Uzależnienie od paliw kopalnych i tożsamość

Autor: Scott Brown

30 sierpnia 2010

Pewnie jak każdy chciałbym postrzegać katastrofę w Zatoce Meksykańskiej jako ostateczną pobudkę niezbędną, by odsunąć nasze społeczeństwo od ropy i pozostałych paliw kopalnych. Jednym z prawdopodobnych rezultatów tej tragedii będzie wzrost nakierowanego na ten cel aktywizmu. Jednakże jeżeli za miarodajną wskazówkę można uznać doświadczenia ostatnich 40 lat ochrony środowiska naturalnego, transformacja będzie zbyt wolna i zbyt spóźniona, a rozpad znanej nam cywilizacji będzie trwał sobie dalej. Dlaczego? Ponieważ w kulturze ochrony środowiska i w społeczeństwie w ogóle, nieobecna jest niezwykle istotna składowa równania. Można ją określić jednym słowem: psyche (jak w pojęciu psychologiczny). Jest to słowo, którego często się nie słyszy. A pod wieloma względami jest to najważniejsze słowo świata.

Słowo psyche pochodzi z Greki i oznacza “ducha” lub “umysł” albo “tchnienie życia”. Nasze uzależnienie od ropy jest fenomenem psychologicznym. Korzenie tego uzależnienia prowadzą bezpośrednio do naszego procesu myślowego, naszych najgłębszych przekonań o tym kim jesteśmy, czym jest świat i jak mamy w tym świece funkcjonować. Dla większości z nas, ludzi Zachodu, nasz światopogląd i fundamentalne przekonania obejmują: uprawnienie, wyższość i uczucie oddzielenia od siebie nawzajem i przyrody. To co nasyca te przekonania jest nieuświadomione. Fundamentalne przekonania są “fundamentalne” właśnie dlatego, że formują się we wczesnych latach naszego życia, na długo przed uaktywnieniem racjonalnych aspektów mózgu. Tworzą nasze najbardziej podstawowe cechy osobowości oraz nawyki. Nad fundamentalnymi przekonaniami można popracować, ale wymaga to świadomości, czasu i energii.

To nasze myślenie stworzyło kryzysy, z którymi konfrontujemy się dzisiaj – środowiskowy, ekonomiczny i społeczny. Nie wydarzyły się tak po prostu. Nie są zjawiskami naturalnymi. To nasze myślenie tworzy nasze uzależnienie od luksusowych poziomów osobistej wygody, od kompleksu wyższości i od najbardziej niebezpiecznego przekonania ze wszystkich: że jesteśmy odseparowani od siebie i przyrody. Analiza rozłamu człowiek-przyroda należy do obszaru ekopsychologii. Przez z górą 30 lat byłem zainteresowany pytaniem dlaczego niszczymy nasz własny system podtrzymywania życia i tak wiele z tego, co jest na tym świecie piękne. Ekopsycholodzy utrzymują, że odpowiedź leży w rozłamie człowiek-przyroda. Nie jesteśmy odseparowani od przyrody, ale myślimy i zachowujemy się tak, jakby tak było. Taki rozłam czyni nas bezdomnymi w sposób bardzo zasadniczy. Z tej bezdomności wypływa niepewność i niezaspokojone apetyty, które mogą łagodzić, ale nigdy nie ukoją głęboko zalegającej samotności, pustki i doświadczanego przez nas strachu. Rozłam człowiek-przyroda to pierwotna rana, czy używając sformułowania Chellisa Glendinninga, “początkowa trauma”, która musi zostać wyleczona, jeżeli mamy odnaleźć drogę do życia i społeczeństwa, którego utrzymanie nie odbywa się kosztem otoczenia.

Bez wątpienia zjawisko oddzielania się, lub jak określa to terminologia psychologiczna, indywidualizowania się, uchodzi za istotną i naturalną część dorastania istot ludzkich. Jest to część pracy charakteryzującej fazę dzieciństwa i okres dojrzewania. Problemy pojawiają się, kiedy rozwój zatrzymuje się na tym etapie. Najwięcej pracy określającej dorosłość polega na poszerzaniu kręgu własnej tożsamości poprzez doświadczanie i rozumienie wzajemnych powiązań i zależności pomiędzy rzeczami. Indywidualność nie tylko nie ulega zatarciu, jest wzmocniona przez proces ogarnięcia / akceptacji różnorodności i powiązanej wzajemnie natury rzeczywistości. Uznajemy wówczas swoją wartość oraz nasze miejsce w ogólnym obrazie panujących okoliczności w głębszy, pełniejszy sposób; tym samym głębiej i pełniej doceniamy i szanujemy wszystkie pozostałe istoty. Krok w kierunku uzdrowienia rozłamu człowiek-przyroda rozszerza samoświadomość w kierunku eko- lub ekologicznego ja, które w swoim kręgu tożsamości zawiera przyrodę.

Rozwój ekologicznego ja zaczyna się od podstawowej pokory. Intelektualne rozumienie może wspierać proces, ale ostatecznie wymaga bezpośredniego doświadczenia. Rozłam człowiek-przyroda odzwierciedla rozłam umysł-ciało-duch. Rezultat jest taki, że ogromne fragmenty naszego doświadczenia i świadomości są odrętwiałe i stłumione. Znam prawdę tego ograniczenia z autopsji. Wszystko, poczynając od mojego lekceważącego stosunku do pewnych napotykanych insektów, aż po odrętwienie w mojej reakcji na erupcję ropy w Zatoce Meksykańskiej, przypomina mi jak wiele pracy muszę jeszcze wykonać. Mimo iż wielu z nas może czuć, że w temacie natury ‘wie co w trawie piszczy’ – kochamy przyrodę i zwierzęta – wciąż trwamy w elementarnej separacji.

Już ta poprzeczka podniesiona jest wystarczająco wysoko, ale kolejny krok przedstawia sobą jeszcze większe wyzwanie. Praca nad poszerzeniem swojego poczucia tożsamości, by rozwinąć eko-siebie przygotowuje grunt pod jeszcze bardziej radykalne i duchowe doświadczenie jedności – Braku Siebie. Koncepcja Braku Siebie odnosi się do niedualnej natury rzeczywistości obecnej w wielu tradycjach mądrościowych / filozoficznych. Thich Nhat Hanh ukuł termin międzyistnienie, by opisać tę rzeczywistość. Wszystko, co istnieje zawdzięcza swoją egzystencję innym “rzeczom”. Jeżeli zanalizujemy istotę ludzką dostatecznie głęboko zobaczymy, że jesteśmy całkowicie uzależnieni od słońca, deszczu, ziemi, gór, rzek, roślin, zwierząt, powietrza etc. Po prostu nie byłoby nas tutaj bez tych żywiołów, procesów i innych rzeczy występujących na świecie. Nie istnieje więc lite i niezależne ja, odmienne przekonanie w tym względzie jest ułudą.

Implikacje dla tak głęboko wzajemnie-połączonego, duchowego rozumienia rzeczywistości są ogromne. Poprzez zatarcie pojęcia oddzielenia, wizerunki wroga oraz idei typu “my kontra oni” kruszeją. Sednem działania politycznego staje się budowanie relacji i pokonanie niesprawiedliwości, nie zaś pokonanie ludzi.    

Praca nad rozszerzeniem, a następnie roztopieniem poczucia siebie jest pracą z naszą psyche. Ponieważ do takiej pracy na Zachodzie generalnie się nie dopinguje – dowiadujemy się, że jesteśmy upośledzeni. Związek pomiędzy dorosłością, a zaangażowaniem w proces postępującego wzrostu świadomości nie jest skwapliwie eksponowany na stoiskach z prasą, w telewizji oraz w naszych edukacyjnych i politycznych systemach. A dla nas, ludzi z Zachodu, noszących rany charakterystyczne dla naszego przemysłowego i technologicznego kontekstu, praca z psyche ma znaczenie kluczowe. Myśl o tym, że od proaktywnej pracy z psyche zależy nasze zdrowie i samopoczucie, a nawet nasze przetrwanie, w istocie wysoko podnosi poprzeczkę. Dlatego nasze uzależnienie od ropy najprawdopodobniej będzie trwało dotąd, aż znana nam cywilizacja załamie się.

Zatem skoro psyche ma takie znaczenie, jak może wyglądać zdrowy, proaktywny odzew na podobne rozumienie? Taki odzew może zostać zapoczątkowany przez zwolnienie tempa, dostatecznie duże, by dostrzec nasze nawykowe reakcje – na pełzającego po ramieniu owada, na kierowcę, który nas wkurzył. Możemy w ten sposób zbudować samoświadomość i współczucie wobec innych. Możemy zacząć kwestionować historyjkę o naszym rzekomym uprawnieniu, wyższości i odseparowaniu. Prawdziwa praca zaczyna się, kiedy zaprzestaniemy wskazywania palcem innych i skierujemy uwagę na nasze wnętrze, na nas samych, szczerze spoglądając na nasze zachowanie i ukryte za nim myśli. Sentencja Gandhi’ego “Bądź zmianą, którą pragniesz ujrzeć w świecie” jest słynna ze względu na głębię prawdy, którą ujawnia.

Dojrzewanie jest procesem. Praca nad wniesieniem zrozumienia i współczucia do ‚małego siebie’ i kultywowaniem bardziej ‚ekspansywnego siebie’ nie jest nigdy wykonana. Pomyśl o ‚małym sobie’ jako ‚dziecinnym sobie’, ‚ego sobie’. Z ‚małym sobą’ wszystko sprowadza się do osobistych potrzeb i bezpieczeństwa. W imieniu ‚małego siebie’ wielu Amerykanów będzie wspierać – otwarcie lub milcząc – nie tylko wydobycie ropy z dna mórz, ale także wydobycie węgla i gazu, elektrownie nuklearne i inne technologie, które obiecują utrzymanie wygody i komfortu. Obawa o konsekwencje tych praktyk dla przedstawicieli naszego i innych gatunków pozostanie w najlepszym wypadku sprawą drugorzędną. Jeżeli większość Amerykanów będzie podążać za głównodowodzącym ‚małym sobą’ wszelkie ambicje związane z programem środowiskowym zawiodą, a prowadzenie wojen będzie trwało, bowiem politycy egzekwują wolę większości. Politycy doskonale wiedzą, kiedy deklarowana troska ma szerokość kilometra, a głębokość centymetra. To głębokość się liczy.

Bez względu na to, czy będziemy podążać ścieżką zbiorowego samobójstwa, czy zmienimy kurs, odbędzie się to przy intymnym udziale psyche. Trwała zmiana w zachowaniu zaczyna się i kończy na psyche. Najważniejsze nie są kwestie: kto piastuje urząd, jak skuteczne są programy ochrony – obie pozostawiają zasadnicze uzależnienie od paliw kopalnych w stanie nienaruszonym. Pytanie brzmi: Jakie są kluczowe elementy odpornego fundamentu społeczeństwa utrzymywanego bez szkody dla środowiska, afirmującego życie? Sądzę, że krytycznym elementem jest wewnętrzna odporność, którą może przynieść jedynie praca z psyche.

Tłumaczenie: exignorant

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.