Wyciek ropy w Zatoce Meksykańskiej: surowce kopalne i technologia, ekonomia i wpływ na środowisko naturalne

Nadal niewiele miejsca poświęca się w naszych mediach katastrofie w Zatoce Meksykańskiej (20 kwietnia potężna eksplozja zatopiła tam dzierżawioną przez koncern British Petroleum platformę The Deepwater Horizon; w wyniku wybuchu śmierć poniosło 11 osób). Trwający tam wyciek ropy i gazu to “kataklizm rozgrywający się w zwolnionym tempie”. W niniejszym artykule, uznany autor, Richard Heinberg z Post Carbon Institute, obiera perspektywę historyczną, by przybliżyć przyczyny i globalne konsekwencje tej tragedii.

W świetle dramatycznych wydarzeń w Zatoce Meksykańskiej i niepokojących prognoz zapowiadających, że erupcja ropy może potrwać przez wiele miesięcy, warto wykonać krok do tyłu i spojrzeć na całokształt – kontekst historii wydobycia zasobów przez rasę ludzką – by zobaczyć jak aktualne wydarzenia ujawniają głęboko zakorzenione trendy, które będą miały jaszcze większe, długotrwałe znaczenie globalne.

Część przybliżonych poniżej zagadnień będzie znana pewnej grupie czytelników. Niektórzy uznają sposób ich przedstawienia za nadmiernie pedantyczny. Jednakże niewielka jest grupa ludzi, którzy zdają się mieć pojęcie o podstawowych technologicznych, ekonomicznych i środowiskowych kwestiach ujawniających się w miarę postępującego wydobycia surowców w chwili, kiedy społeczeństwo przystosowuje się do konsekwencji wyczerpującej się bazy tanich surowców. W kolejnych paragrafach naświetlę ważkie aspekty tematu. Wydarzenia w Zatoce Meksykańskiej pozostaną obecne “na stronie”, by stać się obiektem bardziej szczegółowego komentarza w części 5 niniejszego tekstu.

1. Schemat piramidy.

Chyba najlepiej będzie rozpocząć od najbardziej znanej metafory: wydobycie zasobów zawsze odbywa się w oparciu o zasadę “nisko rosnących owoców”. Na początku rutynowo poszukujemy najłatwiej dostępnych porcji surowca najwyższej jakości; trudne do pozyskania porcje niskiej jakości pozostawiamy na potem.

Geolodzy używają innej metafory; na co dzień mówią o “piramidzie zasobów”. Kamień wieńczący reprezentuje łatwo i tanio pozyskiwaną porcję surowca; kolejne warstwy są porcjami bazowymi, których wydobycie jest trudniejsze i wymaga większego nakładu kosztów – często odbywa się ono z bardziej szkodliwym wpływem na środowisko naturalne; większą część piramidy stanowią te surowce, które zdaniem geologów nie doczekają się wydobycia przy jakimkolwiek realistycznym scenariuszu cenowym – zazwyczaj z powodu głębokości, lokalizacji lub kwestii jakości. Piramidy obrazują zasoby każdego surowca: ropy, węgla, żelaza, uranu itd.

W miarę postępującego „przegryzania się” przez kolejne warstwy każdej piramidy, od szczytu począwszy, zachodzą przewidywalne wydarzenia związane z technologią, ekonomią i wpływem na środowisko. Te efekty często na siebie oddziałują – spróbuję więc wyeksponować charakter ich wzajemnej interakcji.

2. Technologia.

Niektóre surowce mogą być wydobywane, przynajmniej w fazie początkowej, przy użyciu bardzo prostych narzędzi. Prymitywne górnictwo było praktykowane przy użyciu kamienia, drewnianych kilofów, łopat i wiklinowych koszy służących do przenoszenia rudy (najczęściej miedzi, złota i srebra) do pobliskich punktów, gdzie wytapiano je w ogniskach trawiących węgiel drzewny. Kiedy przetopiono dostateczną ilość miedzi, cynku i żelaza zaczęto używać górniczych narzędzi.

Wczesne górnictwo węglowe polegało na wykopywaniu bryłek węgla z powierzchniowych pokładów odkrywkowych, ale już przed nastaniem XVIII w. brytyjscy górnicy pracowali w szybach głębokości 100 metrów.

Wiele wczesnych szybów naftowych składało się z płytkich urobków (do 30 metrów) wkopanych w naturalnie sączące się wycieki; najwcześniejsze znane przypadki drylowania naftowego miały miejsce w IV w. w Chinach, sięgały głębokości około 250 metrów przy wykorzystaniu wierteł przytwierdzonych do bambusowych kijów. Kiedy nafta stała się intensywnie dystrybuowanym towarem handlowym na początku XX w., opracowano system obrotowych świdrów składających się ze stalowych rur i wierteł penetrujących głębokości setek metrów.

Schemat jest wyraźny i oczywisty: w miarę jak surowce zalegające blisko powierzchni Ziemi ulegają uszczupleniu, musimy pracować ciężej i kopać głębiej, by je wydobyć i zaspokoić rosnące zapotrzebowanie. Problemy produkcyjne prowadzą do opracowania nowych technologii wydobywczych, które rozwiązując te problemy, często zapewniają większy dostęp do surowca. W miarę jak większa porcja bazy surowca staje się dostępna dla społeczeństwa, odkrywa się dodatkowe jego zastosowania. Nowe technologie (począwszy od metalowych narzędzi) często mają później nowe użycia i tym samym zwiększają zapotrzebowanie na surowiec, do którego wydobycia zostały wynalezione.

Ne ma bardziej znamiennego i pouczającego przykładu podobnego trendu niż historia silnika parowego, który wynaleziono w celu wypompowywania wody z coraz głębszych szybów kopalni węgla; wykorzystany do innych celów, np. jako siła napędowa linii kolejowych, stał się z czasem głównym “konsumentem” węgla. Co więcej, żelazne tory początkowo były stosowane w kopalniach. W ten właśnie sposób rozpoczęła się Rewolucja Przemysłowa.

Dzisiaj, po 100 latach, platformy wiertnicze dużych głębokości, satelitarne i sejsmiczne pomiary geologiczne, wiercenia horyzontalne, szczelinowanie hydrauliczne (fracking) i system zaworów bezpieczeństwa szybu naftowego – stosowane są do odnalezienia oraz wydobycia ropy i niekonwencjonalnego gazu naturalnego; technologia wspomaganego parą drenażu grawitacyjnego (Steam-Assisted Gravity Drainage – SAGD) do pozyskiwania ropy z piasków bitumicznych; podziemna gazyfikacja węgla (Underground Coal Gasification – UCG), pochwycenie i sekwestracja węgla (Carbon Capture and Sequestration – CCS) w przemyśle węglowym; jest jeszcze wiele innych metod. Każdy przemysł wydobywczy dysponuje osobną flotą najnowocześniejszych technologii, każda złożona z zestawu systemów narzędzi współpracujących w celu obniżenia kosztów wydobycia określonej rudy.

Prowadzone w XXI wieku poszukiwania użytecznych, nieodnawialnych surowców testują granice możliwości współczesnej nauki; zarówno “krzepa”, jak i konstrukcyjna złożoność maszyn zaprojektowanych i zbudowanych z myślą o zaspokojeniu ludzkiego zapotrzebowania na nieodnawialne zasoby, są niezmiernie imponujące. Kiedy obserwuje się niektóre z tych technologicznych cacek w akcji, kusząca bywa konkluzja, że ludzka pomysłowość nie zna granic. Co więcej, skoro wciąż znajdujemy się względnie blisko szczytu piramidy wielu nieodnawialnych surowców, naturalnym staje się założenie, że niezmiennie udoskonalane maszyny umożliwią nam kopać coraz głębiej, aby zaspokoić rosnący zbiorowy apetyt na energię i minerały przez wiele następnych pokoleń.

Jednakże, jak się za chwilę przekonamy, rozwój technologii wydobywczych niesie ze sobą kompromisy i ograniczenia.

3. Ekonomia

Wymyślna technologia wydobywcza ma swoją cenę. Inwestowanie w kosztowniejsze narzędzia często usprawiedliwia większa wydajność produkcji, zredukowany negatywny wpływ na środowisko lub możliwość odsłonięcia i udostępnienia większej części bazy surowca do eksploatacji. Związek pomiędzy kosztem i rekompensatą w pewnym stopniu odwzorowuje prosty stosunek Zwrotu z Inwestycji (Return on Investment – ROI), któremu z czujną uwagą przyglądają się rachmistrzowie koncernów naftowo-węglowych. Ten stosunek może łatwo osiągnąć ujemną wartość w sytuacjach, kiedy zasoby nie są obecne w satysfakcjonującej ilości (nawet przy zastosowaniu najnowszych metod eksploracji pól roponośnych dwa spośród trzech wstępnych szybów, każdy w cenie setek milionów dolarów, nie trafiają w źródło ropy) lub kiedy problemy związane ze środowiskiem wymkną się spod kontroli (osobista notka przypominająca: pod koniec roku muszę pamiętać o przejrzeniu bilansu BP za operację w Zatoce Meksykańskiej).

Finansowy Zwrot z Inwestycji (ROI) nie jest jedynym wskaźnikiem rentowności, który ma znaczenie. Jeżeli omawiamy zasoby energetyczne (ropę, gaz, czy węgiel) musimy mieć oko na stosunek między energią zainwestowaną w eksplorację i produkcję, a energią uzyskaną z wydobycia surowców. Zazwyczaj określa to termin Zwrot Energii wobec Energii Zainwestowanej (Energy Return on Energy Invested –  EROEI). Technologia zużywa energię, im większe i bardziej skomplikowane są maszyny, tym więcej jej zużywają. Co więcej wydobycie i rafinacja paliw kopalnianych niskiej jakości, zalegających na dużych głębokościach, pochłania więcej energii bez względu na rodzaj zastosowanej technologii. Kiedy ilość energii wymaganej do wyprodukowania określonej miary paliwa równa jest ilości energii uzyskanej z jego spalania, paliwo to przestaje być źródłem energii netto. Mogą istnieć finansowe powody, by kontynuować proces produkcyjny (np. subwencje rządowe lub odpisy podatkowe), ale z energetycznego punktu widzenia przedsięwzięcie stało się bezsensowne. Z tych właśnie przyczyn współczynnik Zwrotu Energii wobec Energii Zainwestowanej paliw kopalnianych opada.

Jako że wkopanie się w głąb każdej kolejnej warstwy piramidy zasobu wymaga coraz kosztowniejszej maszynerii wydobywczej, dając “plon” w postaci paliw lub rud o niższej jakości i wyższych kosztach, można by oczekiwać, że rynkowe ceny zasobów będą stale rosły. Jednakże w większości przypadków tak się nie działo – aż do niedawna. Przez cały wiek XX większość cen towarów (z cenami rud metalu i często paliwami kopalnianymi włącznie), przy uwzględnieniu inflacji, miało właściwie tendencję spadkową. Dlaczego? Systematycznie otwierane były dodatkowe obszary eksploracji, podczas gdy zyski wynikające z nowej technologii umożliwiającej dotarcie do niższych warstw piramidy zasobu były pochłaniane przez dodatkowe koszta samej technologii i spadającej jakości zasobu (czynnik, który należy pokonywać wzrastającym inwestowaniem w rafinację lub ulepszanie / uszlachetnianie rudy).

Na przestrzeni ostatnich kilku lat sytuacja ta zaczęła ulegać zmianie. Badanie pt. “Wzrost Niedoboru Globalnych Nieodnawialnych Zasobów Naturalnych” autorstwa Chrisa Clugstona śledzi poziomy produkcji i cenę 57 Nieodnawialnych Surowców Naturalnych. Na początku pracy Clugston zwraca uwagę na to, że:

Przez kolejne dekady XX wieku poziomy globalnej produkcji związane z 56 z 57 analizowanych NSN (98%) rokrocznie wzrastały, podczas gdy globalne poziomy cen związane z 45 z 57 analizowanych NSN (79%) rokrocznie malały. Ogólnie rosnące globalne poziomy produkcji NSN w połączeniu z ogólnie malejącymi globalnymi poziomami cen NSN wskazują względny globalny dostatek NSN w XX wieku. Ogólnie biorąc globalne zapasy NSN dotrzymywały tempa stale rosnącemu globalnemu zapotrzebowaniu w minionym stuleciu.

Jak na razie, wszystko jest cacy. Ale to się zmienia.

Ogólnie zwalniający lub zmniejszający się wzrost globalnej produkcji NSN w powiązaniu z ogólnie wzrastającymi globalnymi cenami NSN wskazuje na zwiększający się niedobór NSN w pierwszych latach XXI wieku… Roczne globalne poziomy produkcji wzrosły w XX wieku, następnie zmalały w XXI wieku; roczne poziomy cen zmniejszyły się w XX wieku, by wzrosnąć w XXI wieku…

Przykład ilustrujący: w przypadku ropy, w latach 2000 – 2010, produkcja zmniejszyła się o 9%, a ceny wzrosły o blisko 400%. Nie, ropa nam się nie kończy – tym, co nam się kończy jest tania ropa. Echa tego faktu pobrzmiewają w ogólnej konkluzji Clugstona: Nie grozi nam szybkie całkowite wyczerpanie któregokolwiek z NSN; zbliżamy się do krytycznych niedoborów wielu z nich.

Na przykładzie ropy dowiadujemy się czegoś jeszcze: w miarę jak produkcja się rozrasta i wyczerpaniu ulegają depozyty wysokiej jakości, stale wzrastające ceny nie reprezentują pełnego zakresu problemów, które się pojawiają. W pewnym momencie, bez względu na cenę, produkcja uzyskuje maksymalną wysokość i zaczyna spadać (o tym traktuje dyskusja wokół „Peak Oil” – “szczytu wydobycia ropy”). Ten fenomen “punktu szczytowego” wystąpił już w związku z wydobyciem wielu różnych zasobów, w różnym czasach i miejscach, więc jego dynamika jest aktualnie przedmiotem dość wnikliwych badań.

Według standardowej ekonomicznej teorii, kiedy zasoby danego surowca skurczą się, potencjalni kupcy poprzez licytację wywindują ceny: w miarę eskalacji cen coraz większa liczba użytkowników będzie sięgać po substytuty. Łatwo jest wskazać przykłady z historii, kiedy miały miejsce podobne sytuacje, ale zdarzały się też wypadki, że ceny “odpowiadały” na zaistniałe okoliczności w sposób nielinearny (więcej na ten temat poniżej), a substytuty były niedostępne lub niewystarczające. W przypadku paliw kopalnianych możemy wskazać ich substytuty, jednakże większość z nich ma wiele różnorodnych wad (warto przeczytać „Searching for a Miracle”), a skala aktualnego globalnego zużycia paliw kopalnianych czyni perspektywę pełnego przejścia na te problematyczne substytuty niepokojąco trudną.

Ważne jest, by wiedzieć, czy ceny towarów wzrastają linearnie w miarę jak ropa naftowa i inne nieodnawialne zasoby ulegają redukcji. Jeżeli tak jest wówczas niewidzialna ręka rynku rozwiąże wiele problemów, które niesie ze sobą niedobór: poza tym, że substytuty staną się atrakcyjniejsze, wyższe ceny zmobilizują wysiłki, by zużycie surowca było bardziej wydajne. Jednakże ostatni historyczny przykład kwestionuje takie różowe scenariusze bezbolesnej, inspirowanej przez rynek zamiany surowców. Zanim nastał lipiec 2008 przez lata popyt na ropę wzrastał, lecz globalna produkcja znajdowała się w stanie zastoju. Handlarze giełdowi podbili cenę do rekordowych 147 dolarów za baryłkę – w konsekwencji nastąpił finansowy zamęt. Mimo, że za większość giełdowego “rozlewu krwi” odpowiedzialny był krach derywatów / nieruchomości, dramatyczne spadki w przemysłach samochodowym, lotniczym, transportowym (przewozowym i żeglugowym) zdawał się być ściśle powiązany z dramatycznym wzrostem ceny ropy.

Zdarzenia te (wespół z ogólnymi ekonomicznymi konwulsjami) przyniosły rezultat w postaci zmniejszenia popytu na paliwo, który w efekcie spowodował drastyczny spadek cen ropy naftowej do około 30 dolarów za baryłkę w grudniu 2008 roku. To natomiast doprowadziło do ograniczonych inwestycji w eksplorację ropy, co w swoim czasie wywoła kolejny nagły wzrost cen w miarę kurczenia się zapasów. Można założyć, że ten cykl rozpocznie się ponownie i przy każdym powrocie będzie miał prawdopodobnie jeszcze bardziej niszczący ekonomiczny efekt. Nie wszystkie nieodnawialne, wyczerpujące się surowce sprowokują podobne scenariusze: niewiele z nich jest tak zasadniczych z punktu widzenia ekonomii, iż ich niedobór, czy nagły wzrosty cen, mógłby wywołać poważną recesję. Jednakże ta cenowa niestabilność jest typową oznaką niedoboru surowca spowodowanego postępującym wyczerpywaniem.

I wreszcie: chyba najistotniejszym ekonomicznym czynnikiem w odniesieniu do wydobycia nieodnawialnych zasobów jest wzrost. Współczesna ekonomia uzależniona jest od wzrostu w zakresie zaopatrzenia w dobra i usługi; tymczasem światowa populacja nadal się rozrasta. W miarę pokonywania naszej drogi w dół piramidy zasobów wzmagające się apetyty (rosnąca populacja przemnożona przez rosnący współczynnik konsumpcji per capita) przekładają się na wzmagające się uzależnienie od zasobów, które się wyczerpują. Gdyby całkowite współczynniki konsumpcji opadały lub pozostawały niezmienne, ekonomiczne i środowiskowe problemy wynikające z uszczuplenia zasobów byłyby łatwiejsze do rozwiązania. Nieunikniona konieczność wzrostu z każdym mijającym rokiem czyni te problemy bardziej opornymi na rozwiązanie.

4. Wpływ na środowisko naturalne.

Pod pewnymi względami postęp technologiczny zwykle redukuje negatywny wpływ przyrostu wydobycia surowca na środowisko naturalne.

Podziemne wydobycie węgla wczesnych lat – jeszcze kilka dziesięcioleci temu – było o wiele bardziej niebezpieczne, brudne i ponure niż dzisiaj, chociaż katastrofy kopalniane występują nadal (o czym w smutku przekonaliśmy się niedawno w West Virginia), a górnicy wciąż umierają na pylicę płuc.

Podobnie przemysł naftowy na początku XX wieku nie miał ustalonych przepisów i technologii zapewniającej maksymalne bezpieczeństwo, co prowadziło do wycieków i śmiertelnych wypadków częściej niż przy obecnym zaawansowaniu technicznym. Pierwsze udane szyby poszukiwawcze niemalże każdorazowo wywoływały gejzery, ponieważ nie było sposobu na to, by powstrzymać ciśnienie przed wyrzuceniem ropy przez rurę wiertniczą w chwili zetknięcia z rezerwuarem. Teraz gejzery należą do rzadkości ze względu na systemy kontroli ciśnienia nowoczesnych szybów naftowych.

W głębinach Zatoki Meksykańskiej oglądamy pokaz najbardziej zaawansowanej technologii w zakresie bezpieczeństwa wydobywczego i usuwania skutków wycieku. Systemy zaworów bezpieczeństwa szybu naftowego, urządzenia kontroli ciśnienia, ostrożne planowanie, przepisy i zaawansowana inżynieria platform wiertniczych sprawiają, że wypadki zdarzają się sporadycznie. Na wypadek awarii w pogotowiu czekają zdalnie sterowane pojazdy podwodne, pokrywy blokujące, procedury blokujące wycieki (“junk shot”), naftowe bomy i chemiczne dyspergatory przeznaczone do uprzątnięcia samego wycieku.

A jednak mimo całej tej technologii i specjalistycznej wiedzy jesteśmy świadkami prawdopodobnie największej katastrofy ekologicznej w dziejach. Dlaczego?

Ja się dowiadujemy katastrofa platformy Deepwater Horizon była wynikiem monstrualnego zaniedbania ze strony kilku firm, głównie British Petroleum, a także oficjalnej akceptacji wadliwego planu wydobywczego przez Służbę Gospodarowania Minerałami (Minerals Management Service – MMS) rządu federalnego. Można było spodziewać się takich “uchybień”. Podczas operacji wiercenia na dużej głębokości, przy budżecie grubo przekraczającym kwotę 100 milionów dolarów, gdzie każda minuta oznacza duże pieniądze, istnieją silne bodźce, by ciąć koszty. Nierzadko inżynierowie (którzy bardziej niepokoją się o względy bezpieczeństwa) są lekceważeni przez kierownictwo (które bardziej niepokoi się o budżet i Zwrot z Inwestycji). Mamy jeszcze inny fenomen – powszechny w rządowych kręgach: urzędnicy utrzymujący intymne kontakty (w sensie przenośnym i dosłownym) z przemysłowcami, których działalność powinni prawnie regulować. Zatem w marcu 2009 roku, BP przedstawił swój plan MMS, rzekomo zapewniając, że “nieprawdopodobne jest wystąpienie powierzchniowego lub podpowierzchniowego wycieku na skutek wypadku w wyniku proponowanych działań”; faktycznie tak dalece nieprawdopodobne, że “scenariusz na okoliczność wybuchu w wyniku proponowanych działań nie jest nawet wymagany”; kontrolerzy uwierzyli koncernowi na słowo.

W szerszym kontekście, pomimo ciągłego rozwoju lepszej technologii, wydarzenie takie jak eksplozja platformy Deepwater Horizon staje się bardziej prawdopodobne z każdym mijającym rokiem: w miarę jak poziomy produkcji rosną, by zaspokoić zwiększające się zapotrzebowanie, a przemysł zmuszony jest wiercić coraz głębiej na nieprzystępnych obszarach, popsuć się może wiele rzeczy; a kiedy usterki się pojawią będą trudniejsze do naprawienia.

Gdy uwaga świata jest słusznie skupiona na konsekwencjach erupcji w Zatoce, ważne jest by pamiętać o niezmiennej, rutynowej dewastacji środowiska, która jest „statycznym tłem” współczesnego przemysłowego życia: chaos klimatyczny, zanieczyszczenie powietrza i wody pitnej, ginąca różnorodność biologiczna. W wielu przypadkach wydobycia zasobu – z procesem zwałowania nadkładów skalnych przy pozyskiwaniu węgla z gór i produkcją piasków bitumicznych włącznie – ogromna dewastacja środowiska naturalnego nie jest rezultatem nieprzewidzianych wypadków, tylko normalną procedurą.

W tej zbieżności zmiany klimatu i technologii “czystego węgla” widzimy kulminację wielu dyskutowanych tutaj trendów. Zmiana klimatyczna to środowiskowa konsekwencja zużywania nieodnawialnych surowców i jest ona tak straszliwa, że nieuchronnie sparaliżuje cywilizację. Dlatego trzeba zrobić coś, by to powstrzymać. Kilka kluczowych uprzemysłowionych państw nie może sobie pozwolić na rezygnację z węgla, paliwa wysokowęglowego, ponieważ ich gospodarki są od niego uzależnione, a wykorzystanie alternatyw będzie zbyt kosztowne. Idealnym rozwiązaniem byłaby technologia oczyszczania gazów emitowanych przy spalaniu węgla. Taka technologia istnieje – Sekwestracja Dwutlenku Węgla (Carbon Capture and Sequestration – CCS), która obejmuje zakopywanie pod ziemią dwutlenku węgla pochwyconego podczas spalania minerału (jest to proces bardzo energochłonny; poza tym ze znajdującymi się pod ziemią hermetycznymi komorami przechowującymi dwutlenek węgla ktoś będzie musiał zrobić porządek za parę tysięcy lat). Koszt budowy CCS skrojonej na miarę potrzeb będzie tak wysoki, że technologia ta prawie na pewno nigdy nie doczeka się wdrożenia. Rezultat: nie istnieje żadne widoczne rozwiązanie dylematu węgiel / klimat, które utrzymałoby ekonomiczny wzrost. Trendy kończą się pewnego rodzaju nieprzewidywalnym zaburzeniem ciągłości.

5. Katastrofa w Zatoce Meksykańskiej: wpływ na przyszłość produkcji ropy

Wracamy do wydarzeń w Zatoce Meksykańskiej.

Departament Energii USA prognozuje, że “znakomita większość” planowanych na najbliższe lata wzrostów produkcji ropy w USA będzie pochodzić z głęboko-wodnych roponośnych pól Zatoki podobnych do lokalizacji wycieku platformy Deepwater Horizon. Takie pola reprezentują obecnie 70 % całkowitej produkcji w Zatoce (pozostałe 30% pochodzi z płycizn nie głębszych niż kilkadziesiąt metrów). Ropa przybrzeżna stanowi blisko jedną trzecią z 5.5 miliona baryłek całkowitej, dziennej produkcji nafty w USA; ten procent ciągle wzrasta. Jeżeli chodzi o cały świat, Międzynarodowa Agencja Energetyczna przewiduje, że do roku 2020 pozyskiwanie przybrzeżne na dużych głębokościach będzie stanowić 40% całkowitego wydobycia ropy. Dlaczego tak duży nacisk położony jest na wiercenia podmorskie? Dlatego, że zdążyliśmy już przegryźć się przez wyższe warstwy piramidy ropy: niewiele jej pokładów ostało się na lądzie i płyciznach. Zatem dajemy nura!

Wyciek BP prawdopodobnie utrupi te plany. Bardziej rygorystyczne przepisy i wyższe (kosztowniejsze) standardy są już w drodze. Prezydent Obama zarządził 6-miesięczne zawieszenie wszystkich prowadzonych aktualnie amerykańskich operacji wydobycia przybrzeżnego, a przyszłe projekty wierceń podmorskich mogą zostać opóźnione o lata.

Poszybują w górę koszta ubezpieczenia projektów przybrzeżnych (według Ringzone, “Koszt ubezpieczenia platformy przed tzw. stratą fizyczną – uszkodzeniem samej platformy – może bez przeszkód przekroczyć 3 miliony dolarów rocznie i w zależności od franszyzy redukcyjnej osiągnąć nawet 9 milionów.”). Całkowite roszczenia ubezpieczeniowe w związku z katastrofą Deepwater Horizon mogą dalece przewyższyć całkowite składki ubezpieczeniowe wpłacone przez wszystkie koncerny wydobywcze w 2010 roku, zatem możliwe są bankructwa części ubezpieczycieli.

Ponadto projekty wydobycia podmorskiego wymagają finansowania, ale pozwolę sobie przypomnieć – jeżeli jeszcze ktoś tego faktu nie odnotował – gospodarka właśnie się rozsypuje. Banki nie pożyczają ze względu na wszystkie zaksięgowane nieopłacalne pożyczki, i chociaż koncerny naftowe opływają w gotówkę wolą “rozpraszać” ryzyko. Teraz, kiedy ryzyko związane z eksploracją podmorską wygląda na większe, a kredyt jest skąpy, w każdym przypadku należy oczekiwać, że niewielu inwestorów zdecyduje się wskoczyć na pokład. Możliwe, że koncerny zechcą przytrzymać gotówkę kupując własne akcje. Koniec końców w tej grze chodzi wyłącznie o zysk; wyprodukowanie ropy jest tylko środkiem niezbędnym do osiągnięcia finansowego celu, a skoro są dostępne lepsze środki, dlaczego z nich nie skorzystać? Pewnie, że utrzymywanie przemysłu naftowego nie “działa” na dłuższą metę, ponieważ koncerny muszą mieć zaklepane rezerwuary, ażeby zwabić inwestorów; zachowanie tych rezerwuarów wymaga eksploracji. Zresztą, kto siedzi w tym biznesie na dłuższą metę? Na dłuższą metę wszyscy jesteśmy nieboszczykami. Może nadszedł czas, by wycofać kasę i pozwolić nowemu pokoleniu menadżerów wykombinować “co dalej”.

Na dokładkę mamy problem przesadnego optymizmu. Deweloperzy projektów wydobywczych mają naturalną skłonność do nadmiernego zachwalania widoków w związku z ostatnią rozgrywaną “partyjką”. Później, kiedy nadciągają realia, początkowe, różowe prognozy mogą się zdezaktualizować. Stosowny przykład: Thunderhorse, sztandarowy projekt przybrzeżny BP w Zatoce Meksykańskiej, w założeniu miał wyprodukować miliard baryłek ropy w tempie 250.000 baryłek dziennie (b/d). Produkcja osiągnęła poziom 172.000 b/d w styczniu 2009 roku, by raptownie spaść do 61.000 b/d przed końcem zeszłego roku. BP nie skomentował publicznie przyczyny tego nieoczekiwanego produkcyjnego załamania, lecz postronni, sceptyczni obserwatorzy wyrażają wątpliwość, czy platforma kiedykolwiek wyprodukuje obiecany miliard baryłek. Tom Whipple z Post Carbon Institute, w swoim “Peak Oil Review” opublikowanym 24 maja, pisze: “Przynajmniej 25 innych projektów przybrzeżnych zmierzy się z problemem spadającej produkcji; nasuwa się pytanie, ile ropy zdołają wyprodukować te bardzo kosztowne projekty?” Weźmy Thunderstone, dodajmy Deepwater Horizon, dobrze wymieszajmy, i co otrzymamy? Nerwowy dygot inwestorów.

Ekonomiczni optymiści niestrudzenie wskazują jak potężna jest piramida surowca, kiedy podziwia się ją w całości. Kiedy społeczeństwo jest zdesperowane, mówią, rzuci się w pogoń za surowcami i złożami bez względu na to gdzie są, bez względu na koszta procesu, i bez względu na skalę dewastacji środowiska naturalnego jaka będzie temu towarzyszyć. Rozwiążemy piętrzące się problemy najlepiej jak potrafimy i ruszymy dalej. Wzrost jest nieunikniony i nie do  poskromienia – jeżeli istnieją paliwa i materiały, które zapewnią istnienie wzrostu, znajdziemy je i wykorzystamy. W rzeczywistości sprawy mogą się potoczyć nieco inaczej. Nowe projekty wydobywcze wymagają współpracy wielu funkcjonujących systemów obejmujących przemysł wytwórczy, finanse, ubezpieczenia, przepisy i zaawansowaną edukację techniczną. W miarę jak ten system systemów staje się coraz bardziej skomplikowany mnożą się miejsca potencjalnych defektów. Aktualny kryzys ekonomiczny spowoduje liczne pęknięcia w wielu miejscach, pozostawiając przemysł wydobywczy kalekim. Większa część technicznie możliwej do wydobycia, pozostałej ropy, węgla, gazu oraz bazy surowców mineralnych może zostać w ziemi zwyczajnie dlatego, że społeczeństwo nie będzie w stanie zorganizować się funkcjonalnie na dostatecznie wysokim poziomie, by utrzymać stale rosnący, wymagany wysiłek.

Krótko mówiąc, historia Deepwater Horizon nie jest wyłącznie tragedią ekologiczną. To historia zarówno o granicach technologii wydobywczych, jak i coraz bardziej złożonych systemach społecznych, które je podtrzymują. To także przypomnienie, że cały projekt opierania niekończącego się, ekonomicznego wzrostu na rosnącym wydobyciu nieodnawialnych surowców jest od początku do końca poroniony. To sygnał, że nadzieje na magiczną “dematerializację” naszej gospodarki okazały się być właśnie tym, czym są – jedynie nadziejami.

6. Tak wygląda koniec Ery Ropy Naftowej

Zanim wydarzenia prowadzące do tragicznej eksplozji na platformie Deepwater Horizon doczekają się wyjaśnienia, winnych nie zabraknie. Nawet jeżeli dalsze wysiłki zmierzające do zatamowania wycieku odniosą skutek, szkody, które dotkną środowisko naturalne Zatoki oraz gospodarkę regionu, będą trudne do oszacowania, a ich skutki bez wątpienia utrzymają się przez bardzo długi czas. Kiedy wiosna zmieni się w upalne, duszne lato, unoszący się śmiertelny odór przesiąkniętych ropą mokradeł zrujnuje dorobek i życie wielu milionów ludzi. Zniszczeniu ulegnie rybołówstwo przemysłowe bazujące na owocach morza: mówimy tu o czymś więcej niż przetrąceniu ekonomicznego kręgosłupa regionu; każdy, kto spędził trochę czasu w Nowym Orleanie (zamieszkuje tam rodzina mojej żony) wie, że ludzie i kultura południowej Luizjany jest skomponowana, dosłownie i w przenośni, z przetrawionych ostryg, krewetek i strumieniowych pstrągów. Biorąc pod uwagę historyczne polityczne wsparcie tej części kraju dla wydobycia przybrzeżnego, i przemysłu naftowego w ogóle, to co się stało jest równoznaczne z poświęceniem oddanych zwolenników na ołtarzu nafty.

Prezydent Obama określił dramat w Zatoce mianem “ogromnej i potencjalnie bezprecedensowej katastrofy ekologicznej”, a jego reprezentanci nazywają ją najgorszym wyciekiem i katastrofą ekologiczną w historii Stanów Zjednoczonych.

Jest on czymś więcej. To oznaka, że zbliżamy się do końca szlaku, którym podążamy przez przynajmniej dwieście lat.

Muszę powtórzyć raz jeszcze: nie jesteśmy nawet blisko całkowitego wyczerpania zapasów ropy, węgla, gazu i większości pozostałych minerałów. Stajemy w obliczu zbiegających się, całkowicie przewidywalnych i drastycznych konsekwencji niedoboru skoncentrowanych zasobów o wysokiej jakości, zalegających u szczytu piramidy: mniej przystępne i zmienne ceny towarów; krytyczne następstwa dla środowiska naturalnego – skumulowane, wzajemnie wzmacniające się negatywne efekty częstych wypadków i “normalnych” działań wydobywczych; obniżająca się jakość surowca; spadający współczynnik Zwrotu Energii wobec Energii Zainwestowanej (EROEI) dla paliw kopalnianych; nieunikniona potrzeba potężnych nowych inwestycji, by podwyższyć poziom wydobycia i zapobiegać konsekwencjom wpływu na środowisko naturalne. To wszystko dzieje się w czasie, kiedy kapitał inwestycyjny (niezbędny do sprostania tym problemom) ulatnia się. Krótko mówiąc, monetarny i nie-monetarny koszt naszego wzrostu rośnie szybciej niż sam wzrost i wygląda na to, że znaleźliśmy się w nieuniknionym punkcie, kiedy to wzrost traci rację bytu.

Katastrofa platformy Deepwater Horizon przypomina nam, że spośród wszystkich nieodnawialnych surowców, ropa najbardziej zasługuje na miano pięty Achillesa współczesnego społeczeństwa. Bez taniej ropy nasz przemysłowy system produkcji żywności – począwszy od traktora, a na supermarkecie skończywszy – zmienia tryb “uczta” na “głód”. Nasz cały system transportowy raptownie staje w miejscu. Ropą zasilamy pociągi, statki i ciężarówki transportujące węgiel, który zapewnia połowę naszej elektryczności. Nasze komputery wykonujemy z plastiku wyprodukowanego z ropy. Bez ropy nasza cała społeczna struktura zaczyna się sypać.

Era taniej, łatwej ropy dobiegła końca; stale płacimy coraz więcej za to co wlewamy do baków naszych aut – nie tylko w sensie finansowym, płacimy życiem i zdrowiem: płacimy fatalną polityką zagraniczną, która mnoży krwawe zagraniczne wojny i okupację, płacimy utraconą stabilnością systemów biologicznych, które utrzymują życie na tej planecie.

W swojej książce z 2006 roku, “Protokół Wyczerpania Ropy: Plan Uniknięcia Energetycznych Wojen, Terroryzmu i Ekonomicznego Krachu”, przedstawiłem prostą formułę, która mogłaby przeprowadzić nas przez systematyczną redukcję globalnego uzależnienia od ropy. Ten sam ogólny plan mógłby być zaadoptowany względem wszystkich pozostałych nieodnawialnych surowców. W czasie publikacji uważałem, naiwnie jak się okazało, że ekolodzy ochoczo podejmą temat, a kilku odważnych polityków wesprze tę koncepcję. Jak dotąd zainteresowanie Protokołem jest znikome. Okazuje się, że niemalże każdemu podoba się pomysł zmniejszenia zużycia ropy, ale nikt nie ma ochoty na zrobienie kroku, by odgórnie narzucić redukcję jej produkcji i konsumpcji, ponieważ wymagałoby to zdetronizowania Najświętszej ze Świętości – gospodarczego wzrostu. O wiele wygodniej jest ogłaszać intencję wyprodukowania elektrycznych samochodów – technologia ta potrzebowałaby tak naprawdę dekad, by skromnie spenetrować wycinek rynku (przyp. tłum. „Taniej ropy nie wystarczy na wyprodukowanie 900 milionów elektrycznych aut – tylko w jednej oponie jest jej 26.5 litra,” Mike Ruppert).

Zgoda. Ale na czym (a raczej w czym) stanęliśmy? Naftowym bałaganie na dnie Zatoki Meksykańskiej… uwikłani w coś, co może stać się ostatecznym Paragrafem 22: chcemy napędzanego naftą gospodarczego wzrostu, ale nienawidzimy tego, co ta pogoń za ropą nam robi (o środowisku naturalnym nie wspominając) i wygląda na to, że “więcej” nie ma już racji bytu.

Moi Drodzy, nie ma łatwej odpowiedzi.

Tłumaczenie: exignorant

Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii Gospodarka, finanse, surowce i energia, Pułapka technologiczna i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.