cię odpornym na gospodarczy upadek.

Prawo

Amerykański wymiar sprawiedliwości foruje wykształconych, korporacje i bogaczy, nieuczciwie wykorzystując osoby niewykształcone, zwykłych obywateli i biednych. Niemalże każde prawne powikłanie może być rozwiązane przemyślanym zaaplikowaniem pieniędzy, a prawie każda szamotanina z prawem może zakończyć się finansową karą lub nawet więzieniem w przypadku obywateli zmuszonych do korzystania z usług obrońców z urzędu.

Wiele ludzi trwa w naiwnej wierze, iż kryminalistą jest ktoś, kto popełnia kryminalny czyn. Nie jest to prawdą, przynajmniej nie w amerykańskim wymiarze sprawiedliwości. Tutaj przestępcą jest ktoś, kto został oskarżony o popełnienie kryminalnego czynu i uznany winnym. To, czy osoba ta w istocie popełniła ów czyn jest nieistotne: świadkowie mogą kłamać, dowody można sfabrykować, ławę przysięgłych poddać wyrafinowanej manipulacji. Osoba, która popełniła czyn przestępczy, ale nie została osądzona lub w wyniku procesu doczekała się oczyszczona z zarzutów, nie jest kryminalistą, a każdy kto śmie nazwać ją przestępcą dopuszcza się zniesławienia.

Dlatego w trybach amerykańskiego wymiaru sprawiedliwości popełnienie przestępstwa i uniknięcie kary jest zasadniczo identyczne z czystym kontem nieposzlakowania. Majętni klienci mają prawników, którzy stale testują, a kiedy jest to możliwe poszerzają granice legalności. Korporacje mają całe armie prawników, którzy prawie zawsze wygrywają z jednostkami. Ponad to korporacje używają swoich politycznych wpływów, by promować stosowanie faworyzującego ich wiążącego arbitrażu jako sposobu rozwiązywania sporów.

W kontekście takiego stanu rzeczy beznadziejnie naiwną jest postawa każdego, kto myli legalność z moralnością, etyką, czy sprawiedliwością. Powinieneś zawsze postępować w sposób legalny, ale takie postępowanie niekoniecznie uratuje cię przed więzieniem. Obrany sposób postępowania legalnego pozostaje kwestią rozstrzyganą pomiędzy tobą i twoim sumieniem, bogiem lub prawnikiem, jeżeli akurat takiego posiadasz, a sprawiedliwość jest cnotą antyczną. Tego rozróżnienia nie uświadamia sobie garstka ludzi: większość z nas posiada poczucie sprawiedliwości oraz osobne rozumienie tego, co uchodzi za legalne i co może nam ujść na sucho.

Amerykański wymiar sprawiedliwości w obecnym kształcie jest luksusem, a nie koniecznością. Jest korzystny dla tych, których nań stać, a niekorzystny dla ubogiej reszty. Przy stale rosnącej liczbie osób, które przekonują się, że nie są w stanie wyasygnować wymaganej kwoty, by zapewnić sobie korzystny rezultat postępowania sądowego, rzesza ludzi zacznie postrzegać ów aparat nie jako wymiar sprawiedliwości, ale jako narzędzie ucisku i nauczy się go unikać, a nie szukać w nim oparcia. Jak ucisk stanie się normą w pewnym momencie pozór służenia sprawiedliwości zostanie porzucony na rzecz znacznie prostszego, efektywnego, usprawnionego systemu społecznej kontroli, najprawdopodobniej opartego na zasadach stanu wojennego.

Znane są przykłady, kiedy to ludzie dość szczęśliwie radzili sobie bez pisanego prawa, prawników, sądów i więzień. Społeczeństwa zawsze inspirowały ewolucję pojęcia tego, co jest zabronione i znajdowały sposoby karania tych, którzy dopuszczali się wykroczeń. Pod nieobecność oficjalnego wymiaru sprawiedliwości ludzie generalnie stają się ostrożniejsi we wzajemnych relacjach, ponieważ nadepnięcie komuś na odcisk może doprowadzić do pojedynku lub skłonić do wendety, a z uwagi na absencję zakładów penitencjarnych, kary mają w zwyczaju przybierać drakońską formę obejmując rekwirowanie dobytku, wygnanie, czy nawet śmierć, których intencją jest odstraszanie i neutralizacja, nie zaś ukaranie. Kiedy pojawiają się spory można odwołać się do świeckich mediatorów lub rad, aby pomogły w ich rozstrzygnięciu.

Przejście do mniej energochłonnego systemu prawoznawstwa bez wątpienia będzie dość burzliwe, ale istnieje coś, czego możemy być pewni: egzekwowalność wielu praw stanie się faktem już na samym początku. Taki rozwój wydarzeń, przy uwzględnieniu naszej definicji tego, co uznajemy za przestępcze, de facto zdekryminlizuje wiele typów zachowań, tycząc nowe, względnie bezpieczne szlaki legalnego zachowania na użytek całej rzeszy ludzi, tworząc nowe korzystne sposobności rozważnym i prowokując głupich i nikczemnych.

Ze względów bezpieczeństwa byłoby wskazane, żebyś zdystansował się od systemu prawnego i w stopniu osiągalnym odnalazł własną sprawiedliwość. W ramach wprawki przeanalizuj każdą ze swoich relacji opartą na kontrakcie, najmie, wekslu, bądź innym instrumencie prawnym i poszukaj sposobów zastąpienia jej związkiem bazującym na zaufaniu, wzajemnym szacunku i dobrze wspólnym. Zastanów się nad rozwiązaniami, które umożliwią funkcjonowanie tych relacji w kontekście przyjaźni i rodzinnych więzów.

Aby zapewnić sobie ochronę przed brutalnym sponiewieraniem przez system, którego degeneracja przybiera postać ucisku, spróbuj utkać wokół siebie gęstą sieć nieformalnych współzależności, gdzie każdy konflikt, czy niezgoda może zostać wygaszona zanurzeniem w stale powiększającym się gronie zainteresowanych stron – każda z nich żarliwie dążąca do rozwiązania pokojowego, powstrzymania eskalacji wykraczającej poza zamknięty krąg. Kiedy podejmujesz próbę mediacji w sporach, nie ustawaj w dążeniu do bezstronności i pozwól kierować się raczej mądrością własną i poczuciem sprawiedliwości, niż prawami, zasadami, czy precedensami, które będą marnym przewodnikiem w zmieniających się czasach.

Omówiłem kwestie podstawowe. Zakładam, iż wielu czytelników uważa, że opisane realia, o ile w ogóle tak bardzo się pogorszą, to dość odległa przyszłość. Oczywiście można swobodnie tak sądzić. Niebezpieczeństwo polega na tym, że przegapicie okazję, by przystosować się do nowej rzeczywistości przed czasem i znajdziecie się w pułapce. Z mojej perspektywy widzę wybór: możecie zaakceptować klęskę sytemu już teraz i stosownie skorygować kurs swojego życia lub możecie zdecydować, że zachowacie dotychczasowy kurs – prawdopodobnie będziecie później zmuszeni zaakceptować swoją klęskę indywidualną.

Niektórzy z was mogą być przerażeni przyszłością, jaką opisałem. Nic dziwnego. Nikt z nas nie jest w stanie nic zrobić, by zmienić tor, po którym się toczymy: to gigantyczny system z niewiarygodną inercją, a podjęcie próby zmiany jego kierunku przypomina próbę zmiany kierunku huraganu. Jedyne co możemy zrobić to przygotować siebie samych, siebie nawzajem, głównie przez zmianę naszych oczekiwań, naszych preferencji i redukcję naszych potrzeb. Może to oznaczać, że ominie nas jakaś ostatnia, niepewna uciecha. Z drugiej strony zmieniając się w kogoś, kto może mieć większą szansę na adaptację w nowych warunkach, będziesz w stanie dać sobie i innym sporą nadzieję, która w przeciwnym razie nie mogłaby zaistnieć.

tłumaczenie: exignorant

Ten wpis został opublikowany w kategorii Poza nadzieją i oznaczony tagami , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.